Jest to jedyna powieść Agathy Christie, której akcja nie mam miejsca w XX wieku. I chociaż jednym z powodów, dla których uwielbiam kryminały autorki, jest właśnie okres, w którym się rozgrywają, to byłam ciekawa, jak poradziła sobie ona z osadzeniem akcji w starożytnym Egipcie.
Główną bohaterką jest Egipcjanka, Renisenb, która po śmierci męża wraz z małą córeczką wraca do domu ojca. Wydaje się, że znajdzie tam spokój, ale to tylko pozory. Wkrótce ojciec sprowadza do domu młodą konkubinę, Nefret, która jest nie tylko piękna, uwodzicielska i pewna siebie, ale też bezwzględna i okrutna. Za jej sprawą dochodzi do konfliktów w rodzinie. Po jakimś czasie kobieta ginie. Renisenb podejrzewa, że mogło to być morderstwo. Wkrótce giną kolejni członkowie rodziny...
Do pierwszego morderstwa dochodzi dopiero w połowie książki, ale mimo to dla mnie nie ma tu strony, która nie byłaby fascynująca. A to za sprawą bohaterów. Każdy ma swój własny, unikatowy charakter i prawie każdy może być potencjalnym mordercą. Żaden z braci Renisenb nie budzi stuprocentowej sympatii, podobnie jak ich żony i służąca Henet. Trzy postacie, które bardzo polubiłam to przepełniona dobrocią i miłością Renisenb, odpowiedzialny i szlachetny Hori oraz nestorka rodu - Esa, kobieta silna, dumna i uparta. Relacje międzyludzkie, intrygi, ukryte spory sprawiły, że nie mogłam oderwać się od lektury. A że interesuję się historią, to fakt, że akcja dzieje się w starożytności, była dla mnie ogromnym plusem. Myślę, że autorka poradziła sobie z odwzorowaniem realiów(ale nie jestem ekspertem), a zarazem potrafiła stworzyć zgrabną intrygę.
To także świetna powieść psychologiczna. Mimo, że minęło tyle lat, ludzkie uczucia i przeżycia się nie zmieniły. W ,,Zakończeniem jest śmierć" mamy jakby dwa główne tematy - strach przed śmiercią i ukryte zło. Choć bohaterowie wydają się być pewni tego, co ich czeka po śmierci, boją się jej, desperacko pragną zatrzymać życie, w głębi serca mają wiele wątpliwości. Wydaje się, że na ten rodzaj lęku nie ma lekarstwa. A jednak. Jest nią prawdziwa, głęboka miłość, która trwa do końca świata i czyni nieśmiertelnymi. Bo pozostaniemy w duszach bliskich.
I zło. Zło, które pozostaje uśpione, ale pewnego dnia się objawi. Z pozoru bohaterowie prowadzą spokojne, sielskie życie, ale ukryte urazy kiełkują i zło już czeka na swoją okazję. I znowu radą jest tylko i wyłącznie miłość nie tylko do ludzi,ale do życia i świata w ogóle.
Wątek miłosny też jest. Nie na pierwszym planie, ale mimo to bardzo interesujący. To miłość oparta na przyjaźni, szacunku i porozumieniu, która naprawdę ma szansę przetrwać lata.
To kryminał, więc muszę wspomnieć o zakończeniu. Lubię książki Christie za to, że wymagają logicznego myślenia. Po przeczytaniu co najmniej kilku jej książek znam już niektóre schematy i mogę powiedzieć, że wytypowałam mordercę, chociaż nie do końca, bo w jednakowym stopniu podejrzewałam prawie wszystkich. Portet psychologiczny zbrodniarza został tutaj zbudowany w iście mistrzowski sposób.
,,Zakończeniem jest śmierć" to dobrze skonstruowany kryminał, w którym właściwie do samego końca nie wiadomo, jak zakończy się ta historia rodzinna. Jak to zwykle bywa, ten najmniej podejrzany, okazuje się najbardziej winny. Polecam serdecznie!
Główną bohaterką jest Egipcjanka, Renisenb, która po śmierci męża wraz z małą córeczką wraca do domu ojca. Wydaje się, że znajdzie tam spokój, ale to tylko pozory. Wkrótce ojciec sprowadza do domu młodą konkubinę, Nefret, która jest nie tylko piękna, uwodzicielska i pewna siebie, ale też bezwzględna i okrutna. Za jej sprawą dochodzi do konfliktów w rodzinie. Po jakimś czasie kobieta ginie. Renisenb podejrzewa, że mogło to być morderstwo. Wkrótce giną kolejni członkowie rodziny...
Do pierwszego morderstwa dochodzi dopiero w połowie książki, ale mimo to dla mnie nie ma tu strony, która nie byłaby fascynująca. A to za sprawą bohaterów. Każdy ma swój własny, unikatowy charakter i prawie każdy może być potencjalnym mordercą. Żaden z braci Renisenb nie budzi stuprocentowej sympatii, podobnie jak ich żony i służąca Henet. Trzy postacie, które bardzo polubiłam to przepełniona dobrocią i miłością Renisenb, odpowiedzialny i szlachetny Hori oraz nestorka rodu - Esa, kobieta silna, dumna i uparta. Relacje międzyludzkie, intrygi, ukryte spory sprawiły, że nie mogłam oderwać się od lektury. A że interesuję się historią, to fakt, że akcja dzieje się w starożytności, była dla mnie ogromnym plusem. Myślę, że autorka poradziła sobie z odwzorowaniem realiów(ale nie jestem ekspertem), a zarazem potrafiła stworzyć zgrabną intrygę.
To także świetna powieść psychologiczna. Mimo, że minęło tyle lat, ludzkie uczucia i przeżycia się nie zmieniły. W ,,Zakończeniem jest śmierć" mamy jakby dwa główne tematy - strach przed śmiercią i ukryte zło. Choć bohaterowie wydają się być pewni tego, co ich czeka po śmierci, boją się jej, desperacko pragną zatrzymać życie, w głębi serca mają wiele wątpliwości. Wydaje się, że na ten rodzaj lęku nie ma lekarstwa. A jednak. Jest nią prawdziwa, głęboka miłość, która trwa do końca świata i czyni nieśmiertelnymi. Bo pozostaniemy w duszach bliskich.
I zło. Zło, które pozostaje uśpione, ale pewnego dnia się objawi. Z pozoru bohaterowie prowadzą spokojne, sielskie życie, ale ukryte urazy kiełkują i zło już czeka na swoją okazję. I znowu radą jest tylko i wyłącznie miłość nie tylko do ludzi,ale do życia i świata w ogóle.
Wątek miłosny też jest. Nie na pierwszym planie, ale mimo to bardzo interesujący. To miłość oparta na przyjaźni, szacunku i porozumieniu, która naprawdę ma szansę przetrwać lata.
To kryminał, więc muszę wspomnieć o zakończeniu. Lubię książki Christie za to, że wymagają logicznego myślenia. Po przeczytaniu co najmniej kilku jej książek znam już niektóre schematy i mogę powiedzieć, że wytypowałam mordercę, chociaż nie do końca, bo w jednakowym stopniu podejrzewałam prawie wszystkich. Portet psychologiczny zbrodniarza został tutaj zbudowany w iście mistrzowski sposób.
,,Zakończeniem jest śmierć" to dobrze skonstruowany kryminał, w którym właściwie do samego końca nie wiadomo, jak zakończy się ta historia rodzinna. Jak to zwykle bywa, ten najmniej podejrzany, okazuje się najbardziej winny. Polecam serdecznie!

Cieszę się, że spodobała Ci się ta powieść, choć nieco mi przykro, że nie wspomniałaś tam o przyjacielu, który Ci ją polecił jako jedną z najlepszych powieści Christie. Tak czy inaczej, to naprawdę ciekawy pomysł, aby kryminał wyjątkowo nie dział się w XX wieku, czyli w czasach współczesnych autorowi, ani też nie w czasach idealnych do kryminałów, czyli końca XIX wieku lub początku XX wieku i lat dwudziestolecia międzywojennego (moim zdaniem są to bowiem najlepsze epoki dla kryminałów), umieścić fabułę w czasach dawnych, wręcz historycznych. Jednym z najlepszych autorów, którzy zastosowali taki zabieg, jest na pewno Ci znany Umberto Eco, mój imiennik (Umberto to po włosku Hubert) w swojej słynnej powieści "IMIĘ RÓŻY", gdzie dwóch mnichów, Wilhelm z Baskerville i jego uczeń Adso prowadzą sprawę zabójstw w pewnym klasztorze, a przy okazji poznajemy krytykę katolicyzmu, Kościoła, fanatyzmu i fałszu. Polecam serdecznie, zważywszy na fakt, iż detektywi są tu wyraźni wzorowani na Holmesie i Watsonie, wszak Wilhelm prowadzi śledztwo niczym Sherlock, a jego wierny uczeń to narrator opowieści i zarazem niezbyt kumaty, ale łasy na wdzięki kobiece asystent, czyli istny Watson. No dobra, Watson był nawet kumaty, ale i tak zawsze zaskakiwał go werdykt Holmesa. I na kobiety tak bardzo łasy nie był, ale miał do nich słabość, w przeciwieństwie do Sherlocka, który tylko kilka razy był nimi zachwycony. No i czy muszę tłumaczyć słynne "BASKERVILLE", z którego pochodzi Wilhelm? Chyba nie :) Polecam więc serdecznie, ale chyba bardziej filmową wersję z Seanem Connerym i Christianem Slayterem w rolach głównych. Dlaczego bardziej film niż powieść? Bo film to kryminał, a powieść, choć rewelacyjna, niekiedy może przynudzić opisami klasztoru i architektury czy rozważaniami filozoficznymi, choć to ostatnie dla mnie, jako politologa jest ciekawe. Ale wiesz... Ostatecznie, jak rozdział jaki przynudza wyrwanymi z kontekstu dygresjami, po prostu przerzuć go i leć dalej. Nic na tym nie stracisz.
OdpowiedzUsuńNie jest to jednak jedyna książka, dziejąca się w dawnych czasach i będąca kryminałem z historią w tle. Jakiś czas temu w moje ręce wpadła seria książek o przygodach Gordianusa Poszukiwacza, których akcja rozgrywa się w czasach I wieku p.n.e. w starożytnym Rzymie, a w tle mamy takie sytuacje historyczne jak powstanie Spartakusa, spisek Katyliny, triumfy Juliusza Cezara, rządy Kleopatry i walki o władzę w Egipcie, a ostatecznie zabójstwo Juliusza Cezara i ściganie jego zabójców. Rewelacyjna seria, naprawdę trzyma w napięciu. Do tego doczekała się trylogii prequeli o przygodach młodego Gordianusa, gdyż na początku serii ma on około trzydzieści lat, w prequelach z kolei ma on osiemnaście i dwadzieścia. Sam Gordianus to postać naprawdę ciekawa, świetny detektyw i prawdziwy bystrzak, dodatkowo też mąż i ojciec i wierny przyjaciel, choć niepozbawiony wad, które mogą niekiedy irytować. Ciekawe są też jego relacje z niewolnicą Beteshbą, która niby jest mu niewolnicą i seksualną zabawką (serio, intensywność uprawianego przez nich seksu i jego częstotliwość są ogromne), ale tak naprawdę jego ukochaną, do czego długo się nie przyznaje, zanim w końcu ją wyzwoli i poślubi. Do tego sama Beteshba zdaje sobie z tego sprawę i też kocha swego pana i nieraz pozwala sobie na nieco zbyt wiele niż zwykłej niewolnicy wolno, ale taki jej urok. Dlatego polecam Ci tę serię. W razie czego zapraszam na maila celem podania dokładniejszych szczegółów z tytułami książek włącznie :)
OdpowiedzUsuńAle wybacz, bo chyba odszedłem od głównego tematu. Kryminał mi się naprawdę podoba i cieszy mnie, że Tobie także przypadł do gustu. Bohaterka jest niezwykle ciekawą postacią i trudno mi jej lubić. Przy okazji cała ta rodzinka bohaterki jest nieźle zakręcona. Jakoś nie wzbudzili mojej sympatii. Mimo to bohaterka zdołała rozwikłać zagadkę i pomógł jej w tym rycerz w egipskiej zbroi, który mnie pamięć nie myli, był jej przyjacielem z dzieciństwa czy coś takiego. Zauważyłem, że Christie lubiła dawać swoim bohaterkom sytuacje, gdy stawały się damami w opresji i musiał je ratować chłopak, który potem zostawał jej ukochanym. Ciekawe tylko, co na to współczesne feministki? :)