Powieści Agathy Christie to klasyka gatunku. W jej dorobku znajdują się zarówno pozycje lepsze jak i gorsze, chociaż to zawsze zależy od tego co kto lubi. Ten tytuł uważam za jeden z ciekawszych w dorobku autorki.
Stara pani Boynton nie należy do czułych matek i gromadkę swoich dzieci, czy może raczej podwładnych, trzyma żelazną ręką. Gdy pewnego dnia, podczas wycieczki do Petry bohaterka ginie, niewiele osób okazuje współczucie. Na prośbę pułkownika Carbury’ego Herkules Poirot podejmuje się rozwiązać zagadkę jej śmierci przed upływem 24 godzin.
Postać Herkulesa Poirot mimo swojej zabawnej postury i zachowania jest niezwykle inteligentna, doskonale obyta z ludzkimi zachowaniami i pewna siebie. I tym razem sprawa, którą prowadził nie mogła zostać bez rozwiązania. Wybitny umysł najpierw przeprowadził spis zdarzeń, które i nam miały ułatwić zrozumienie zagadki, następne listę osób, które widziały się z poszkodowaną. Detektyw, jak więc widać, przekazywał nam sporo poszlak, dzięki, którym i my mogliśmy dojść do rozwiązania. Prawdziwe rozwiązanie poznaliśmy jednak trochę później, kiedy to w iście teatralny sposób zostało ono przedstawione wszystkim zebranym. Takie zwieńczenie powieści zawsze daje najwięcej radości, bo nawet, jeśli znajdzie się winnego, co mi się niestety nie udało, to można poznać małe poszlaki, które pomogły to rozgryźć przenikliwemu detektywowi.
Ale czas wrócić może do samego początku powieści. Przez prawie połowę kryminału możemy wraz z postaciami poznawać rodzinę Boyntonów. Analiza ich osobowości, a szczególnie seniorki, jest tak doskonale prowadzona, że aż mnie od tej rodziny odrzucało. Dokładnie zostało nam pokazane, jak też macocha większości grupy kierowała całą rodziną, jak bezwzględnie narzucała im swoje zdanie oraz jak na nich wpływała. Czułam jednoczesne współczucie i złość, że dorosłe osoby nie potrafią wyjść z władzy owej starszej, do tego schorowanej kobiety.
Jednak o dziwo podejrzanymi o zbrodnię nie okazali się jedynie dwaj synowie i dwie córki matrony, ale również inne postaci. Jedną z nich była młoda lekarka Sara King, która zakochała się w jednym z zależnych synów, motyw miała również żona starszego z Boyntonów, która nie mogła dłużej znieść stanu, w jakim się znajdowała. Dodatkowo można by podejrzewać również inne osoby, które brały udział w wycieczce z pozoru w ogóle nie powiązane ze sprawą. Wciąż nie mogę wyjść ze zdziwienia, kto też okazał się winny owej zbrodni.
Klimat powieści oraz jej przebieg odrobinę przypominał mi wspomniany nawet w powieści kryminał autorki "Morderstwo w Orient Expresie". Jeśli jednak, drogi czytelniku, czytałeś ową książkę i liczyłeś na podobne zakończenie to grubo się pomyliłeś. Rozwiązanie sprawy wypada zdecydowanie inaczej. Otoczka zbrodni jednak jest podobna, wszyscy kryją wszystkich, gdyż sądzę, że to ktoś im bliski dokonał zbrodni.
Jestem niezwykle zadowolona z lektury kolejnego kryminału pani Agaty Christie. Moim zdaniem mogę go zaliczyć do lektury jednego z lepszych. Bardzo lubię sprawy zawiłe, z pozoru jasne, z łatwymi do określenia winnymi i z wielkim zaskoczeniem na koniec. Do tego sprawa ma miejsce w zamkniętej przestrzeni, nikt z zewnątrz nie ma prawa do niej wkroczyć. Tak więc sprawca musi kryć się w obozie, ale kto nim jest? Serdecznie polecam!
Stara pani Boynton nie należy do czułych matek i gromadkę swoich dzieci, czy może raczej podwładnych, trzyma żelazną ręką. Gdy pewnego dnia, podczas wycieczki do Petry bohaterka ginie, niewiele osób okazuje współczucie. Na prośbę pułkownika Carbury’ego Herkules Poirot podejmuje się rozwiązać zagadkę jej śmierci przed upływem 24 godzin.
Postać Herkulesa Poirot mimo swojej zabawnej postury i zachowania jest niezwykle inteligentna, doskonale obyta z ludzkimi zachowaniami i pewna siebie. I tym razem sprawa, którą prowadził nie mogła zostać bez rozwiązania. Wybitny umysł najpierw przeprowadził spis zdarzeń, które i nam miały ułatwić zrozumienie zagadki, następne listę osób, które widziały się z poszkodowaną. Detektyw, jak więc widać, przekazywał nam sporo poszlak, dzięki, którym i my mogliśmy dojść do rozwiązania. Prawdziwe rozwiązanie poznaliśmy jednak trochę później, kiedy to w iście teatralny sposób zostało ono przedstawione wszystkim zebranym. Takie zwieńczenie powieści zawsze daje najwięcej radości, bo nawet, jeśli znajdzie się winnego, co mi się niestety nie udało, to można poznać małe poszlaki, które pomogły to rozgryźć przenikliwemu detektywowi.
Ale czas wrócić może do samego początku powieści. Przez prawie połowę kryminału możemy wraz z postaciami poznawać rodzinę Boyntonów. Analiza ich osobowości, a szczególnie seniorki, jest tak doskonale prowadzona, że aż mnie od tej rodziny odrzucało. Dokładnie zostało nam pokazane, jak też macocha większości grupy kierowała całą rodziną, jak bezwzględnie narzucała im swoje zdanie oraz jak na nich wpływała. Czułam jednoczesne współczucie i złość, że dorosłe osoby nie potrafią wyjść z władzy owej starszej, do tego schorowanej kobiety.
Jednak o dziwo podejrzanymi o zbrodnię nie okazali się jedynie dwaj synowie i dwie córki matrony, ale również inne postaci. Jedną z nich była młoda lekarka Sara King, która zakochała się w jednym z zależnych synów, motyw miała również żona starszego z Boyntonów, która nie mogła dłużej znieść stanu, w jakim się znajdowała. Dodatkowo można by podejrzewać również inne osoby, które brały udział w wycieczce z pozoru w ogóle nie powiązane ze sprawą. Wciąż nie mogę wyjść ze zdziwienia, kto też okazał się winny owej zbrodni.
Klimat powieści oraz jej przebieg odrobinę przypominał mi wspomniany nawet w powieści kryminał autorki "Morderstwo w Orient Expresie". Jeśli jednak, drogi czytelniku, czytałeś ową książkę i liczyłeś na podobne zakończenie to grubo się pomyliłeś. Rozwiązanie sprawy wypada zdecydowanie inaczej. Otoczka zbrodni jednak jest podobna, wszyscy kryją wszystkich, gdyż sądzę, że to ktoś im bliski dokonał zbrodni.
Jestem niezwykle zadowolona z lektury kolejnego kryminału pani Agaty Christie. Moim zdaniem mogę go zaliczyć do lektury jednego z lepszych. Bardzo lubię sprawy zawiłe, z pozoru jasne, z łatwymi do określenia winnymi i z wielkim zaskoczeniem na koniec. Do tego sprawa ma miejsce w zamkniętej przestrzeni, nikt z zewnątrz nie ma prawa do niej wkroczyć. Tak więc sprawca musi kryć się w obozie, ale kto nim jest? Serdecznie polecam!

Zdecydowanie jeden z najlepszych kryminałów z serii o przygodach Poirota. Przyznam się, że podejrzewałem pewną osobę z tej grupy podejrzanych, ale na całe szczęście okazało się, że to jest ktoś zupełnie inny. Chociaż w tym wypadku byłem również nieco zawiedziony, ponieważ tamta postać, która przez cały czas była winna, właściwie to nieco wyskoczyła jak Filip z konopi. Znaczy niby cały czas tam była, ale jednocześnie była na tyle niewidoczna w całej tej historii, iż po prostu trudno nam było zwrócić na nią uwagę, a co dopiero jeszcze podejrzewać ją o cokolwiek. Dziwny nieco pomysł i nieco taka deus ex-machina, ratująca swoją obecnością niewinne osoby, która pojawia się nie wiadomo skąd, choć tak naprawdę była tu cały czas. Tylko czemu wobec tego autorka robiła wszystko, abyśmy nie zwracali na nią uwagi? Aby nas wprowadzić klasycznie w błąd? Zapewne tak, ale to i tak nieco irytujące.
OdpowiedzUsuńNie zmienia to oczywiście faktu, że kryminał jest po prostu super. Chociaż i mnie dziwiło, że dorośli ludzie byli tak zależni od starej i wrednej hetery i nie umieli ją zostawić samej. Przecież są dorośli, wykształceni, mogą iść na swoje. Na końcu wszak to robią, idą na swoje, podejmują pracę i żyją szczęśliwi. Jak można było pozwolić się tyle czasu pomiatać, nie rozumiem. Nieco to przypomina wątek złej macochy z "KOPCIUSZKA". Nieco dziwne, ale z drugiej strony ludzka psychika bywa czasami naprawdę zagadkowa. Kryminał tak czy inaczej, rewelacyjny i w tym wypadku lepszy od filmowej wersji z wytwórni Granada. Chociaż zwykle bardziej chwalę filmowe wersje książek o Poirot z serialu "POIROT" z Davidem Suchetem w roli głównej, tutaj muszę postąpić inaczej. To dlatego, że odcinek na podstawie tej powieści jest jednym z ostatnich odcinków serialu, a ostatnie kręcili inni twórcy i mieli niekiedy strasznie głupie pomysły, przez które odcinek nie ma z książką za wiele wspólnego. Wskutek tego w filmowej wersji zamordowana ma męża archeologa, który nie widzi lub nie chce widzieć jej podłego charakteru, ów mąż ma syna, zamordowana pastwiła się z pomocą niania fizycznie i psychicznie nad swoimi dziećmi, a zabił ja ktoś zupełnie inny niż w powieści, a postać mordercy z książki w ogóle nie występuje. Dziwne, co nie? Podobnie jak dodanie sobie wątku z handlarzami żywym towarem i należącą do tej szajki zakonnicy z POLSKI xD Widać Brytyjczycy niezbyt ostatnio lubią Polaków, skoro dają takie akcenty. Dużo lepiej pod względem wierności wypada już starsza wersja z Peterem Ustinovem w roli głównej. Nie, aby nowa była zła, ale starsza w tym wypadku dużo lepiej wyszła i czuje ducha książki.