sobota, 25 czerwca 2022

"Pamiętaj, że są rzeczy, których lepiej nie oglądać i rzeczy, które lepiej zgubić niż znaleźć" - "Martwa strefa" S. King

 

Sam Stephen King, jak głosi opis z okładki, uznał tę swoją powieść za najlepszą. Nie sposób się z nim nie zgodzić, a przynajmniej potwierdzić, że jest to najlepsza z jego powieści, jakie do tej pory miałam okazję przeczytać. W "Martwej strefie" jest wszystko to, czym powinien charakteryzować się dobry horror, żeby trzymać napięcie, ale nie przegiąć z nadmiarem paranormalnych chwytów.

"Martwa strefa" to z pozoru opowieść o młodym nauczycielu, Johnie Smith. Kiedy Johnny miał sześć lat uległ wypadkowi podczas jazdy na łyżwach i uderzył się w głowę. Wówczas po raz pierwszy w jego głowie nie wiadomo skąd zrodziło się pewne przeczucie, wizja, objawienie. Kilkanaście lat później, podczas zabawy w koło fortuny na jarmarku, dziewczyna Johna, Sara, staje się świadkiem niewiarygodnej passy Johna - nauczyciel za każdym razem obstawia właściwy numer i wygrywa dużą sumę pieniędzy. Ma wrażenie, jakby była świadkiem niezwykłego transu. Tego samego wieczoru, John bierze udział w tragicznym wypadku samochodowym. Na kolejne cztery i pół roku zapada w śpiączkę i szanse na jego powrót do normalnego życia wg lekarzy nie są duże. Życie bliskich mu osób ulega zmianie i wydaje się, że nic dobrego ich już nie spotka, gdy John odzyskuje przytomność.

Uśpiony w jego umyśle dar objawia się z nową, niespotykaną dotąd siłą. Dotknąwszy innego człowieka, John widzi jego przeszłość i przyszłość. Wiedza, o którą się wzbogaca może zmienić losy pojedynczych ludzi, całych społeczności, a nawet świata, ale wiąże się z nią również ogromna odpowiedzialność. Staje się ogromnym ciężarem dla Johna.

Jak to u Kinga jest dużo polityki, akcja rozgrywa się na tle autentycznych wydarzeń historycznych lat 70'. Pozornie niezwiązane z Johnem Smithem opisy mieszkańców małego Castle Rock, w którym grasuje psychopatyczny morderca czy historii sprzedawcy piorunochronów wtrącone w fabułę, w końcówce wpadają na właściwe miejsce i tworzą pełną całość. Możemy dostrzec, że są trybikami w machinie, która jak zaprogramowana toczy się w ściśle określonym kierunku wyznaczanym przez przeznaczenie. Fantastyczne studium psychiki, doskonale wyważona akcja. Dowód na to, że ludzki mózg to niezbadana płaszczyzna, zaskakujący fenomen biologii. Bardzo mi się podobało. Polecam serdecznie!

wtorek, 14 czerwca 2022

"Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle" - "Oddaj albo giń!" O. Rudnicka

 

Jest piątek, wczesne godziny wieczorne. Niby to koniec tygodnia, więc powinniście cieszyć się perspektywą nadchodzącego weekendu. Ale jak tu wykrzesać z siebie choć odrobinę entuzjazmu, skoro wszyscy sprzysięgli się, żeby do reszty popsuć wam nastrój. Szef dołożył nowych obowiązków, chociaż już teraz ledwo wyrabiacie się z pracą. Samochód usilnie domaga się swoim rzężeniem, żeby oddać go do przeglądu. Znudzone dzieci przewracają dom do góry nogami. A współmałżonek stanowczo odmawia wysłuchiwania waszej długiej listy skarg i zażaleń. Nawet kot jakiś nieswój, w ramach przyjacielskiej czułości postanawia obdarować was krwawymi śladami swojej miłości na rękach. Macie już dość? Czujecie się zmęczeni i przygnębieni? Na szczęście pani Olga Rudnicka zna lekarstwo na ten szczególny stan ducha. Co więcej, postanowiła zaaplikować nam kolejną jego dawkę w postaci swojej nowej powieści.

Podobno nie ma we współczesnych miastach zbyt wielu miejsc tak spokojnych, jak osiedlowa biblioteka. Rządy się zmieniają, przedsiębiorstwa upadają, ludzie rodzą się i umierają, a w bibliotece niewiele się zmienia. Czytelnicy oddają książki, wypożyczają nowe, a wszystko to w ciszy, spokoju, z poszanowaniem utartych zasad. Właśnie dlatego dla wielu z nas biblioteka stanowi azyl, z którego chętnie korzystamy. Ale nie dla Matyldy Dominiczak. Z zawodu bibliotekarka, z powołania detektyw amator, upatruje w tym spokoju biblioteki głównego źródła swoich frustracji i wypalenia zawodowego. No, bo ileż można polować na książkowych bandytów? Zwłaszcza, kiedy szef stale rzuca jej kłody pod nogi, utrudniając wymierzenie sprawiedliwej kary na tę bandę degeneratów. Idąc do pracy, w pewien letni poniedziałkowy poranek, Matylda jeszcze nie wie, jak bardzo się myliła. Okazuje się bowiem, że biblioteka może być równie dobrym miejscem zbrodni, jak każde inne. A ona, zwykła bibliotekarka z zamiłowaniem do podglądactwa, szybko może zmienić swój status na głównego podejrzanego. Każdy inny w podobnej sytuacji pewnie zamknąłby się w domu i z przestrachem nasłuchiwał dobiegających zza drzwi kroków. Ale nie Matylda. Ona postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i udowodnić policji swoją niewinność poprzez wskazanie prawdziwego mordercy. Ale jak tego dokonać, skoro jedyne co wie o ofierze to fakt, że ten notorycznie nie oddawał książek do biblioteki na czas?

Pani Olga Rudnicka zasłynęła na polskim rynku książki jako autorka komedii kryminalnych. W „Oddaj albo giń” nie zaniedbuje ona zarówno wątku kryminalnego, jak i komediowych walorów powieści. Oryginalny pomysł na miejsce zbrodni, spójna fabuła, niecodzienne kreacje bohaterów, ciekawie przeprowadzony proces rozwiązywania zagadki kryminalnej, humor sytuacyjny i gra słów – oto główne walory tej powieści, które sprawiają, że odbiorca nie tyle czyta, co płynie z nurtem opowiadanej historii, dając mu się porwać bez reszty.

Dotychczas przeczytane kryminały przyzwyczaiły mnie to tego, że prowadzący sprawę najpierw przez długi czas gromadzą dowody, fakty i powiązania, z którymi nie bardzo wiedzą co począć, by dopiero na samym końcu wyjawić nam rozwiązanie zagadki i sposób, jak do niego doszli. To, co mnie najbardziej zachwyciło w najnowszej książce pani Rudnickiej, to sposób prowadzenia narracji, dzięki któremu czytelnik może śledzić proces dochodzenia do prawdy krok po kroku. Nie poznajemy tu tylko suchych faktów, ale także sposoby interpretacji tychże przez trzech prowadzących sprawę bohaterów, całą skomplikowaną drogę dedukcji i wnioski, do których droga ta ich zaprowadziła. Nie musimy więc czekać na cudowne olśnienie detektywa czy też nagły zwrot akcji, który doprowadzi nas do rozwiązania. W zamian za to możemy śledzić sprawę na bieżąco, krok po kroku, przyjmując nowe założenia i rezygnując z niesprawdzonych hipotez. To wszystko sprawia, że czytelnik nie tyle śledzi wydarzenia z pozycji niewidzialnego świadka, co może poczuć się ich uczestnikiem – prawdziwym detektywem amatorem na tropie Mordercy z biblioteki.

Nie sposób także odmówić pani Oldze pomysłowości w kreowaniu bohaterów tej doskonale przemyślanej historii. Z pozoru są to zwykli, pospolici mieszkańcy przeciętnego polskiego miasta. Jednak zaopatrzeni w oryginalne cechy charakteru i podstępnie wmanewrowani przez autorkę w szereg niecodziennych sytuacji, potrafią zaskakiwać, a nierzadko rozbawić czytelnika do łez. I tak znudzona swoją pracą bibliotekarki miłośniczka kryminałów, chcąc udowodnić swoją niewinność odkrywa, że w sytuacjach stresowych dostaje niepohamowanego słowotoku, a oddając się dedukcji, zaczyna rozmawiać sama ze sobą. Dosłownie. Tyleż samo bystra co nieogarnięta, potrafi zburzyć krew nawet najbardziej opanowanemu stoikowi. Jej dziesięcioletnia córka, Monika, swoją nieprzeciętną inteligencją na równi zachwyca, co przeraża (zwłaszcza, kiedy ma pod ręką syrop na zaparcia). Z kolei komisarz Tomczak, znany w policyjnym świecie jako ten, który potrafi zawalić każdą sprawę, zmuszony prowadzić śledztwo tak, by niczego się nie dowiedzieć, przeprowadza szereg komicznych przesłuchań, których konsekwencje szybko wymykają mu się spod kontroli. Jedynie komisarz Marecki stara się do samego końca zachować trzeźwość umysłu. Choć czasami chyba żałuje, że nie zwariował, bo wtedy łatwiej byłoby mu zrozumieć, co tu się właściwie dzieje.

Jeśli dodamy do tego wszystkiego szczyptę afery wywiadowczej, odrobinę niekoniecznie szarej codzienności i sporą dawkę humoru, to właśnie odkryliśmy przepis na skuteczne lekarstwo przeciwko chandrze.

Najnowsza powieść Olgi Rudnickiej zapewne nie rozwiąże wszystkich waszych problemów, ale być może pomoże wam nabrać nieco dystansu. A już z całą pewnością pozwoli się zrelaksować i zapewni dużo śmiechu. A jak wiadomo: śmiech to zdrowie! Zatem polecam serdecznie!

wtorek, 7 czerwca 2022

„Szaleństwo jest jak grawitacja, wystarczy tylko lekko pchnąć” - "Rozmowy z psychopatami. Masowi mordercy i szaleńcy" C. Berry-Dee

 

Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak się ucieszyłam kiedy zobaczyłam zapowiedź tej książki oraz moment, w którym odebrałam ją z księgarni. Dla niewtajemniczonych: uwielbiam tematykę seryjnych morderców, czy psychopatów, więc chcąc nie chcąc, zdecydowałam się sięgnąć właśnie po to dzieło. Książka Christophera Berry-Dee, która nosi tytuł: „Rozmowy z psychopatami. Masowi mordercy i szaleńcy” to dość ciężka lektura. Myślałam, ze przeczytam ją w maks dwa wieczory... I tak się właśnie stało. Historie mnie totalnie wciągnęły.

W pozycji tej zostają omówione przypadki takich zbrodni jak m.in., masakra na kampusie Uniwersytetu Teksańskiego w Austin, czy strzelaniny w szkołach w Sandy Hook i Dunblane. Pisarz udowodnił, że tak naprawdę wszędzie możemy trafić na masowych zabójców i nigdzie nie możemy czuć się bezpieczni. Do teraz czuję ciarki na plecach jak pomyślę o niektórych przypadkach...

Poza przytoczeniem nazwisk najbardziej znanych masowych morderców i szaleńców, autor pozwolił czytelnik zagłębić się w umysł ofiary. Poznamy historie ich życia oraz możliwe przyczyny ich zachowania - przez ten element nie poleciłabym tej powieści każdemu. Jeśli boicie się wyzwań to radze omijać to dzieło szerokim łukiem!

Kolejnym problemem, poruszonym przez Christophera Berry-Dee był temat łatwego dostępu do broni. Autor sam zauważył, że gdyby nie on, to niektóre wydarzenia nie miałyby nigdy miejsca. Był to pewnego rodzaju atak na Amerykę, w którym jak pewnie wiecie jest to poważny problem.

Niestety nie mogę powiedzieć nic więcej o tej książce, po prostu warto po nią sięgnąć by pomyśleć nad niektórymi kwestiami. Nie spodziewałam się tak głębokiej analizy psychiki, motywu i metod działania masowych morderców, sprawców głośnych strzelanin, w których zginęło wiele ofiar. „Rozmowy z psychopatami. Masowi mordercy i szaleńcy” to lektura poruszająca trudną tematykę, jednak warto do niej sięgnąć.

poniedziałek, 6 czerwca 2022

"Jeśli rozumiemy jego fantazje, zbrodnie przestają zaskakiwać" - "Rozmowy z seryjnymi mordercami. Stalkerzy" C. Berry-Dee

 

Uwielbiam książki o seryjnych mordercach. Christopher Berry-Dee jest jednym z moich ulubionych pisarzy. Uwielbiam jego pióro. Tak jak autora interesują mnie motywy i mózgi seryjnych potworów. Ciekawi mnie co nimi kierowało. Historie opisane w tej książce wzbudzają wiele emocji. Książka dla czytelników o mocnych nerwach.

Tym razem poznajemy seryjnych morderców, którzy również byli stalkerami. Śledzili, tropili swoje ofiary aż któregoś dnia po prostu mordowali. Nie brakuje tutaj morderczyń i morderców. Autor opisuje tutaj starych „znajomych” (o których możecie przeczytać również w poprzednich jego dziełach) oraz nowych zupełnie mi nie znanych. Oczywiście wszystko to robi pod kontem stalkingu.

Autor na samym początku ostrzega nas przed seryjnymi mordercami. To nie są potulne baranki. Przez filmy (horrory) i książki patrzymy na nich lekkim okiem. Nie boimy się ich – a to jest pierwszy podstawowy błąd. Opisane tutaj typki to odrażające kreatury. Nie zasługują na naszą litość. Najpierw typują swoje ofiary, śledzą je, porywają, torturują a na końcu bestialsko mordują. Potem wracają do swoich domów i zachowują się tak jakby nic się nie stało. W swoich głowach obmyślają kolejną zbrodnię. Tacy mordercy idealnie się maskują. Możecie z nimi mieszkać lub być ich sąsiadami. Uważajcie na siebie.

Oglądamy filmy na faktach o seryjnych mordercach typu „Monster” i się dobrze przy tym bawimy zapominając, że te historie wydarzyły się naprawdę. Ktoś został zamordowany, jakaś rodzina straciła ukochaną osobę – im wcale nie jest do śmiechu. Na ich miejscu możemy kiedyś być my. W takim momencie nie chcielibyśmy oglądać tego w kinie. Nie interesowałyby nas mózgi morderców i motywy jakimi się kierowali. Pałalibyśmy zemstą. Oko za oko, ząb za ząb. Tropilibyśmy ich a potem zamordowali. I tu koło się zamyka. Tylko czy w takich przypadkach nie stalibyśmy się stalkerami i mordercami? Czym byśmy się różnili od nich? Na moje niczym. Stalibyśmy się stalkerami i bestiami. Nikt nie ma prawa odebrać życia drugiej osobie. Nawet w imię zemsty. Temat do przemyślenia.

Christopher Berry-Dee w swoim najnowszym dziele próbuje przedstawić mechanizmy zbrodni, motywy ich działania oraz zrozumieć ich psychikę. Tylko czy tak naprawdę to jest możliwe? Jedni działają według swojego wymyślonego schematu, a inni spontanicznie lub pod wpływem jakiegoś zdarzenia. Nagle dostają impuls i muszą kogoś zamordować.

Większość opisanych seryjnych morderców działa z premedytacją, czyli celowo śledzą, tropią, torturują, żeby w końcu zaspokoić swój głód i ostatecznie zamordować. Wtedy doznają ukojenia, które niestety nie trwa długo. Dlatego ponownie szukają ofiary. Wśród opisanych bestii znajdziecie również kanibali. To jest przerażające i ohydne. Co ich do tego skłoniło? Poczytajcie.

W swoim najnowszym dziele autor wspomina między innymi: Michaela Rossa, Georgea Josepha Smitha, Teda Bundy, Lucjana Staniaka, Paulina (mistrz morderczego stalkingu) oraz Marthę Beck.

Część opisanych potworów już nie żyje, czeka w celi śmierci lub odsiaduje dożywocie.

Jestem zachwycona tą częścią. Tym razem autor się spisał i opisał mnóstwo przypadków morderczych stalkerów. Mogę się przyczepić jedynie do tego, że brakuje mi w książce fotografii morderców. Mimo trudnego, ciężkiego tematu ta książka to słodycz dla mojej duszy.

I na koniec taka ciekawostka. Mistrzem nad mistrzami morderczego stalkingu jest/był Ted Bundy. Dlaczego? Poczytajcie „Rozmowy z seryjnymi mordercami. Stalkerzy.”. Polecam serdecznie!

czwartek, 2 czerwca 2022

"Siedzą w więzieniu i układają listy, często przeżywając w wyobraźni swoje ohydne zbrodnie" - "Rozmowy z seryjnymi mordercami. Głosy zza krat" C. Berry-Dee

 


Moim ulubionym autorem książek na faktach o mordercach i psychopatach jest Christopher Berry-Dee. Jak tylko zobaczyłam, że wkrótce ukaże się jego kolejne dzieło byłam zachwycona. Oczywiście nie mogłam tego przegapić. W swojej najnowszej książce Christopher Berry-Dee daje mówić mordercom i seryjnym mordercom. Co takiego powiedzieli możecie przeczytać w książce „Rozmowy z seryjnymi mordercami. Głosy zza krat.”.

Uwielbiam czytać historie oparte na faktach o mordercach i psychopatach. Lubię zaglądać w ich umysły i dowiadywać się co nimi kierowało podczas morderstw.

Niektórzy „bohaterowie” tej książki już nie żyją. Inni oczekują na śmierć w celach śmierci. Nie rozumiem tego systemu. Skazany na śmierć często czeka kilka lat na wykonanie wyroku. Mają niezbite dowody, że są odpowiedzialni za zbrodnię to na co czekają? Po co utrzymują ich przy życiu? Po co płacić za takie bestie? Te osoby nigdy nie poddadzą się resocjalizacji. Gdyby kiedykolwiek wyszli na wolność to na 10000% zamordowaliby kolejne osoby. Jaki sens ma trzymanie takich osób w celi śmierci?

Przeraża mnie też inny fakt opisany w tej książce. Kobiety i mężczyźni piszą tysiące listów do naszych „bohaterów”. Wysyłają im sprośne zdjęcia. Ofiarują swoją miłość i związki małżeńskie. Ci ludzie są tak nakręceni, że nawet wpłacają pieniądze dla tych bestii. Jaki to ma sens? Mordercy, seryjni mordercy i psychopaci to totalni łgarze. Udają zainteresowanie po to tylko żeby zdobyć z tego profity. Tak jak autor pisze, gdyby taka zakochana kobieta czy zakochany mężczyzna spotkali naszych morderców na żywo na 100% by tego nie przeżyli. Po co marnować czas dla bestii? Życie im nie miłe? Czy może uwielbiają tą adrenalinę i chcą „być sławni”? Te pytania pozostaną bez odpowiedzi, bo takich ludzi jest tysiące. Na końcu książki możecie przeczytać o jednej z nich. Była w związku z jednym z naszych „bohaterów”. Jak to wyglądało i co z tego wynikło? Przeczytajcie a się dowiecie.

Christopher Berry-Dee w swojej najnowszej książce opisuje przypadek jednej morderczyni nazwanej „Królową śniegu”. Piszę tutaj o Melanie Lynn Mcguire. Co takiego zrobiła, że ją tak nazwali? Powiem tylko tyle, że nie jest to seryjna morderczyni.

Nie brakuje tutaj wstrząsających przypadków. Przeraża was zbrodnie: Johna Edwarda Robinsona, Philipa Carla Jablonskiego, Keitha Huntera Jespersona, Vivy Lerora Nasha i Michaela Rossa. Dodam, że nie chcielibyście spotkać ich osobiście. Spotkanie z nimi grozi śmiercią.

Te potwory ogłaszają się w internecie. Szukają miłości, przyjaźni a przede wszystkim kasy. Zrobią wszystko, żeby ją zdobyć.

Jeżeli interesujecie się zbrodniarzami, mordercami, seryjnymi mordercami i psychopatami to przeczytajcie książki Christophera Berry-Dee. Znajdziecie tutaj to czego szukacie.

Jeżeli chcecie dowiedzieć się co siedzi w ich głowie i jakie przerażające listy wysłali do autora to śmiało sięgnijcie po „Rozmowy z seryjnymi mordercami. Głosy zza krat”.

Jestem zachwycona tą książką. Wielki szacunek i wielkie brawa dla Christophera Berry-Dee. Musiał przezcytać setki listów, odbyć wiele spotkań z tymi psycholami. Uwieżcie, to nie jest ani lekka, ani przyjemna praca. Możecie się sami przekonać czytając opisane historie. Ta książka to wiele godzin ciężkiej pracy autora.

Serdecznie polecam, zwłaszcza jeżeli uwielbiacie straszne historie na faktach. Nie zawiedziecie się.

"Dochowanie wierności swoim marzeniom wymaga ogromnej siły" - "Pamiętnik" N. Sparks

  O Nicholasie Sparksie słyszał już chyba każdy, jeżeli nie to jestem w szoku. Otóż jest to amerykański pisarz światowych bestsellerów z któ...