czwartek, 29 grudnia 2022

"Dochowanie wierności swoim marzeniom wymaga ogromnej siły" - "Pamiętnik" N. Sparks

 


O Nicholasie Sparksie słyszał już chyba każdy, jeżeli nie to jestem w szoku. Otóż jest to amerykański pisarz światowych bestsellerów z których siedem zostało zekranizowanych. Do innych powieści prawa zostały sprzedane wytwórniom filmowym, więc jeszcze niejedną adaptację ujrzymy na ekranie.

Głównym bohaterem książki jest Noah Calhoun, którego poznajemy jako staruszka mieszkającego w domu spokojnej starości. Codziennie odwiedza jedną z pensjonariuszek, której z pamiętnika czyta historię swojej wielkiej miłości do Allie Nelson. Poznali się pewnego lata i od tamtej pory postanowili być nierozłączni i dzielić ze sobą każdy dzień, miesiąc i rok. Niestety ich drogi się rozeszły. Jednak po czternastu latach rozłąki znów się spotykają. Czy ich uczucie nadal trwa? Czy okaże się na tyle silne by pokonać przeszkody, które stoją na ich drodze do wspólnego szczęścia?

Muszę przyznać, że od samego początku polubiłam Noah. Jego osobowość, wierność swoim ideałom i romantyzm. Nie jest to Don Juan, ale cichy i spokojny facet, który potrafi zaskoczyć wybrankę swojego serca. Allie zaś jest typową pięknością z talentem malarskim. Dziewczyna jest piękna i zdaje sobie sprawę ze swoich atutów. Uczucie, które ich połączyło jest bardzo silne. W obecnych czasach taka miłość wydaje się absurdem, lecz warto wierzyć, że istnieje.

Język Sparksa jest prosty, ale barwny. Książkę czyta się błyskawicznie i niezwykle przyjemnie. Sam pomysł na fabułę jest ciekawy, nie mówiąc o malowniczym miejscu w którym rozgrywa się powieść. Szczerze mówiąc fabuła powieści jest prosta, język i bohaterowie tak samo. Jednak siłą tej książki jest prostota. Miłość wcale nie musi być naszpikowana milionem przeszkód i niepowodzeń by była niesamowita.

Książkę polecam każdej osobie, która jej nie czytała. Polecam także obejrzeć ekranizację, którą ja sama tak na marginesie muszę nadrobić. "Pamiętnik" to wzruszająca opowieść o miłości, przy której wylejecie hektolitry łez, ale i uśmiechniecie się niejeden raz. Było to moje drugie spotkanie z twórczością Nicholasa Sparksa i jak na razie jestem zadowolona. Mam nadzieję, że Wasz czas spędzony nad książką będzie równie miły jak mój.

poniedziałek, 26 grudnia 2022

"Życie, tak jak miłość, wydaje się wspaniałe dlatego, że nie trwa wiecznie.” - "A gdyby tak ze świata zniknęły koty?" G. Kawamura

 

Były w moim życiu książki, które mnie wzruszyły, ale też i takie, które wyciągnęły na wierzch skrywane długo emocje. „A gdyby tak ze świata zniknęły koty” to właśnie ta książka, która wycisnęła ze mnie łzy, zaplątała myśli i zmusiła do przemyślenia tego, co dla mnie ważne.

Pewnego dnia młody listonosz prowadzący spokojne, niczym nie wyróżniające się życie, dowiaduje się, że ma guza mózgu, a co za tym idzie - że nie zostało mu zbyt wiele czasu. Wówczas w jego domu pojawia się diabeł, który oferuje bohaterowi wydłużenie życia o kolejny i kolejny dzień, ale w zamian za to, ze świata znikają kolejne jego elementy. Czy listonosz zgodzi się na to, aby usunąć ze świata to co dotychczas było dla niego ważne?

To teoretycznie cienka książeczka z kotem na okładce, która napisana jest w bardzo prosty sposób. Praktycznie, świat przedstawiony przez autora pokolorowany jest całą paletą emocji - od zaskoczenia, przez smutek, po radość i strach. Jak czuje się człowiek w obliczu śmierci? Jakie myśli mu towarzyszą?

Autor zderza nas z rozważaniami nad tym co nieuchronne - nad życiem i śmiercią. Nad sensem naszego istnienia i poszczególnych decyzji, które podjęliśmy. Nad skomplikowanymi relacjami z innymi ludźmi, strachem przed tym co nadejdzie… Wiele osób powie - banały, wyświechtane frazesy, prawdy, które zna każdy rozgarnięty człowiek. Moja odpowiedź? Możliwe, ale wielu z nas o nich na co dzień zapomina.

Myślę, że odbiór tej książki i poziom wzruszenia zależy od naszych doświadczeń życiowych. Nie każdego ta pozycja poruszy tak jak mnie. Na początku byłam zaskoczona nieco magicznym pomysłem na fabułę, potem zaczęłam obawiać się co będzie dalej, co tym razem wymyśli diabeł…

Na końcu łzy płynęły ciurkiem, gdyż w losach bohatera widziałam częściowe odbicie swoich przeżyć, wątpliwości i doświadczeń. Znów poczułam tęsknotę za bliską mi osobą, którą na co dzień skrywam głęboko w sercu.

Kawamura napisał książkę od której z jednej strony trudno się oderwać, a z drugiej strony taką, którą trudno czyta się na raz z uwagi na ładunek emocjonalny. Ilość refleksji, którą wywołuje przywodzi mi na myśl „Małego Księcia”. Wiem dziś, że o ile nie wracam do przeczytanych już książek, o tyle ta jest warta powrotów, aby nie zapomnieć o tym co chciał nam przekazać autor.

"Słowo i idea mają moc zdolną zmieniać świat" - "Stowarzyszenie umarłych poetów" N. H. Kleinbaum

 


Wyobraźcie sobie, że macie kilkanaście lat i uczycie się w szkole, w której cztery złote zasady wybrzmiewają jak najgorsze echo w waszych uszach: Tradycja, Honor, Dyscyplina i Doskonałość. Dyrektor jest BARDZO surowy, a nauka suchych faktów jest najważniejsza. I nagle do takiej szkoły-piekła przychodzi nauczyciel, który wyróżnia się znacząco. Jego podejście do życia jest o wiele inne, niż całej kadry nauczycielskiej. I taki jest właśnie pan Keating, nowy nauczyciel w Akademii Weltona.

Główni bohaterowie: Charlie, Knox, Todd, Neil, Meeks, Pitts, Cameron mają to szczęście, że trafiają do profesora Keatinga na lekcje angielskiego. Poznają dzięki niemu życie i dorastają w szybkim tempie. I dzięki niemu tworzą "Stowarzyszenie Umarłych Poetów". Zawdzięczają mu bardzo dużo. Niektórym zastępuje nawet rodziców.

Kilka razy się szczerze uśmiałam, dwa razy uroniłam łzy. Zdecydowanie polecam tą książkę. Nie jest zaściankowa. Niby prosta, lecz ma w sobie coś takiego, przez co na chwilę się zatrzymujemy, zastanawiamy i stwierdzamy, że chcielibyśmy należeć do "Stowarzyszenia Umarłych Poetów".

Książkę bardzo trudno streścić, bo jest naprawdę mikra i chciałoby się tylko więcej, więcej i więcej. Wprawdzie nie historia jest tu najważniejsza, a to, co możemy z niej wynieść. Uczy nas, że nie warto zamykać się w stereotypach, iść za stadem i najważniejsze - mieć własny rozum.

Pokazuje też, jak szkolna dyscyplina potrafi niszczyć. Jak przez nią młodzież nie stara się myśleć samodzielnie, bo jest pod presją nauczycieli.

"Stowarzyszenie umarłych poetów" to książka oparta na filmie, co rzadko się zdarza, jednak zarówno książka, jak i film, są wyjątkowe. Ja zaczęłam jak widać od książki, ale z pewnością obejrzę również film. I Wam również to serdecznie polecam.

środa, 21 grudnia 2022

"Strach i poczucie straty zostawiają głębokie ślady" - "Baśniowa opowieść" S. King

Pierwsza fantastyczna powieść Stephena Kinga od czasów „Mrocznej wieży”. Tajemniczy świat skrywany przed naszymi oczami. I młody bohater, który ma ich wszystkich uratować. No i piesek, nie możemy zapominać o piesku! No dobrze, balonik nadmuchany? Owszem, w takim razie możemy ruszać z kolejną powieścią Króla Grozy.

Charlie Read jest zwyczajnym nastolatkiem po przejściach. Stracił matkę w młodym wieku, a jego ojciec przez dłuższy czas wolał zaglądać do kieliszka i butelki zamiast do pokoju syna. Jedna prośba małego chłopca będzie kształtować jego życie i decyzje, które będzie podejmować później. I ta jedna prośba i działanie, które podejmie, będzie później jego błogosławieństwem i przekleństwem. Charlie, słysząc głodne ujadanie psa i prośbę o pomoc, wzywa karetkę do staruszka, który mieszka w jego okolicy. Howard Bowditch jest tajemniczym mieszkańcem „domu z Psychozy”, jak mawiają dzieciaki z okolicy. Między tą dwójką (a właściwie trójką, jeśli policzymy psa) nawiąże się prawdziwa przyjaźń.

„Baśniowa opowieść” zaczyna się jak większość powieści Kinga. Mistrz przeprowadza nas przez większą część dojrzewania Charliego i długo, można wręcz rzec z uwielbieniem, buduje relację między Howardem i jego młodym towarzyszem. Do tego stopnia, że chociaż czytelnik wie, że ta rajska wizja za chwilę się skończy, chciałby pozostać w tym obrazie już na zawsze. Jednak tak jak Charlie, w końcu musi się wybrać w długą podróż 185 stopni w dół, nie tylko dla suczki Radar, ale również dla mieszkańców tajemniczej krainy, do której kiedyś trafił jego stary przyjaciel. A tam czeka na niego cała seria przygód i problemów.

Nie mogę powiedzieć, że jest to najlepsza książka z całego dorobku Kinga, bo liczba pozycji w katalogu Mistrza jest na tyle duża, że każdy może sam ułożyć własną topkę. Jest to zdecydowanie pozycja dla tych, którzy nie lubią tych najbardziej krwawych powieści i zdecydowanie nie lubią się bać. Przy „Baśniowej opowieści” raczej będziecie uśmiechać się pod nosem i przeżyjecie kupę niesamowitych przygód. Jeśli już zejdziecie te 185 stopni w dół po nierównych schodach, to nie każdy z Was będzie chciał wrócić na powierzchnię.

 

środa, 7 grudnia 2022

"Nie wgłębiaj się zbyt w umysł psychopaty, bo możesz już z niego nie wyjść" - "Immunitet" R. Mróz

 

„Immunitet” to kolejny, czwarty już tom przygód bezkompromisowej prawniczki, Joanny Chyłki oraz nieprzypadkowo nieodstępującego jej niemal na krok, aplikanta Kordiana Oryńskiego. Tym razem świetny adwokacki duet mierzy się ze sprawą najmłodszego w historii sędziego Trybunału Konstytucyjnego, który zostaje publicznie oskarżony o zabójstwo nieznanego sobie człowieka. Oskarżony utrzymuje, że nigdy nie spotkał ofiary, że w dniu zbrodni przebywał zupełnie gdzie indziej, a mimo to prokuratura zabiega o uchylenie immunitetu. Jak łatwo się domyślić w grę wchodzą rozmaite spekulacje: Czy sędzia rzeczywiście zabił? Czy znaczenie mają polityczne rozgrywki? A może w grę wchodzi jeszcze coś zupełnie innego?

Już samo zerknięcie na ponad sześćsetstronicowy tom „Immunitetu” może rodzić uzasadnione obawy, że tym razem autor jednak trochę przesadził. Ile bowiem można zagłębiać się w skomplikowanych prawniczych kwestiach dotyczących dodatkowo funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego? Ile cierpliwości musi wykazać czytelnik, by wgłębić się w kazuistyczne triki głównych bohaterów? Ile wreszcie fałszywych tropów musi zostać obalonych, by czytelnik mógł ze spokojem zacząć zmierzać do finału powieści? Tym pytaniom nie należy jednak dać się zwieść.

„Immunitet” to kolejny dowód na to, że Remigiusz Mróz, w sobie tylko wiadomy sposób, pozostaje w znakomitej pisarskiej formie. Tym razem autor nie tylko stworzył wciągającą intrygę pełną aktualnych odniesień do współczesnej polskiej rzeczywistości społeczno-politycznej. Rzucił też zupełnie nowe światło na pozornie znanych już czytelnikowi bohaterów: pomógł zrozumieć pewne motywy postępowania Chyłki, niejednokrotnie odsłonił wrażliwą „duszę” Oryńskiego i przekonująco zarysował kolejny etap osobliwej relacji między tą dwójką.

Czwarty tom serii Mroza z Joanną Chyłką to jednak coś znacznie więcej niż opowieść o prawniczce po przejściach, ciągnącej za sobą niewidzialny dla postronnych ciężki balast przeszłości, o żywo zaintrygowanym nią aplikancie poszukującym swojego miejsca w środowisku prawniczym oraz o skompromitowanym sędzi Trybunału Konstytucyjnego, którego błyskotliwa kariera i zewnętrzna ogłada zdają się sugerować wszystko inne niż kandydata na mordercę.

Wydaje mi się, że „Immunitet” to umiejętnie skonstruowana i wewnętrznie spójna historia o tym, że nawet najpiękniejsza twarz pokazywana całemu światu niekoniecznie musi być tą prawdziwą. Że czasem fasada, na której latami ktoś misternie budował swój sukces, może runąć w jednej chwili. To wreszcie fabuła, która przekonuje, że niezależnie od indywidualnych sądów i opinii, każdego z nas kształtuje przeszłość. Ona nas definiuje, odciska na nas piętno, rzutuje na teraźniejszość. Nawet, a może szczególnie ta przeszłość, na którą nie mieliśmy wpływu. Polecam!

poniedziałek, 5 grudnia 2022

"Zwykle porywa się samoloty, nie pilotów" - "Felix, Net i Nika oraz Zero Szans" R. Kosik

 

No i jest. Nowy – szesnasty! – tom „Feliksa, Neta i Niki”. Poczekaliśmy sobie na niego trochę, cztery lata dokładnie. A był czas, kiedy Kosik rzucał nam po dwa tomy rocznie. Ale ważne, że jest, bo to naprawdę świetna seria, a ja lubię ją, choć wiek już nie ten. I jednocześnie cieszy, że to pierwszy tom kolejnej większej opowieści z bohaterami, bo znaczy to mniej więcej tyle, że będzie tego więcej i będzie na co czekać. A na razie cieszmy się kolejną porcją szaleństw, humoru, dydaktyzmu i – przede wszystkim – przygód.

W tym tomie Felix, Net i Nika wyruszają na szaloną wyprawę na drugi koniec świata, by odnaleźć zaginiony samolot z Laurą, który zniknął z radarów podczas ostatniej burzy magnetycznej. Felix postanawia na własną rękę odnaleźć swoją dziewczynę, stąd postanowienie o niezwykłej wyprawie, w którą angażuje także Neta i Nikę. Gdzie zaprowadzi przyjaciół ich niezwykłe śledztwo? Jesteście gotowi na Bangkok, Sajgon, street food, wredne małpy, śmierdzące duriany, tuk-tuki, opuszczone wieżowce, yakuzę oraz gang mnichów, eleganckie hotele oraz kwatery z latającymi karaluchami, bazary, krokodyle w kanałach Menamu i ruiny zagubionych w dżungli świątyń, oplecione korzeniami drzew i pajęczynami pająków, których nigdy nie chcielibyście zobaczyć?

Swoją recenzję zacznę od tego, że książka jest całkiem inna klimatycznie niż zwykle. Nie tylko dlatego, że przenosimy się do dalekiej Azji. Czuć też, że nasi główni bohaterowie dorastają, a dodatkowo podjęty temat przeżywania zaginięcia ukochanej osoby nie jest łatwy. Jak więc to wyszło? Cóż, na pewno inaczej, ale z drugiej strony nie uważam, że źle. Jednak nie wszystkim może to podejść.

Styl autora trzyma poziom i nadal uważam go za bardzo dobry. Tak samo zresztą utrzymuje się poziom humoru. Nawet nie wiedziałam, że aż tak za nim tęskniłam, zanim nie zabrałam się za lekturę. Urzekały mnie więc między innymi „odwołania do pisania książki o bohaterach”, oczywiście podejście życiowe Neta, czy rozmowy naszych bohaterów z Manfredem, które nadal uwielbiam.

Przyznam szczerze, że mam pewien problem z oceną retrospekcji pojawiających się w książce. Z jednej strony są świetnie napisane i momentami genialnie przeplatają się z akcją... Ale z drugiej właśnie ich umiejscowienie niekoniecznie było trafione i czasami przerywały wydarzenia w takim momencie, że miałam ochotę przerzucić kilka stron, żeby najpierw zająć się główną osią fabuły. Mimo wszystko sam pomysł zaczęcia od środka akcji i cofania się w retrospekcjach uważam za udany.

Tym razem wątki paranormalne mniej mi leżały. Jak jeszcze w ogólności były całkiem okej, to jak zwykle miałam problem, kiedy doszliśmy do tych „niewytłumaczalnych żadnymi zasadami”, czyli na przykład akcji w opuszczonym wieżowcu. Ogólnie lubię fantastykę, ale mimo wszystko lubię też rozumieć zasady, według których działa w niej „magia”.

Z głównych bohaterów mam wrażenie, że Nika pozostała gdzieś z tyłu. Była momentami motorem napędowym akcji, ale wydoroślała najmniej i została troszkę przyćmiona przez Neta i Felixa. Net nadal jest bohaterem, o którym uwielbiam czytać, ale jakbym miała z nim przebywać dłużej niż godzinę, to pewnie nieźle bym się zirytowała. Mimo wszystko widać, że dorasta i bardzo dobrze czytało mi się jego przemyślenia oraz patrzyło, jakie decyzje ostatecznie podejmuje. Najbardziej w tej książce jednak wybija się Felix i naprawdę podziwiam, w jak sprawny sposób przedstawiono jego załamanie.

Książka zawiera dość sporą liczbę uproszczeń, na które nawet sam autor zwrócił uwagę w „Posłowiu”, co doceniam. Nie przeszkadzały mi one wcale podczas lektury. W końcu mamy do czynienia z młodzieżówką, a one zwykle są tych uproszczeń pełne.

Niestety zakończenie tego tomu jest dość rozczarowujące. Czuć, że mamy przed sobą dopiero pół przygody i gdzieś trzeba było książkę przeciąć. I jak rozumiem decyzję autora o tym rozbiciu, tak mam nadzieję, że druga część ukaże się szybko. Częściowo nawet zastanawiałam się, czy nie polecać Wam czekania z lekturą aż ukaże się całość, ale ostatecznie nie będę tego robić. W końcu sama jeszcze nie czytałam drugiej połowy, więc nie wiem, co tam na nas czeka. Mimo wszystko jednak warto mieć tę informację o podziale z tyłu głowy, kiedy zabieracie się za lekturę.

To zabrzmi odrobinę strasznie, jakbym już była bardzo stara, ale „FNiN” jest jedną z trzech moich ulubionych serii z młodszych nastoletnich lat. Nawet pomimo wszystkich wad, które widzę w tym tomie, bawiłam się więc świetnie i wspomnieniami przenosiłam gdzieś daleko. Jeśli czytaliście inne książki z serii i Wam się podobały, to myślę, że i do sięgnięcia po tą nie muszę Was bardzo namawiać, ale moim zdaniem trzyma poziom, chociaż klimat książki jest tak różny od poprzedników.


poniedziałek, 28 listopada 2022

"Jeśli jesteś dość głupi, wszystko jest zagadką." - "Felix, Net i Nika oraz Koniec Świata Jaki Znamy" R. Kosik

 

Z Felixem, Netem i Niką dorastałam i to również z nimi relaksuję się już jako osoba dorosła. Mimo upływu lat każdy kolejny tom nie odstępuje jakością od poprzednich, czego dowodzi „Koniec świata jaki znamy”. Idealne połączenie powieści przygodowej z science-fiction oraz wątkami komediowymi zapewnia wyłącznie przyjemne czytelnicze doznania. Nawet skomplikowane nieraz pojęcia z zakresu technologii nie zniechęcają do dalszej lektury .

Zbieżność zdarzeń z tej części z obecną sytuacją wydaje się być jakąś swoistą intuicją autora, który historię wymyślił przecież na długo przed początkiem pandemii. Może po prostu każdy chwilowy koniec świata działa na podobnych zasadach – przeraża, zmienia nasze codziennie zachowania i wzbudza nowe instynkty (nie zawsze te godne pochwały). Wraz z bohaterami przeżywamy zanik sieci elektrycznej oraz internetu, brak wody, walkę o zapasy jedzenia i chaos, jaki zaczyna panować na całym świecie. Niezmienne pozostaje jednak podążanie za zaradną paczką przyjaciół, którzy radzą sobie z problemami znacznie sprawniej niż niejeden dorosły. Wcześniej doświadczymy wraz z nimi również mniejszego, acz równie dla bohaterów istotnego, końca świata w postaci reorganizacji szkoły i przyjścia nowej dyrekcji, która wprowadza kuriozalne zasady obowiązujące uczniów i nauczycieli. To wszystko przepełnione jest dawką nauki, survivalowego klimatu oraz niebanalnego humoru, które dopełniają wartość historii.

Jakbym miała wybrać jedną największą zaletę dzieł Kosika, to bez wątpienia zdecydowałabym się na styl pisarski. Autor ma tę niezwykłą umiejętność, że potrafi wykorzystywać pojęcia naukowe oraz bardzo rozbudowany język w taki sposób, że całość czyta się niezwykle przyjemnie. Jest to lekkie pióro, które nie podchodzi w żaden sposób pod infantylizm. Dzięki temu "Koniec Świata Jaki Znamy" przeczytałam błyskawicznie mimo dość pokaźnej liczby stron. W pewnym momencie po prostu nie da się oderwać od książki.

W przypadku tego tomu jestem pod olbrzymim wrażeniem fabuły. Jest to wyjątkowo ciekawa i intrygująca historia, która stanowczo wyróżnia się na tle całego cyklu. Miałam wrażenie, że powoli przy tylu częściach zaczyna następować tendencja do pogarszania się opowieści, a tymczasem zostałam w tym przypadku tak pozytywnie zaskoczona. Ale to nie koniec zalet, gdyż wszystkie przygody trójki przyjaciół są otoczone niesamowitym poczuciem humoru. Jest to jedna z niewielu powieści, która sprawiła, że śmiałam się do stron książki. Trudno tego nie docenić. W końcu poczucie humoru oraz odpowiednio utkana sieć intryg i tajemnic są połączeniem wprost idealnym.

Bohaterów pisarz przedstawia karykaturalnie i widziałam wiele opinii, które mówią, że jest to zła decyzja. Akurat nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Owszem – niektóre postacie są przekoloryzowane, a ich cechy zostały poddane dużej hiperbolizacji, ale widzę w tym sens. To cykl dla młodzieży, więc takie wyraziste osobowości mogą wiele nauczyć, a dla mnie samej mają pewnego rodzaju magnetyzującą magię. Zawsze najbardziej z naszej tytułowej trójki lubiłam Felixa – za jego rozsądek, dopracowaną historię i pasję w tym, co robi. Akurat w tym tomie bardzo mi go brakowało, ponieważ te cechy nie były tak wyraziście przedstawione. Natomiast Net jak zawsze wprowadził do powieści ten specyficzny klimat wiążący się ze śmiechem, nieporadnością i komplikowaniem sobie życia. Tylko Nika niekoniecznie przypadła mi do gustu. Ma ona bardzo silny kręgosłup moralny, co oczywiście się chwali, ale jest to mocno moralizujące dla czytelnika, zbyt mocno.

Cieszę się, że Rafał Kosik kontynuuje serię i mimo że zazwyczaj uważam, iż historii nie powinno się niepotrzebnie przyciągać, to nie mam wątpliwości, że pisarz trzyma poziom i jego opowieści mogą trwać dalej. Było to ponownie niesamowite spotkanie z tak lubianymi przeze mnie bohaterami.

"Dochowanie wierności swoim marzeniom wymaga ogromnej siły" - "Pamiętnik" N. Sparks

  O Nicholasie Sparksie słyszał już chyba każdy, jeżeli nie to jestem w szoku. Otóż jest to amerykański pisarz światowych bestsellerów z któ...