"Kieszeń pełna żyta" to kolejna powieść kryminalna Agaty Christie z 1953 roku, w której pojawia się detektyw-amator, Jane Marple. To historia niezwykle interesująca, aczkolwiek raczej prosta w swoim wykonaniu. Angielska pisarka po raz dziesiętny udowadnia, że prawda tkwi w szczegółach i bywa naprawdę oczywista, lecz owiana stosem kłamstw często niedostrzegalna.
Należy dodać, że wspomniana już panna Marple nie gra w tej ksiąźce pierwszych skrzypiec. Na główny plan jako prowadzący śledztwo wysuwa się inspektor Neel, który prowadzi śledztwo w imieniu policji.
Rex Fortescue podczas pracy w swoim biurze dostaje konwulsji i trafia do szpitala. Po niedługim czasie okazuje się, że mężczyzna umiera z powodu otrucia taksyną - substancją, która znajduje się w owocach cisu. Prowadzący sprawę inspektor Neele jedzie do domu ofiary, który, jak się dowiaduje, nazywany jest Domkiem pod Cisami. Okazuje się, że w rodzinie jest pełno nieporozumień i waśni, a niemal każdy z jej członków skorzysta na śmierci pana Fortescue. Wkrótce dochodzi do kolejnych niepokojących wydarzeń.
Oklepany i znany klimat powieści. Morderstwo, mnogość wrogów ofiary, konflikty rodzinne. Christie nie pozwala jednak na nudę i nabranie pewności przez czytelnika. Wkraczająca do akcji policji panna Marple po raz kolejny zachwyca swoim trzeźwym myśleniem i sposobami działania.
Autorka zastosowała w powieści znany już niektórym motyw wierszyka, który wzbudza przerażenie, niepokój, a także utrudnia rozwikłanie zagadki, również czytelnikowi.
Zarazem jednak fascynuje i ekscytuje. Typowe zagrania Agathy Christie, które nigdy się nie znudzą i zawsze się sprawdzają.
Pisarka umożliwia stwarzanie swoich typów i hipotez dotyczących wydarzeń. Uczyniłam to bez trudu przekonana o swojej racji. Pewna, tylko czekałam, aż zakończenie potwierdzi moje przypuszczenia. Jednak jakież ogromne było moje zdziwienie, kiedy wyszło na jaw, że dałam się tak łatwo wyprowadzić w pole. Chociaż finisz nie jest pełen fajerwerków, to niewątpliwie dopełnił dzieła.
Polecam tę powieść wszystkim wielbicielom pióra autorki, ale także dopiero początkującym. Książka przedstawia wiele cech i umiejętności pisarki, więc uważam, że "Kieszeń pełna żyta" to dobry pretekst, by w końcu przekonać się na czym polega fenomen tych kryminałów.
Należy dodać, że wspomniana już panna Marple nie gra w tej ksiąźce pierwszych skrzypiec. Na główny plan jako prowadzący śledztwo wysuwa się inspektor Neel, który prowadzi śledztwo w imieniu policji.
Rex Fortescue podczas pracy w swoim biurze dostaje konwulsji i trafia do szpitala. Po niedługim czasie okazuje się, że mężczyzna umiera z powodu otrucia taksyną - substancją, która znajduje się w owocach cisu. Prowadzący sprawę inspektor Neele jedzie do domu ofiary, który, jak się dowiaduje, nazywany jest Domkiem pod Cisami. Okazuje się, że w rodzinie jest pełno nieporozumień i waśni, a niemal każdy z jej członków skorzysta na śmierci pana Fortescue. Wkrótce dochodzi do kolejnych niepokojących wydarzeń.
Oklepany i znany klimat powieści. Morderstwo, mnogość wrogów ofiary, konflikty rodzinne. Christie nie pozwala jednak na nudę i nabranie pewności przez czytelnika. Wkraczająca do akcji policji panna Marple po raz kolejny zachwyca swoim trzeźwym myśleniem i sposobami działania.
Autorka zastosowała w powieści znany już niektórym motyw wierszyka, który wzbudza przerażenie, niepokój, a także utrudnia rozwikłanie zagadki, również czytelnikowi.
Zarazem jednak fascynuje i ekscytuje. Typowe zagrania Agathy Christie, które nigdy się nie znudzą i zawsze się sprawdzają.
Pisarka umożliwia stwarzanie swoich typów i hipotez dotyczących wydarzeń. Uczyniłam to bez trudu przekonana o swojej racji. Pewna, tylko czekałam, aż zakończenie potwierdzi moje przypuszczenia. Jednak jakież ogromne było moje zdziwienie, kiedy wyszło na jaw, że dałam się tak łatwo wyprowadzić w pole. Chociaż finisz nie jest pełen fajerwerków, to niewątpliwie dopełnił dzieła.
Polecam tę powieść wszystkim wielbicielom pióra autorki, ale także dopiero początkującym. Książka przedstawia wiele cech i umiejętności pisarki, więc uważam, że "Kieszeń pełna żyta" to dobry pretekst, by w końcu przekonać się na czym polega fenomen tych kryminałów.

Całkiem niezły to kryminał, ale mnie osobiście trochę zmęczył. Uważam, ze kryminały z panna Marple nie są tak dobre, jak te z Poirotem, głównie dlatego, ze w większości z nich panna Marple stoi z boku, prawie nic nie robi, większość informacji zdobywają dla niej inni, a ona sobie siedzi, myśli, obserwuje, przychodzi główny bohater, dostarcza jej dane, a ona nagle wyciąga królika z kapelusza w postaci rozwiązania zagadki, do którego doszła nawet nie wiemy, w jaki sposób. W jednym czy dwóch kryminałach to się sprawdza, ale gdy liczba tego typu dziel się zwiększa, już się to robi nudne. Do tego dochodzi to, czego bardzo nie lubię w jej powieściach z tej serii - mnogość krewnych, z których większość stanowi jedynie tło, bez którego można by się było obejść, a które jest tu tylko po to, aby zagmatwać sprawę. Problem tylko w tym, ze choć pomysł z tego typu zabiegiem jest nawet dobry, to zawodzi wykonanie, a zwłaszcza tutaj, gdy po chwili można się już pogubić, kto tam jest kim i najlepiej sobie zrobić notatki na ten temat, bo inaczej nagle odkryjesz, ze winnym jest np. niejaki James, a ty się pytasz: "Kto to, k...a jest James?". W przygodach Poirota postacie są bardziej już scharakteryzowane i chociaż niekiedy mnożą się w oczach, łatwiej nam się połapać, kto jest kim, a już zwłaszcza wtedy, gdy maja więcej czasu w książce do zaprezentowania się. Tutaj zaś odnoszę wrażenie, ze autorce tak bardzo się nie chciało, ze robiła wszystko na tzw. odwal się, bo czytelnicy chcą, wiec ona pisze, ale serca w tym nieco brak.
OdpowiedzUsuńDlatego z całym szacunkiem, wole serie o Poirocie. Nie, żebym nie lubił panny Marple, bardzo ją lubię, ale jakoś ten kryminał o wiele lepiej wypadł w wersji filmowej serialu wytworni Granada, gdzie panna Marple trochę więcej miała czasu ekranowego i łatwiej było nam się połapać, kto jest kim. Jaka szkoda, ze królowa kryminałów czasami musi być poprawiana, bo nawaliła jako pisarka.
Nie, żeby ten kryminał był zły. Przeciwnie, jest dobry i trzyma w napięciu, ale mnogość krewnych, imion i nazwisk jest nieco denerwujący, bo po chwili już zapominasz, kto jest kim i co tu robi, a poza tym i tak nie ma to większego wpływu na fabułę, wiec po co było na strzępić pióro, ja nie wiem. Można było zmniejszyć liczbę krewnych i już łatwiej się nam po tym świecie poruszać. No i brak panny Marple przez większość fabuły irytuje, bo jej udział w historii w roli deus ex-machina jest nieco dziwny. O wiele bardziej mnie np. zachwyca "ZATRUTE PIÓRO", gdzie co prawda też nie ma za wiele panny Marple, ale za to jest ładny wątek miłosny, jak i postacie są o tyle ciekawie ukazane, że się nie można już w tym pogubić. Nie znaczy to, iż ta powieść jest zła. Po prostu ma pewien schemat powielany w kilku innych książkach Christie: dom na odludzi, multum krewnych w nim i detektyw przyjeżdża i tropi pośród nich zabójcę. Nie jest to złe, ale użyte któryś raz z rzędu już nieco irytuje. Zwłaszcza w przypadku panny Marple, która posiada ogromny potencjał, ale jakoś Christie nie zawsze jej daje zbyt wiele pola do popisu. A szkoda, bo zasługuje na to.
Zatem suma summarum: dobry kryminał, ciekawy i z niezłą intrygą, ale mnogość krewnych wywołuje uczucie błądzenia w lesie, zaś brak panny Marple przez większość fabuły sprawia, że czujemy się jako czytelnicy mocno zawiedzeni. Pomijając jednak to, sam kryminał naprawdę dobry, ale nie mój ulubiony. Zatem niezła robota i ciekawa, ale daleka droga do doskonałości.