poniedziałek, 30 sierpnia 2021

"Śmierć czyha na nas w pełni życia" - "I nie było już nikogo" A. Christie

 

"I nie było już nikogo" to chyba najbardziej znana powieść w dorobku Agathy Christie i uznawana jest również za jedną z najlepszych. Nie bez powodu. Układanka, którą Królowa Kryminału stworzyła na kartach tej powieści, jest naprawdę interesująca i szczerze mówiąc, jestem ciekawa czy komukolwiek udało się wcześniej odgadnąć, co tym razem Christie uknuła. Książka doczekała się także dwóch bardzo dobrych ekranizacji oraz audiobooka w polskiej wersji językowej, nagranego przez Wojciecha Malajkata.
Grupa dziesięciu nieznanych sobie osób przybywa na specjalne zaproszenie na Wyspę Żołnierzyków skuszeni darmowymi wakacjami bądź zwykłą ciekawością. Nikt bowiem tak naprawdę nie wie, kto dokładnie jest właścicielem wyspy i znajdującej się na niej rezydencji. Gdy jednak przybywają na miejsce, okazuje się, że pobyt na wyspie może być ich ostatnim. Kiedy dwie z dziesięciu zaproszonych osób giną zgodnie z wierszykiem umieszczonym w pokojach gości, dociera do nich, że biorą udział w grze, w której każdy może być następną ofiarą bądź sprawcą całego nieszczęścia.
Książka została mi polecona przez mojego dobrego przyjaciela i po raz kolejny okazała się strzałem w dziesiątkę. Rosnący z każdą chwilą niepokój i panika niektórych bohaterów powodowały u mnie gęsią skórkę. Widać, że Christie nie daje odpocząć swoim bohaterom nawet na chwilę. Wartka akcja w połączeniu z bardzo dobrze zarysowanymi postaciami sprawiła, że nie mogłam się od tej książki oderwać. I nawet jeśli próbowałam ją odłożyć na chwilę, to prędzej czy później i tak do niej wróciłam, ponieważ ta historia wciągnęła mnie bez reszty.
Bardzo też lubię, jak Agatha Christie bawi się z czytelnikiem, poddając w wątpliwość moralność swoich bohaterów. Czy każda zbrodnia zasługuje na bezwzględną karę? Czy wet za wet zawsze jest odpowiednim rozwiązaniem? To jest właśnie Christie w swojej mistrzowskiej formie, która udowadnia, że nie trzeba stworzyć niezwykle skomplikowanej fabuły na pięćset stron, by wciągnąć czytelnika w historię i sprawić, by szczęka dosłownie opadła mu z wrażenia. Czasami proste rozwiązania są najlepsze.
Jeśli szukacie idealnej wakacyjnej lektury lub czegoś na dłuższe jesienne wieczory to sięgnijcie po książki Christie. One są po prostu dobre na każdą porę roku czy nastrój. A "I nie było już nikogo" z pewnością wyląduje bardzo wysoko w moim osobistym rankingu powieści tej autorki, jeśli nie na samym szczycie.

niedziela, 29 sierpnia 2021

"Jedni się rodzą dla radości, inni dla nocy i ciemności" - "Noc i ciemność" A. Christie

 


Kolejne moje spotkanie z Agathą Christie stało się faktem za sprawą mojego dobrego przyjaciela, który serdecznie polecił mi tą książkę ze względu na ciekawą fabułę i zaskakującą intrygę oraz cygańską klątwę w tle. Mimo pewnych trudności ze zdobyciem tej książki udało mi się ją nabyć w formacie kieszonkowym i przeczytać.
Bogata Ellie wbrew rodzinie wychodzi za mąż za przystojnego Michaela Rogersa. Młodym kibicuje tylko wieloletnia przyjaciółka Ellie - Greta. Pozostali są pełni obaw o trwałość tego małżeństwa. Zakochani nic sobie z tego nie robią. Kupują dom zwany Cygańskim Gniazdem. Podobno wisi nad nim klątwa. Bohaterowie w to nie wierzą aż do pewnego dnia...
Książka od początku mnie wciągnęła. Przez 90% książki miałam wrażenie, że znam wszystkich bohaterów, a tu na ostatnich stronach nieźle się zdziwiłam, bo nie spodziewałam się takiego obrotu spraw.
Absolutnie też nie sądziłam, że autorka będzie jeszcze w stanie czymkolwiek mnie zaskoczyć. Przede wszystkim mamy tu do czynienia z zupełnie inną historią, pozbawioną znanych nam detektywów. Jest ona poprowadzona zupełnie inaczej niż zwykle. Narratorem książki jest Mike, który opowiada nam historię swojego życia, które początkowo było cudowne, jednak jego zamieszkanie z Ellie w Cygańskim Gnieździe doprowadza do tragedii i serii niefortunnych zdarzeń. Daje się tu wyczuć klimat grozy i mroku, który zwykle kojarzył mi się z horrorami. Poczułam, że autorka potrafi budować napięcie, którego w przypadku akurat tej książki nie brakuje. Mimo radosnych zdarzeń, całość napisana jest raczej w przytłaczający sposób, co może zupełnie zmienić nasze odczucia podczas lektury.
Muszę jednak zwrócić uwagę, że przez takie wyjście autorki książka może czasami nudzić. Przez większą część książki mamy powieść obyczajową, opowiadającą o życiu młodej pary i jeśli ktoś tego "nie kupi" może naprawdę się w trakcie czytania nudzić. Zwłaszcza, że główny bohater nie należy do typów, który jest lubiany. Nie zmienia to jednak faktu, że wewnątrz można znaleźć ciekawie zbudowane postacie, do których główny bohater też się zresztą zalicza. Christie jak zwykle dobrze zbudowała swoich bohaterów, a przy okazji po raz pierwszy w trakcie lektury jej książki poczułam wielką sympatię do jednego z pobocznych bohaterów. Mówię tu o pewnym genialnym architekcie, jednak pozwólcie, że więcej nie powiem, zbyt dużo bym zaspoilerowała. :)
"Noc i ciemność" to naprawdę inna książka Christie. Warto po nią sięgnąć: nie jest wszak długa, a doskonale pokazuje, że ta autorka potrafiła tworzyć nie tylko bardzo sztampowe, klasyczne kryminały.

środa, 25 sierpnia 2021

"W blasku życia zawsze towarzyszą nam cienie śmierci" - "Miasteczko Salem" S. King

 


"Miasteczko Salem" to klasyczny horror Stephena Kinga, który ukazał się po raz pierwszy w roku 1975. Demoniczna opowieść natychmiast przeraziła i oczarowała czytelników i stała się światowym bestsellerem. Doczekała się także dwóch ekranizacji.
Książka opowiada typową dla Kinga historię małego miasteczka. Tym razem jest to Salem. Po latach powraca do niego pisarz Ben Mears, który ma zamiar zmierzyć się ze swoją traumą z dzieciństwa. Gdy przyjeżdża, w mieście zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Ludzie znikają i umierają w niewytłumaczony sposób. Ben, razem z kilkoma mieszkańcami Salem postanawia rozwiązać tę zagadkę i pozbyć się zła, które nawiedziło miasteczko.
Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Dzieją się w niej straszne rzeczy, które są napisane w taki sposób, że z niecierpliwością śledzimy kolejne strony. Chociaż trzeba zaznaczyć, że książka jest długa, a całe tło wydarzeń zarysowuje się również długo. Pierwsze 200 stron to spokojne wprowadzanie czytelnika w miasteczko i wywołanie uczucia niepokoju. Na kolejnych stronach dowiadujemy się, co tak naprawdę się dzieje i bohaterowie próbują z tym walczyć.
Moje pierwsze skojarzenia z Salem natychmiast nasuwają myśli na temat czarownic i magii, a tu proszę. Autor postanawia zmienić ten stereotyp. Książka jest dzięki temu porażająca, pełna akcji. Są też świetnie doprecyzowane opisy, które przerażają od samego ich czytania. Napięcie jest do samego końca, gdyż czytelnik nie ma pewności, czy miasteczko Salem uda się uratować od powiększającej się z nocy na noc zgrai wampirów.
W moim odczuciu "Miasteczko Salem" to najlepszy horror Mistrza Grozy z jakim się do tej pory zetknęłam. Powieść wciągnęła mnie od samego początku, szczególnie wrażenie na mnie zrobiła rozbudowana historia, w której każdy bohater ma swoje miejsce, z każdym rozdziałem poznajemy dalszy ciąg historii z innej perspektywy. Mamy tu też motyw wampira, ukazany w nieprzesłodzony, lecz pierwotny i demoniczny sposób. Czytając wieczorami można poczuć lekki niepokój, a chwilami przejmujący dreszczyk. To co spotyka niektóre z postaci, wzbudza emocje, często te przykre. U Kinga dzieci nie mają taryfy ulgowej, więc ich epizody wydają się jeszcze bardziej przejmujące. 
Książkę mogę z czystym sumieniem polecić wszystkim lubiącym się bać. Mistrz Grozy dzięki tej książce pokazał, że jak zawsze jest w formie i potrafi przestraszyć nawet największych twardzieli. Serdecznie polecam!

sobota, 21 sierpnia 2021

"Umiejętnie dozowana prawda jest warunkiem udanego kłamstwa" - "N czy M?" A. Christie

 

Połączenie kryminału z powieścią szpiegowską o historycznym tle? Dlaczego nie! Oto lektura właśnie tego rodzaju. Zagadkę w tej książce rozwiązuje małżeństwo dwojga detektywów: Tommy i Tuppence.
Trwa II Wojna Światowa. Tommy, pod pozorem pracy w biurze, otrzymuje zadanie wytropienia i zdemaskowania dwóch agentów niemieckiego wywiadu działających na terenie Anglii. Wiadomo tylko, że działają pod pseudonimami N i M, pierwsze z nich jest prawdopodobnie mężczyzną, a drugie – kobietą oraz, że niemal na pewno przebywają w nadmorskiej miejscowości w pensjonacie Sans Souci. Mimo, że Tommy zachowuje całkowitą tajemnicę, Tuppence samodzielnie zdobywa informacje na temat jego misji i pojawia się na miejscu pod nazwiskiem pani Blenkensop. Za zgodą zwierzchnika jej męża detektywi rozpoczynają współpracę. Wytropienie szpiegów okazuje się jednak bardzo trudne, zwłaszcza, że najmniejsza próba zasięgnięcia informacji o podejrzanych u angielskiej policji bądź w wywiadzie może zaalarmować wroga działającego w większości instytucji w kraju...
W porównaniu z innymi kryminałami które czytam i czytałam, książki Agaty Christe zadziwiają mnie zawsze trudnościami w odgadnięciu mordercy (jeszcze nigdy mi się to nie udało: każde zakończenie książki jest wielką zagadką!), genialnie nakreślonymi bohaterami i przede wszystkim krótką formą. Biorąc tą książkę do ręki człowiek nie spodziewa się rewelacji: w końcu jak skomplikowana historię można zmieścić na tak małej ilości stron? A jednak można! Po prostu żadne zdanie, żaden opis nie jest zbędny. Nie ma miejsca na rozwlekłe i depresyjne opisy problemów życiowych głównego bohatera, przyrody czy miejscowej kultury. Wszystko zamyka się wokół sprawy, w tym wypadku szpiegowskiej. Tak jak w ,,I nie było już nikogo" mamy do czynienia z niedużą ilością ludzi zamkniętych w jednym miejscu, wśród których znajduje się Ten człowiek. I jak zwykle, podejrzewamy wszystkich, tylko nie właściwego szpiega.
Moje pierwsze spotkanie z małżeństwem detektywów oceniam jako udane. Ich kreacja wywiera pozytywny wpływ na czytelnika. Autorka przedstawiła ich jako bardzo optymistycznie nastawionych do życia ludzi. Owszem nie są tak znani jak panna Marple czy też Herkules Poirot, ale również powinni zapaść w pamięci. Szybko wpadają na konkretne tropy, dosyć szybko rozwiązują zagadki. Cechują się bardzo „lotnymi” umysłami, ale nie tak analitycznymi jak w przypadku Herkulesa Poirot. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że są amatorami to wypadają pod tym względem dosyć dobrze. Raczej skłaniałbym się, że w większej części są szpiegami. Zastawianie pułapek, knucie intryg, czy też wykorzystywanie różnych podstępów przychodzi im z łatwością. Mimo, że występują w kilku książkach Agathy Christie to i tak należy się im godne uznanie.
Odnośnie samej fabuły to czerpie ona z bardzo charakterystycznego schematu w twórczości Agathy Christie. Schemat ten charakteryzuje się: obecnością mordercy wśród kilku osób w danej posiadłości, pensjonacie (w tym przypadku szpiega). Oczywiście każda postać jest podejrzana. Tym razem Agatha Christie postawiła bardziej na książkę szpiegowską niż detektywistyczną, chociaż kilka elementów tej ostatniej również występują. Czytelnik wraz z bohaterami może prowadzić śledztwo. Możemy prześwietlić każdego mieszkańca pensjonatu. Jak zawsze drobny szczegół przyczynia się do rozwiązania sprawy. Interesującym faktem jest, że oprócz płci tajemniczego agenta nie wiemy również czy jest ich dwóch, czy też jeden. Oczywiście ostateczna tożsamość agenta (agentów? – tego nie zdradzę :)) jest wielkim zaskoczeniem. Jak zawsze jest to osoba/osoby, której/których najmniej można byłoby się spodziewać.
Ostatnim ciekawym aspektem jest czas, w którym rozgrywana jest akcja książki. Agatha Christie w wielu swoich książkach odwołuje się do okresu II wojny światowej. Zwykle są to drobne wspomnienia bohaterów. Niewiele jest jej książek, których akcja rozgrywa się podczas II wojny światowej. Taką powieścią jest „N czy M?”. Autorka świetnie odwzorowuje małomiasteczkowy angielski klimat tamtych lat. Oczekiwania ludzi, ich niepewność odnośnie jutra, ale również pewnego rodzaju niedowierzanie, że Anglia może być zaatakowana. Opisy te wypadają bardzo realistycznie, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że Agatha Christie przeżyła piekło II wojny światowej.
Podsumowując, dobra książka, która pokazuje, że Agatha Christie potrafiła pisać nie tylko powieści detektywistyczne, ale również szpiegowskie. Polecam serdecznie, bo warto!

piątek, 13 sierpnia 2021

"Jeśli się chce coś znaleźć, trzeba po prostu szukać" - "Hobbit, czyli tam i z powrotem" J.R.R. Tolkien


 Akcja książki dzieje się kilkadziesiąt lat przed wydarzeniami z "Władcy pierścieni" i pokazuje jak Bilbo Bagins wszedł w posiadanie najsłynniejszego pierścienia świata. Jest to powieść drogi, w której główny bohater, hobbit Bilbo wraz z krasnoludami i czarodziejem Gandalfem, przemierza Śródziemie w celu odzyskania ojczyzny krasnoludów. 
Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. I to nie tylko dlatego, że byłam szczęśliwą posiadaczką egzemplarza wydanego przez Wydawnictwo Bukowy Las wraz z objaśnieniami i ilustracjami autora. Podobała mi się również dlatego, że była pełna przygód, na każdym kroku coś się działo, bohaterowie co rusz wpadali w tarapaty i za każdym razem udawało im się z nich wykaraskać, co przyjmowałam z ogromną ulgą, mimo tego, że całą historię znałam z obejrzanych wcześniej filmów w reżyserii Petera Jacksona. 
Skoro już o ekranizacji mowa... Jedyne co dla mnie się zgadza z książką, to impreza u Bilba. Reszta to wyobraźnia reżysera. W książce nie ma żadnych orków ścigających drużynę, żadnego leśnego czarodzieja, Legolasa czy zausznika władcy Miasta na Jeziorze, nie ma wielu innych historii, które pomija film. Oczywiście można by się było przyczepić, że tak jak w filmie drużyna została uwięziona przez elfy, że z lochów wyciągnął ich Bilbo i tak dalej. Jednak książka nawet słowem nie wspomina o wątku Legolasa i Taurieli (jesli źle piszę to imię proszę mi darować), a także o innych wątkach "wrzuconych" przez reżysera do filmu, które uważni czytelnicy na pewno dostrzegą.
Niemniej jednak uważam, że świat wykreowany przez Tolkiena jest ciekawy i naprawdę wciągający. Autor porusza w swojej książce bardzo wyraźnie wątek chciwości Thorina, który nie umiał opuścić twierdzy i uniknąć późniejszej krwawej Bitwy Pięciu Armii, i to tylko dlatego, że chciał koniecznie zdobyć Arcyklejnot, należący do jego przodków. Ta książka wręcz w idealny sposób pokazuje, że nie warto być chciwym, bo zachłanność nigdy nie popłaca i nie kończy się dobrze. 
Podsumowując, jak dla mnie jest to najlepsza książka fantasy, bardzo ciekawie napisana, dużo wspaniałych opisów, główni bohaterowie wykreowani w sposób wręcz mistrzowski. Serdecznie polecam każdemu, kto lubi choć trochę fantastykę i chciałby czasami odpłynąć w inny świat, pełen czarów i fantastycznych krain pełnych równie magicznych bohaterów.


środa, 11 sierpnia 2021

"Wszystko bowiem, dobre czy złe, kiedyś się kończy" - "Władca Pierścieni: Powrót Króla" J.R.R. Tolkien

 


,,Powrót króla” to ostatnia część trylogii ,,Władca pierścieni”. Aragorn i jego towarzysze wciąż dążą do przywrócenia tronu Gondoru, księżniczka Eowyn wbrew woli brata podąża za armią, szukając ukojenia na polu bitwy, a Sam próbuje odnaleźć Froda, który został porwany. Zbliża się ostateczne starcie z Sauronem po którym nic już nie będzie takie same.
Dla mnie osobiście trzecia część Tolkienowskiej opowieści jest o wielkiej przemianie człowieka. Jest tam także bardzo dużo o nadziei. Nadziei, która wciąż trwa, wciąż jest żywa. Są nawet momenty, kiedy ma się wrażenie, że nadzieja umrze, bo walka, wojna wydaje się przegrana. Stając naprzeciwko potężnej armii z garstką zaledwie ludzi coś nam mówi , że przegramy to mówi nam kalkulujący na zimno, na trzeźwo umysł. Nadzieja mówi nam coś innego ? Nadzieja matką głupców ? Nadzieja matką szaleńców ? Niech i tak będzie. Tolkien w wyraźny , i bardzo szczegółowy sposób opisał właśnie wielką siłę nadziei, siłę, która drzemie bardzo głęboko we wnętrzu człowieka. Jej ogromne pokłady jakie są wyzwalane w odpowiedniej chwili pozwalają nam przeżyć i nie pozwalają nam tak naprawdę oszaleć.
Opowieść o odwiecznej walce dobra ze złem. Ta walka toczyła się kiedy nas jeszcze nie było, toczy się także obecnie i będzie również kiedy nas już nie będzie na tym świecie. Odwieczne starcie dwóch przeciwstawnych sobie sił. Czerń i biel. Dobro i zło. Potęga zniszczenia i potęga narodzin. Potęga śmierci i potęga życia. Koniec i początek. Alfa i Omega.
Odwaga , która przemienia na lepsze, daje wytchnienie. Miłość, która nie pozwala umrzeć. Uskrzydla. Nadzieja, która nie pozwala oszaleć, zwariować i uciec. Zdrada , która pali i niszczy. Chciwość, która zniewala i rzuca na kolana, powoduje , że staniejmy się niewolnikami własnej słabości. Przebaczenie, które wynosi nas na wyżyny człowieczeństwa, stawia nas nawet na równi z bogami.
Zło , które podnieca połączone z rządzą i uciskiem innych, marzenia idące w złym kierunku, pragnienie absolutnej potęgi, potęgi, która rządzi twardą ręką. Zło , które w końcu powoduje euforię, ale w ostatecznym rozrachunku kradnie twoją duszę i zmienia nas często nieodwracalnie na gorsze.
Dobro, które przemienia nas na lepsze, wyzwala, powoduje, że bez lęku i trwogi patrzymy w przyszłość, patrzymy przed siebie śmiało i obdarzeni nadzwyczajną lekkością ducha możemy zrobić wszystko, nawet z ruin podnieść wszystkie nasze marzenia i pragnienia. Oczywiście wszystkie te siły łączą się ze sobą w jakiś konkretnym celu i w jakimś ustalonym porządku. Nie panuje chaos, chaos jest tutaj tylko wytworem wyobraźni, zasłoną dymną dla działań ukrytych. Nawet w przypadku braku logiki na pierwszy rzut oka to ten brak logiki jest właśnie logiką, przemyślanym ,wymyślnym fortelem.
Docierając już do końca, warto zadać sobie pytanie co pierścień symbolizuje. Z pewnością można znaleźć wiele możliwości interpretacji. Oczywistą jest po prostu Zło. Tolkien przekazał to poczucie Zła za pośrednictwem przedmiotu, a nie żywej istoty, sugerując, że Zło nie jest wytworem ludzkości, ale istnieje jako metafizyczna energia, którą człowiek może zniszczyć. Może to być jeszcze władza, wojna, materializm, przemoc, uzależnienie, sława, arogancja czy chciwość. A może to tylko pierścionek spajający fabułę.
Podsumowując, jest to naprawdę przepiękna książka będąca zwieńczeniem wspaniałej trylogii. Czytając ostatnią stronę zrobiło mi się smutno, że to już koniec tej niesamowitej historii. Ostatnia część jest chyba najlepsza, a na pewno najbardziej dynamiczna, obfitująca w najwięcej wydarzeń. Ale tak naprawdę cała trylogia jest cudowna i nie sposób oceniać jej inaczej, niż jako jednej spójnej całości. Tak jak poprzednie części, tak i "Powrót Króla" zawiera sporo treści, których zabrakło w filmie. Dlatego warto sięgnąć po książkę, nawet jeśli zna się film na pamięć.


środa, 4 sierpnia 2021

"Często nienawiść sama sobie zadaje rany" - "Władca Pierścieni: Dwie Wieże" J.R.R. Tolkien

 


Tolkien to niezaprzeczalnie mistrz w swojej dziedzinie. Stworzył fantastykę, która stała się kanonem dla późniejszych twórców. Dla mnie również jest wzorem do naśladowania, a jego wyobraźnia to rzecz godna grzechu. 
W "Dwóch wieżach"  fabuła nie jest prowadzona jednotorowo. Księga trzecia to przeplatające się losy Merrego i Pippina z jednej strony oraz Aragorna, Legolasa i Gimliego z drugiej. Dzięki temu mamy okazję za sprawą pierwszych wkroczyć do Fangornu i poznać Drzewca, by następnie towarzyszyć jemu i pozostałym Entom w oblężeniu Isengardu; oraz śladem drugich przemierzyć ziemię Rohirrimów, stanąć przed obliczem Króla Władców Koni i razem z nim iść w bój. W tym tomie, w tej księdze zderzają się dwa światy: fantastyczny i ludzi. Oba idealnie się dopełniają.
Księga czwarta opisuje zmagania Froda i Sama. Muszę przyznać, że ku memu kompletnemu zaskoczeniu, ta część zdecydowanie bardziej przypadła mi do serca. Jest w przyjaźni tych dwojga hobbitów coś, czego nie mogę dobrze ubrać w słowa. Czytając, nie ma się wrażenia bycia wyłącznie obserwatorem czy towarzyszem jak miało to miejsce do tej pory i ma w przypadku pozostałych bohaterów. Tutaj doświadcza się pewnego rodzaju intymności; poczciwego przywiązania i niezłomnego polegania na sobie nawet w obliczu końca świata. Winien temu Tolkien, który w tak prosty, aczkolwiek ujmujący sposób opisał wewnętrzne rozterki bohaterów, jak też ciężar stopniowo przejmującego kontrolę Pierścienia. A wszystko to w posępnej, nie wróżącej szczęśliwego zakończenia scenerii.
Dwutorowa konstrukcja daje autorowi dodatkowe możliwości i on to wykorzystuje, tworząc uniwersum przebogate. Ja jednak chciałabym widzieć tu więcej charakteru Legolasa, Gimliego i paru innych postaci, które zostają niesłusznie odsunięte w cień. Aragorn dostaje więcej pola do popisu, ale często zachowuje się zbyt wyniośle, bym mogła go polubić. Na dodatek przy każdej nadarzającej się okazji przechwala się mieczem (i to żaden eufemizm). Momentami jeszcze rażą patetyczne dialogi, ale na szczęście im więcej się dzieje, tym naturalniej wszystko wypada. Jeśli poza tym miałabym sobie czegoś życzyć, to większego rozmachu przy scenach walki. Miejsce poświęcone opisowi otoczenia jest nieproporcjonalnie większe względem tego poświęconego bitwie. Są dobre pomysły, odważne kroki, ale czegoś jeszcze brakuje, gdzieś tam pozostaje pewien niedosyt.
Podsumowując, książka ta w niezwykły sposób porusza tematy przyjaźni, nadziei, walki o przetrwanie czy odwagi, przenosząc swoich czytelników na stary i znajomy teren, który bardzo mi się podobał. Historia kompletnie mnie wciągnęła i sprawiła, że nie mogłam się oderwać od niej nawet na minutę, a jeśli już musiałam, to chciałam jak najszybciej wrócić, spragniona poznania dalszych losów bohaterów. A zatem nie przedłużając, serdecznie polecam "Dwie wieże" i z radością zabieram się za "Powrót Króla". 

"Dochowanie wierności swoim marzeniom wymaga ogromnej siły" - "Pamiętnik" N. Sparks

  O Nicholasie Sparksie słyszał już chyba każdy, jeżeli nie to jestem w szoku. Otóż jest to amerykański pisarz światowych bestsellerów z któ...