poniedziałek, 28 listopada 2022

"Jeśli jesteś dość głupi, wszystko jest zagadką." - "Felix, Net i Nika oraz Koniec Świata Jaki Znamy" R. Kosik

 

Z Felixem, Netem i Niką dorastałam i to również z nimi relaksuję się już jako osoba dorosła. Mimo upływu lat każdy kolejny tom nie odstępuje jakością od poprzednich, czego dowodzi „Koniec świata jaki znamy”. Idealne połączenie powieści przygodowej z science-fiction oraz wątkami komediowymi zapewnia wyłącznie przyjemne czytelnicze doznania. Nawet skomplikowane nieraz pojęcia z zakresu technologii nie zniechęcają do dalszej lektury .

Zbieżność zdarzeń z tej części z obecną sytuacją wydaje się być jakąś swoistą intuicją autora, który historię wymyślił przecież na długo przed początkiem pandemii. Może po prostu każdy chwilowy koniec świata działa na podobnych zasadach – przeraża, zmienia nasze codziennie zachowania i wzbudza nowe instynkty (nie zawsze te godne pochwały). Wraz z bohaterami przeżywamy zanik sieci elektrycznej oraz internetu, brak wody, walkę o zapasy jedzenia i chaos, jaki zaczyna panować na całym świecie. Niezmienne pozostaje jednak podążanie za zaradną paczką przyjaciół, którzy radzą sobie z problemami znacznie sprawniej niż niejeden dorosły. Wcześniej doświadczymy wraz z nimi również mniejszego, acz równie dla bohaterów istotnego, końca świata w postaci reorganizacji szkoły i przyjścia nowej dyrekcji, która wprowadza kuriozalne zasady obowiązujące uczniów i nauczycieli. To wszystko przepełnione jest dawką nauki, survivalowego klimatu oraz niebanalnego humoru, które dopełniają wartość historii.

Jakbym miała wybrać jedną największą zaletę dzieł Kosika, to bez wątpienia zdecydowałabym się na styl pisarski. Autor ma tę niezwykłą umiejętność, że potrafi wykorzystywać pojęcia naukowe oraz bardzo rozbudowany język w taki sposób, że całość czyta się niezwykle przyjemnie. Jest to lekkie pióro, które nie podchodzi w żaden sposób pod infantylizm. Dzięki temu "Koniec Świata Jaki Znamy" przeczytałam błyskawicznie mimo dość pokaźnej liczby stron. W pewnym momencie po prostu nie da się oderwać od książki.

W przypadku tego tomu jestem pod olbrzymim wrażeniem fabuły. Jest to wyjątkowo ciekawa i intrygująca historia, która stanowczo wyróżnia się na tle całego cyklu. Miałam wrażenie, że powoli przy tylu częściach zaczyna następować tendencja do pogarszania się opowieści, a tymczasem zostałam w tym przypadku tak pozytywnie zaskoczona. Ale to nie koniec zalet, gdyż wszystkie przygody trójki przyjaciół są otoczone niesamowitym poczuciem humoru. Jest to jedna z niewielu powieści, która sprawiła, że śmiałam się do stron książki. Trudno tego nie docenić. W końcu poczucie humoru oraz odpowiednio utkana sieć intryg i tajemnic są połączeniem wprost idealnym.

Bohaterów pisarz przedstawia karykaturalnie i widziałam wiele opinii, które mówią, że jest to zła decyzja. Akurat nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Owszem – niektóre postacie są przekoloryzowane, a ich cechy zostały poddane dużej hiperbolizacji, ale widzę w tym sens. To cykl dla młodzieży, więc takie wyraziste osobowości mogą wiele nauczyć, a dla mnie samej mają pewnego rodzaju magnetyzującą magię. Zawsze najbardziej z naszej tytułowej trójki lubiłam Felixa – za jego rozsądek, dopracowaną historię i pasję w tym, co robi. Akurat w tym tomie bardzo mi go brakowało, ponieważ te cechy nie były tak wyraziście przedstawione. Natomiast Net jak zawsze wprowadził do powieści ten specyficzny klimat wiążący się ze śmiechem, nieporadnością i komplikowaniem sobie życia. Tylko Nika niekoniecznie przypadła mi do gustu. Ma ona bardzo silny kręgosłup moralny, co oczywiście się chwali, ale jest to mocno moralizujące dla czytelnika, zbyt mocno.

Cieszę się, że Rafał Kosik kontynuuje serię i mimo że zazwyczaj uważam, iż historii nie powinno się niepotrzebnie przyciągać, to nie mam wątpliwości, że pisarz trzyma poziom i jego opowieści mogą trwać dalej. Było to ponownie niesamowite spotkanie z tak lubianymi przeze mnie bohaterami.

piątek, 25 listopada 2022

"Tam, gdzie pieniądze płyną wartkim strumieniem, czas płynie wolniej" - "Rewizja" R. Mróz

 


Niełatwo recenzuje się „Rewizję”. W miarę zorientowany czytelnik jest bowiem od początku świadom, iż niespełna trzydziestoletni autor ma na swoim koncie ponad tuzin powieści. Dodatkowo jest doktorem nauk prawnych, który w swoich prawniczych kryminałach daje niekwestionowany popis fachowej wiedzy, znajomości paragrafów, kodeksów i aktów prawnych. I oczywiście last but not least Mróz jest wydawniczym pewniakiem. Autorem, którego niemal wszystkie powieści trafiają na listy bestsellerów. Trzeba by naprawdę sporo złej woli, by pisarzowi wytykać błędy i niedociągnięcia. Mróz bowiem doskonale opanował pisarskie rzemiosło i jest dowodem na to, że po wcześniejszym researchu można napisać powieść nawet w miesiąc, jak to miało miejsce w przypadku „Rewizji” (sic!).

Trzeci tom przygód świetnego duetu Chyłki i Zordona mierzy się z zagadnieniami dyskryminacji, korupcji, ferowania wyroków w Internecie oraz medialnych nagonek na oskarżonych w rozmaitych procesach karnych. Kontrowersji całej sprawie dodaje fakt, iż tym razem Mróz wprowadza w swoją opowieść wątek romski poprzedzony wielowymiarowym zgłębieniem niepopularnej tematyki.

W warstwie fabularnej „Rewizja” traktuje o mężczyźnie oskarżonym o brutalne zamordowanie żony i córki. Pogrążonemu w żałobie robotnikowi z Ursynowa ubezpieczyciel odmawia wypłaty wysokiego odszkodowania za śmierć najbliższych. Dodatkowo czeka go także skomplikowany proces karny. Jak łatwo się domyślić, z czasem okazuje się, że zarówno okoliczności śmierci obu kobiet, jak i sprawa sądowa mają głębsze dno i wydają się skrupulatnie zaplanowane. Tej na pozór beznadziejnej sprawy podejmuje się Joanna Chyłka, znana już czytelnikom z poprzednich tomów: „Kasacji” i „Zaginięcia”.

Remigiusz Mróz wie, jak budować napięcie w powieści kryminalnej. Wie, jak sprawić, by czytelnik po odłożeniu lektury dalej zaprzątnięty był losami jej bohaterów. Powieść jest konstrukcyjnie przemyślana i spójna, a akcja wartka i dynamiczna. Niewątpliwą zaletą „Rewizji” są znakomite dialogi, błyskotliwa żonglerka słowna między głównymi bohaterami, inteligentny humor, ironia oraz dystans do otaczającego świata. Zawiłości prawne w wydaniu autora nie są ani przez moment nużące czy faktograficznie przytłaczające. Wręcz przeciwnie, wciągają czytelnika, dają mu możliwość uczestnictwa w realiach polskiego systemu sądownictwa. Mróz wykazuje też skłonność do umiejętnego przemycania w wielu fragmentach powieści danych statystycznych lub ciekawostek z rozmaitych dziedzin wiedzy.

Jednak wydaje się, że największym walorem zarówno „Rewizji”, jak i dwóch poprzednich tomów, są znakomicie wykreowani główni bohaterowie, a zwłaszcza Joanna Chyłka. Doskonała prawniczka o niewyparzonym języku, bezkompromisowych metodach działania, niespotykanym uporze i determinacji. Kobieta, która uwielbia mieć ostatnie zdanie i która nie zapomina doznanych krzywd. Chyłka – co mogłoby wydawać się nieco stereotypowe, ale u autora pozostaje wiarygodne – zmaga się z traumą przeszłości i trudnego dzieciństwa. Wydarzenia sprzed wielu lat rzutują na dzisiejsze relacje prawniczki oraz niewątpliwie mają związek z jej uzależnieniem. Na tym tle świetnie wypada Zordon, którego walka z byłą patronką szybko wyczerpuje i który z czasem zdaje sobie sprawę z ceny kompromisów moralnych zawieranych z samym sobą.

Odnosi się wrażenie, że Remigiusz Mróz stanowi zaprzeczenie autorów całe lata poszukujących tematu, inspiracji, natchnienia, weny. Tej iskry bożej, której on sam zdaje się mieć w nadmiarze. Młody polski pisarz każdym swoim kolejnym tomem dostarcza rozrywki umiejętnie połączonej z fachową wiedzą z rozmaitych dziedzin. Do tego trzyma poziom, dostarcza wrażeń oraz z powodzeniem wykracza poza utarte schematy i stereotypy.

poniedziałek, 21 listopada 2022

"Kto chce oskarżać powinien mieć dowód." - "Zagnięcie" R. Mróz


 To zawsze miłe, kiedy starzy przyjaciele o nas pamiętają i odnawiają znajomość, inicjując spotkania. Wtedy powracają wspomnienia, wiekowe szaleństwa i wybryki. Takie spontaniczne spędy można porównywać do autorów, którzy nie pozwalają czytelnikom długo czekać na ponowny kontakt z ich ulubionymi bohaterami. Jest tylko jedna zasada: oni muszą być bardziej, lepiej i mocniej… A że Chyłka & Zordon już w „Kasacji” byli bardzo, dobrze i mocno, to Remigiusz Mróz nie miał łatwego zadania. Czy podołał, wydając „Zaginięcie”?

Tym razem sprawa dotyczy zaginięcia trzyletniej dziewczynki, która znika bez śladu z domku letniskowego bogatych rodziców. Alarm przez całą noc był włączony, a okna i drzwi zamknięte. Śledczy nie odnajdują żadnych poszlak świadczących o porwaniu i podejrzewają, że dziecko nie żyje. I tu wkraczają Chyłka i Zordon - podejmują się oni obrony małżeństwa, któremu prokuratura stawia zarzut zabójstwa. Proces ma charakter poszlakowy, mimo to wszystko zdaje się wskazywać na winę rodziców – wszak gdy wyeliminuje się to, co niemożliwe, cokolwiek pozostanie, musi być prawdą…

Sprawa nie należy do prostych, bo wszystkie fakty podważają prawdomówność oskarżonych. Obrońcy jak zwykle nie są zgodni: sceptyczna Chyłka po prostu chce dobrze wykonać swoją pracę, a Zordon angażuje się emocjonalnie i wierzy słowom Angeliki. Czytelnik chyba też, ale zapewniam, że ta sytuacja ulegnie zmianie jeszcze wielokrotnie – Mróz gimnastykuje się, jak może, żeby odwracać akcję na wszystkie strony.

Z drugiej strony, perypetie Chyłki i Zordona zawadiacko ubarwiają przeniesioną do książki rzeczywistość – intryga rozwija się szybko, taśmowo wypływają nowe ślady, fakty, teorie. Na jaw wychodzi narzędzie zbrodni i krew na nim. Brakuje ciała, rodzice są oskarżeni, opinia pijawek obserwujących rozwój wydarzeń zmierza do linczu społecznego, w grę wchodzi areszt śledczy, a obrońcy gotują się do zmagań w procesie poszlakowym. Autor stara się wszystko uzasadniać, a jednocześnie wciąż dodaje nowe sensacyjne wątki. Ponieważ Sajenko to mała wioska, zmagania bohaterów muszą zahaczyć o jej mieszkańców i tajemnice, jakie kryją – tu wsiąkamy na pewien czas w dobrej jakości prowincjonalny kryminał. Choć chwilami widać, że opowieść przebiega punktowo, od A do B, a schematy wskazują, które postaci mają do odegrania tylko jedną rolę w fabule i musiały się specjalnie dla niej pojawić w powieści, to Remigiusz Mróz tak urozmaica proces szukania atutów na rozprawę i sądowniczą grę, że zapominamy o mankamentach. I przesiąkamy tym zaginięciem, które jak miłość Zordona do Chyłki rośnie w naszych głowach.

Mróz wie, jak wodzić czytelnika za nos. Wie, kiedy pozostawić odbiorcę w niepewności, a kiedy wymierzyć mu cios między oczy, jednocześnie dosłownie atakując Zordona – młody prawnik znów zabłądzi w ciemnościach półświatka, dając autorowi pretekst do zwiększenia obrotów i splamienia akcji krwią. Zaistniało też w „Zaginięciu” coś, czego nie było w „Kasacji”: samo rozwiązanie sprawy zaczyna tracić na znaczeniu. To nie jest wada, bo autorowi udało się dezaktywować naturalne pragnienie prawdy, automatyczny przymus rozwiązywania zagadek, i skupić całą uwagę na samym dochodzeniu, kolejnych procesach, zrobić z nas rasowych prawników. Skoro już przy tym jesteśmy, Chyłka na sali sądowej znów błyszczy. Zmienia swoje oblicze – nadal jest kąśliwa, nadal działa jak dobrze naoliwiona maszyna, myśli szybko, ale też znikają jej przywary drażniące na co dzień: wulgarność, bezczelność, bezkompromisowość. Choć nie, kompromisów na rozprawie też nie ma! A sądowych potyczek i konfrontacji więcej niż w „Kasacji”, więc wszystko zmierza ku dobremu, ku lepszemu nawet.

„Zaginięcie” godnie kontynuuje walory poprzedniczki, wciąż stanowi znakomitą, prostą, ale niegłupią rozrywkę, a strony z tekstem przelatują ze smugą podtlenku azotu. Mało którą książkę czyta się tak prędko! Można zarzucić autorowi, że niektórymi rozwiązaniami fabularnymi odcina kupony – da się zauważyć podobne pomysły na twisty, osadzone tylko w innej sytuacji bądź dotyczące innych osób – ale mam wrażenie, że ta konwencja jeszcze długo się czytelnikom nie znudzi. Jedno, najważniejsze, się nie zmienia – „Zaginięcie” to wciąż lektura błyskawiczna. Nie będę siliła się na oryginalne porównania, recenzenci „Kasacji” mówili już o rollercoasterze, o pędzeniu na łeb na szyję, o jeździe bez trzymanki, a ten poziom zostaje utrzymany, a może nawet przeskoczony. Aż słychać tętent galopującej intrygi!

niedziela, 20 listopada 2022

"Kiedy walczysz ze świniami, czasem trzeba wejść do koryta" - "Kasacja" R. Mróz

 

Jestem pewna, że dosłownie każdy słyszał o Remigiuszu Mrozie. Nie mogło być inaczej, bo od jakiegoś czasu zachwyt nad twórczością tego autora nie ustaje i co chwilę na jakimś portalu, blogu czy gdziekolwiek indziej pojawiają się pozytywne opinie na temat jego książek. W takiej sytuacji nie mogłam przejść obok nich obojętnie, zwłaszcza, że jakiś czas temu zaczęłam swoją "przygodę" z twórczością pana Mroza i na skutek różnych życiowych perturbacji przerwałam ją, ale teraz postanowiłam wrócić do tych książek i na nowo wgryźć się w prawniczy świat. I nie żałuję, bo już pierwsza sprawa wbija w fotel.

Syn znanego biznesmena zostaje oskarżony o podwójne zabójstwo. Nikt nie ma wątpliwości, że oskarżony jest winny, ponieważ spędził on z ciałami ofiar dziesięć dni w swoim mieszkaniu. Jednak czy naprawdę wszystko jest takie oczywiste jak się wydaje? Sprawę prowadzi Joanna Chyłka, a wraz z nią młody aplikant Kordian Oryński. Czy z tego duetu może wyniknąć coś dobrego? Tego dowiecie się jeśli przeczytacie "Kasację".

Wydawać by się mogło, że thriller prawniczy to będzie dosyć nudna książka. Pewnie niejeden czytelnik przed rozpoczęciem czytania myśli sobie, że w powieści znajdzie się mnóstwo opisów z sali sądowej, a także paragrafów, przepisów, kodeksów i wszystkich innych zasad obowiązujących w prawie. Wszyscy po cichu przygotowujemy się na nudę... Zaczynamy czytać i... nagle okazuje się, że w książce Mroza jest więcej akcji niż w niejednej powieści sensacyjnej. Już od pierwszych stron autor zasypuje nas porządną dawką mocnych wrażeń i nawet na moment nie zwalnia. Do samego końca czytelnik ma zagwarantowane niespodziewane zwroty akcji, a także zapierające dech w piersiach opisy. To wszystko sprawia, że o nudzie nawet nie zdążysz pomyśleć. Nie ma takiej możliwości żeby ktokolwiek podczas czytania "Kasacji" narzekał na monotonię. Powieść Remigiusza Mroza to gwarancja nieprzespanej nocy spędzonej na jej czytaniu oraz wielu niezapomnianych wrażeń.

Ogromnym plusem tej powieści... zaraz, zaraz... ta powieść posiada same plusy. Dobra, to może jednak zacznę ten akapit inaczej. KOLEJNYM plusem tej powieści są jej świetnie wykreowani bohaterowie. Chyłka i Zordon to postacie idealne, które od samego początku wzbudzają sympatię i zapadają na długo w pamięć. Uwielbiam zarówno Joannę jak i Kordiana. Nie jestem w stanie napisać które z nich bardziej polubiłam, ale jedno wiem na pewno. Nie wyobrażam sobie teraz zakończenia mojej przygody z tym niesamowitym duetem. 

Zakończenie "Kasacji" było tak nieprzewidywalne i zaskakujące, że zaczęłam zastanawiać się co takiego znajduje się w głowie autora tej powieści. Rozwiązania tej sprawy po prostu nie da się przewidzieć. Kiedy już wydawało mi się, że wiem co wydarzy się na kolejnej stronie, autor niespodziewanie obracał wszystko o sto osiemdziesiąt stopni, a moje wszystkie podejrzenia okazywały się jedną wielką pomyłką. Gratuluję autorowi wyobraźni.

Język autora jest doskonale dobrany i zrozumiały. Jeśli boicie się, że czegoś nie zrozumiecie to zapewniam Was, że Remigiusz Mróz w stu procentach zadbał o swoich czytelników i każdy prawniczy termin jest idealnie wyjaśniony. Z tej lektury z pewnością dowiecie się co oznacza kasacja... i nie tylko!

Podsumowując - "Kasacja" pozbawiona jest jakichkolwiek wad. Może z wyjątkiem jednej... Jeśli macie coś bardzo ważnego do zrobienia to radzę wstrzymać się z jej lekturą. Rozpoczęcie przygody z Chyłką i Zordonem grozi wyrzuceniem z pracy bądź znacznym pogorszeniem ocen w szkole. Tak więc nie pozostaje Wam nic innego jak podreptać do księgarni i zaopatrzyć się we własny egzemplarz.

czwartek, 10 listopada 2022

"Książki są wybitnie przenośnymi czarami" - "Później" S. King

 


Określenie „najnowsza powieść Stephena Kinga” pada myślę tak średnio raz w roku. To pisarz, który przyzwyczaił swoich czytelników do niezwykłej pisarskiej płodności. A jednocześnie nawet tych, którzy często rozczarowują się jego pewnymi tworami, potrafi utrzymać przy sobie i sprawić, by na następną książkę czekali w nadziei, że oto nadchodzi lepsze. Czy „Później” wynagrodzi niektórym gorzkie rozczarowanie, które odczuli po zbiorze opowiadań „Jest krew...” (które mi osobiście się podobało)? A może Mistrz Grozy przeszedł w całkiem nowy etap swojej twórczości i ten King, którego znamy, nie powróci już do czytelników?

W zapowiedziach można było przeczytać, że w najnowszej powieści Stephena Kinga czytelnicy znajdą wszystkie te elementy, które uczyniły z autora Mistrza Grozy, a także jednego z najpoczytniejszych pisarzy świata. Czyli opowieść z dreszczykiem, historię dorastania, młodego bohatera oraz wątki związane z literaturą. Jednak czy po wrzuceniu tego wszystkiego ponownie do jednego kapelusza, Stephen King da radę wyciągnąć z niego coś nowego?

Autor skupia się na postaci Jamiego, który od najmłodszych lat widzi zmarłych i potrafi z nimi rozmawiać. Chłopiec, choć z początku przerażony swoim talentem, powoli uczy się go używać, chcąc na przykład pomóc nie tylko swojej mamie, ale też jej dobrej przyjaciółce Liz. Gdy okazuje się, że życie kilkuset osób zależy od znalezienia jednego ducha i wydobycia z niego informacji, Jamie decyduje się pomóc policjantce. Nie wie jednak, w jaki sposób wpłynie to na jego życie.

Stephen King nie śpieszy się, a czasami można odnieść wrażenie, że celowo jeszcze bardziej spowalnia fabułę. Powoli buduje napięcie od niewinnych duchów, które żartują z naszym bohaterem, do tych najstraszniejszych, które sprawią, że ciarki przejdą nam po plecach. Nietrudno zauważyć, że w tej historii zamiast na standardową grozę, autor postawił raczej na przywiązanie się czytelnika do głównego bohatera. A ten jest tak przesympatyczną postacią, że aż ciężko było się z nim rozstać.

To melancholijna opowieść o splecionych ze sobą światach żywych i umarłych oraz o obcowaniu ze śmiercią od najmłodszych lat, gdy ta czeka na każdym rogu i pojawia się w najmniej spodziewanym momencie. To opowieść o obcowaniu z nią na co dzień, niezależnie od tego, jak młody jest człowiek. Jej cień zawsze gdzieś tam jest, nawet jeśli usilnie próbujemy ją ignorować.

To King w tej odsłonie, w której czytelnicy go uwielbiają. Ten stary Mistrz Grozy, który zachwycał nas na przykład w „Joyland” czy "Miasteczku Salem". Z pozoru leniwie snująca się opowieść, tak naprawdę nie wypuści czytelnika ze swoich objęć, aż do ostatniej strony. Bo choć pozornie strachów jest tam mało, zwłaszcza na samym początku tej historii, to autor cierpliwie prowadzi nas jej ścieżkami, by na samym końcu odkryć wszystkie swoje karty. Że w tej historii przerażać nas mają nie same zjawy, ale ludzie.

niedziela, 6 listopada 2022

"Ludzie wierzą w pozory. Nie rozpoznają tego, co naprawdę siedzi w drugim człowieku" - "Rozmowy z seryjnymi mordercami. Żony i kochanki" C. Berry-Dee


 Ostatnio w ręce wpadła mi kolejna już książka z serii "Rozmowy z seryjnymi mordercami". I mimo, że jestem tym tematem niezmiernie zainteresowana, to kolejna książka z tej serii zaskoczyła mnie i to w tym negatywnym sensie. Dlaczego? Zaraz Wam opowiem.

Kolejną swoją książkę autor poświęca tym razem partnerkom, żonom i kochankom zbrodniarzy. Kobiety te często nie miały pojęcia, że żyją pod jednym dachem z potworami. Jak to możliwe? Czy kobiety ponoszą winę, że niczego nie dostrzegły? A może seryjni mordercy mają w sobie coś szczególnego, co pozwala im wprowadzić w błąd nawet najbliższe osoby?

Wspomniałam Wam, że książka zaskoczyła mnie w negatywnym sensie. A to dlatego, że dla mnie to jest zwyczajne "odcinanie kuponów" od chwytliwego tytułu serii. Owszem, nie można odmówić autorowi doświadczenia czy tzw. researchu, co sprawia, że odpowiedzi na niektóre pytania są naprawdę fascynujące. Tylko po co ta książka? Dla mnie temat wyczerpał się na tomie o masowych mordercach. Książka o partnerkach seryjnych morderców wydaje mi się już po prostu zbędna. Jest ciekawa, dużo w niej faktów i odniesień do poprzednich tomów, ale nie była ona moim zdaniem konieczna.

Zaraz pewnie się odezwą "obrońcy", że taki temat jest potrzebny, że warto powiedzieć więcej o partnerkach szaleńców, którzy terroryzowali miasta i miasteczka. Nie mówię, że nie jest. Może faktycznie jest. Ale to już naprawdę trzeba być pasjonatem tematu, żeby zabierać się za tą książkę i przeczytać z wypiekami na twarzy.

Podsumowując, książka jest niezła, ale nie wybitna. Jak zwykle u tego autora przytłoczenie faktami, odniesienia do poprzednich tomów oraz jego przekonanie o własnej wyższości i inteligencji. To ostatnie najbardziej działało mi na nerwy. Jeśli jednak jesteście pasjonatami zbrodni i interesuje Was też "druga strona medalu" to możecie tą książkę przeczytać.

"Dochowanie wierności swoim marzeniom wymaga ogromnej siły" - "Pamiętnik" N. Sparks

  O Nicholasie Sparksie słyszał już chyba każdy, jeżeli nie to jestem w szoku. Otóż jest to amerykański pisarz światowych bestsellerów z któ...