niedziela, 31 lipca 2022

"Jesteśmy sumą wolnej woli i tego, czego się nauczyliśmy - świata w jakim przyszło nam żyć" - "Felix, Net i Nika oraz Świat Zero 2. Alternauci" R. Kosik

 

Wracasz do domu. Niby wszystko jest jak zawsze, mama krząta się po kuchni, a pies jak zwykle wybiega na przywitanie. Przez ten sam hol wchodzisz do środka, mijasz te same drzwi. Wszystko jest niby normalnie, jednak, to, co widujesz, na co dzień, nagle staje się obce. Parę szczegółów się nie zgadza, na tyle, że nie można tego uznać za chwilowe zapomnienie. Przecież w ciągu zaledwie kilku godzin, Twoje rodzeństwo nie może nagle przestać istnieć, ukochana osoba kompletnie o Tobie zapomnieć, czy Twój adres zamieszkania zmienić się nagle na Dom Dziecka. A może… No tak! W końcu u Kosika wszystko jest możliwe!

W „Świecie zero” superpaczka kilkakrotnie przeszła przez Pierścień, przechodząc pomiędzy różnymi światami alternatywnymi, coraz bardziej oddalając się od tego właściwego. Aż wreszcie wylądowali w świecie, który dosyć dużo zmienia w sytuacji Niki. Tutaj jej rodzice żyją, dziewczyna nie jest już zmuszona do ukrywania się, nie mieszka także w domu dziecka. Szczególnie to pierwsze zaważa na jej decyzji. Nika decyduje się zostać, chociaż i ten świat ma wiele wad. Kazała Felixowi i Netowi skakać dalej bez siebie. Jak potoczą się ich losy? Czy Nika naprawdę zostanie w tym świecie, a do chłopców dołączy jej alterbliźniaczka? Jedno jest pewne, przygód doświadczymy w normalnej dla Kosika ilości, czyli co niemiara.

O ile podczas lektury poprzedniej części miałam pewne obawy, czy panu Kosikowi nie zaczęły się przypadkiem kończyć pomysły, tutaj nawet nie śmiałabym zasugerować czegoś takiego. W końcu motyw Pierścienia Wunrung został wykorzystany, a ja nie bardzo wierzyłam w ideę światów alternatywnych. Jednakże, postanowiłam dać autorowi jeszcze jedną szansę. I jak dobrze, ze to zrobiłam! Inaczej, nie mogłabym znów przeżywać z bohaterami ich przygód, czy zwyczajnie oderwać się od mojego prywatnego świata zero. A to wszystko w bardzo wyrafinowany sposób, to znaczy zwiedzając coraz bardziej nieznajome nam miejsca. Przyznaję, w żadnym nie chciałabym zostać na dłużej, jednakże moja ukryta zła natura całkowicie pozwoliła zatracić mi się w nieszczęściach bohaterów, smakowicie doprawionych trafnymi uwagami Neta.

Jeśli chodzi o bohaterów, w poprzednich częściach nie mogłam przyzwyczaić się, że bohaterowie stali się starsi. Wrażenie to spotęgował jeszcze fakt, że tytułowi Felix, Net i Nika po prostu nie zachowywali się dojrzalej. Jak dla mnie, wciąż byli tymi samymi trzynastolatkami, jakich poznaliśmy na początku serii. To wrażenie trwało i trwało, poprzez wszystkie tomy. Dopiero w najnowszym zaczęłam tę różnicę dostrzegać. Sytuacja, w której Net się zwyczajnie upija oraz moment, w którym zaczynają padać słowa trochę mocniejsze niż „motyla noga”, automatycznie stał się nowym rozdziałem w moim odczuwaniu głównych bohaterów. Wreszcie zaczęłam dostrzegać, ze tych lat mają już oni nieco więcej. Jak dla mnie, to duży plus, w końcu to, że sławny zespół pozostawał taki sam na przestrzeni lat, stawało się już trochę nierealne i po prostu dziwne.

Podsumowując, byłam zachwycona wyobraźnią autora i ogólnie jego pomysłowością. Dodatkowo, dzięki niebanalnej historii, tylko subtelnie zaznaczonemu wątkowi miłosnemu i ciepłemu, zaraźliwemu humorowi mogę spokojnie uznać tą książkę za jedną z najlepszych młodzieżówek, która spodoba się także nieco starszym czytelnikom. Po prostu książka ponadczasowa. Polecam serdecznie!

sobota, 16 lipca 2022

"Nie sięgaj za wysoko, bo niczego nie dosięgniesz" - "Felix, Net i Nika oraz Świat Zero" R. Kosik

 

"Felix, Net i Nika oraz Świat Zero" to kolejna, dziewiąta już część młodzieżowej serii Rafała Kosika. Jako wierna fanka przygód nastolatków bardzo ucieszyłam się, gdy zakupiłam tę książkę. Sięgnęłam po nią pełna radości, gdyż po spotkaniu z autorem na Pyrkonie postanowiłam zrobić sobie tzw. re-read książki, po którą pierwszy raz sięgnęłam w wieku nastoletnim, aby też w jakimś sensie sprawdzić, czy bawi mnie ona tak samo teraz, gdy jestem dorosła. 

W tej części trójka przyjaciół trafia do Instytutu Badań Nadzwyczajnych, aby zapoznać się z kopią pierścienia czasoprzestrzennego, znanego nam już z drugiej części cyklu. Ten egzemplarz nie posiada jednak drugiego wyjścia, dlatego wydaje się, że nie działa. Felix, Net i Nika przechodzą przez niego dla zabawy i... trafiają do równoległego im świata. Usiłując powrócić do domu zagłębiają się coraz dalej. Istotność zmian powiększa się. W kolejnych światach nie chodzi już o inną pracę domową czy markę napoju kapsla, a o życie...

Wydawałoby się, że nawiązywanie do poprzedniej powieści to niezbyt dobra myśl- komu podoba się odgrzewanie starych pomysłów? Muszę przyznać, że mnie!- w tym przypadku. Choć temat pierścienia pojawił się już w "Teoretycznie Możliwej Katastrofie", tu przedstawiono go w inny, bardzo ciekawy sposób. Błyskawiczna akcja, świetny humor i nietuzinkowi bohaterowie sprawili, że nie sposób było się nudzić.

Na uwagę zasługuje również oprawa graficzna książki. Okładka jest ciekawa, jednak moją uwagę przyciągnęła przede wszystkim jej wewnętrzna część. Świetne rysunki autora i fragment tekstu tak mnie rozbawiły, że musiałam się nimi z kimś podzielić.

Pomimo ogólnego zachwytu muszę przyznać, że czegoś mi w tej części zabrakło. Może nowego wynalazku Felixa albo rozszerzenia postaci Gertrudy? A może większej ilości uwielbianych przeze mnie sarkastycznych uwag Neta? Z pewnością zabrakło jednego- większej ilości kartek tej wspaniałej lektury. Szybkie tempo akcji sprawiło, iż pochłonęłam ją błyskawicznie. Nawet nie zauważyłam, że czytam już ostatni rozdział. Zakończenie pozostawiło wiele niewiadomych, dlatego wciąż czuję niedosyt i ogromną ochotę na (również) powtórną lekturę drugiej części tego tomu.

Myślę, że "Felix, Net i Nika oraz Świat Zero" to obowiązkowa pozycja dla fanów serii, a także dla tych, którzy jeszcze nie zaznajomili się z twórczością pana Kosika- może po lekturze tej książki dołączą do grona jej wielbicieli?

środa, 13 lipca 2022

"Świat jest jedną wielką niewiadoma a ludzie, których spotykamy na swojej drodze to zagadki, które próbujemy zrozumieć" - "Nancy Drew. Zagadka ukrytych schodów." C. Keene

 


Po raz kolejny miałam przyjemność zapoznać się z sympatyczną Nancy i jej kolejną przygodą. Wzięłam do ręki tą książkę z nadzieją, że nie zawiodę się na kunszcie autorów, którzy stworzyli postać sprytnej młodej detektyw. I tak właśnie było. Książka w pełni spełniła moje oczekiwania.

"Zagadka ukrytych schodów" to drugi tom cyklu powieści młodzieżowych o detektyw Nancy Drew. Tym razem młoda kobieta wyrusza do posiadłości zamieszkanej przez zaprzyjaźnione starsze panie, które zmagają się z... duchem! A przynajmniej wszystko wskazuje na to, że ich dom opanowały siły paranormalne. Nancy chce wyjaśnić tą tajemnicę, jednak boryka się z własnymi problemami, których ignorowanie niesie za sobą ogromne konsekwencje.

Zagadki, zagadki, jeszcze więcej zagadek! Przyznam, że dla dorosłego czytelnika, takiego jak ja, losy bohaterów stają się bardzo szybko przewidywalne. Nie umniejsza to jednak samej historii, która jest lekka i czyta się ją naprawdę przyjemnie. Nie ma w niej brutalności, która wylewa się z większości książek dla młodzieży. Wszystko kręci się wokół śledztwa prowadzonego przez młodą panią detektyw i jej przyjaciółkę. Akcja jest szybka, rozdziały krótkie, a bohaterowie dość charakterystyczni.

Główna bohaterka jest taka... przemiła. Zdałam sobie sprawę, że w trakcie czytania, wychodziła ze mnie namiastka dorosłej goryczy. Trochę kpiłam z tego, że postacie są tak dobre, empatyczne i kulturalne. I zrobiło mi się przykro, bo może zakorzenił się we mnie realizm, który nie pozwala mi odczuwać powieści młodzieżowych tak beztrosko jak dawniej. 

Sądzę, że nastoletni czytelnik doceni zarówno historię, jak i bohaterkę w pełnej krasie. A i ja czekam na kolejne części, bo jestem ciekawa, co jeszcze przydarzy się dociekliwej Nancy Drew.

czwartek, 7 lipca 2022

Nieustraszona młoda detektyw - "Nancy Drew. Tajemnica starego zegara." C. Keene

 


Wydawnictwo Dolnośląskie przygotowało nie lada gratkę dla miłośników klasyki. Nowe wydania powieści Carolyn Keene z serii „Nancy Drew”. Jako pierwsza ukazała się „Tajemnica starego zegara”.

Nancy Drew to panienka z dobrego domu. Lubi jeździć kabrioletem, poznawać nowych ludzi i ubierać się w modne suknie. Mimo tego, że jako córka wziętego adwokata żyje na nieco wyższym poziomie niż ogół społeczeństwa, Nancy pozostaje miłą i uczynną dziewczyną. Uwielbia rozwiązywać tajemnicze zagadki i posiada niesamowity wręcz talent do pakowania się w kłopoty. Podczas jednej ze swoich wycieczek poznaje osoby, które miały odziedziczyć spadek po niejakim panu Crowleyu. Okazuje się jednak, że całość majątku przypaść ma niesympatycznej rodzinie Tophamów. Czy możliwym jest, że istnieje inny testament? Nancy wraz z ojcem podejmuje próbę odnalezienia tajemniczego testamentu. Czy zdoła pomóc ubogim krewnym Crowleya i ukarać chciwych Tophamów? Rozwiązanie zagadki okaże się najeżone licznymi niebezpieczeństwami.

Czy klasyka kryminału dla młodzieży sprzed niemalże stu lat broni się dziś? Zdecydowanie tak. Perypetie Nancy i prowadzone przez nią śledztwo mogą dostarczyć mnóstwa frajdy. Powieść jest bardzo klimatyczna, a miejscami budowane napięcie może przyprawić o wypieki na twarzy. Nie zabraknie tu intrygi i dedukcji. Sama Nancy to postać niezwykle urokliwa. Młoda dama o wielkim sercu, która znajduje radość w pomaganiu innym. Dla wielu dzisiejszych nastolatków mogłaby być wzorem. Pełna dobrych chęci i zaangażowana w sprawę sama znajdzie się w opresji. Jak sobie poradzi? Nancy Drew to osobowość jedyna w swoim rodzaju. Ambitna, zaradna i ze smykałką detektywistyczną. Bardzo przyjemnie czyta się tę historię mimo iż pisana jest nieco archaicznym językiem. Jednym będzie to nieco przeszkadzało, dla innych zaś to dodatkowy smaczek. Nie zapominajmy o tym, że książki o losach Nancy pierwotnie ukazały się na początku dwudziestego wieku. Niektóre wypowiedzi bohaterki mogą dziś wydawać się nieco naiwne, ale moim zdaniem stanowi to o dodatkowym uroku tej lektury.

Carolyn Keene to pseudonim wspólny dla całej armii autorów, którzy tworzyli powieści z cyklu Nancy Drew. Dwie z nich ukazały się w Polsce na początku lat dziewięćdziesiątych. Teraz Wydawnictwo Dolnośląskie przypomina tę serię. „Tajemnica starego zegara” niewątpliwie trafi w gust osób ceniących sobie klasyczne kryminały. Tutaj krew nie leje się hektolitrami, a trup nie ściele gęsto. Bardzo ważna jest zagadka i umiejętność dedukowania. Dla mnie była to bardzo interesująca lektura i niecierpliwie będę oczekiwała kolejnych odsłon perypetii sympatycznej Nancy. Poczuć tu można powiew Agathy Christie. Trudno chyba o lepszą zachętę dla wszystkich tych, którzy lubią wsiąść w literacki wehikuł czasu i przenieść się w inne czasy. „Tajemnica starego zegara” to powieść nie tylko dla nastolatków. Myślę, że także dojrzały czytelnik znajdzie dużo radości w tej lekturze. Tutaj aż roi się od tajemnic. Czyż można sobie wyobrazić coś lepszego niż wspólne tropienie szajki złodziei i poszukiwanie zaginionego testamentu wraz z zachwycającą Nancy? Tak, ta postać zachwyca. To jedna z tych bohaterek literackich, które w naturalny sposób od razu zyskują naszą sympatię.

Dobrze nakreślone realia epoki, ciekawi bohaterowie i intrygująca tajemnica – te cechy najlepiej charakteryzują tę powieść. Napisana lekko, bardzo łatwo jest wciągnąć się w fabułę i tylko miejscami drażnić może naiwny język osoby, które niekoniecznie cenią książki w starym stylu. Dla mnie to powieść wręcz doskonała i pozostaje mi jedynie żałować, że nie miałam możliwości poznać jej, gdy byłam nastolatką. Kryminał , który nie epatuje przemocą, taki gdzie liczy się intelekt, a główna bohaterka jest niesamowitą amatorką na tropie tajemnic. Bardzo lubię tego typu powieści dlatego historia Nancy Drew od razu do mnie trafiła. Bawiłam się wyśmienicie podczas tej lektury i z całego serca mogę ją polecić. To dobry przerywnik pośród poważnych, mrocznych powieści. Książka, która bawi, zapewnia emocje i rozrywkę. Bardzo udana powieść i jeśli lubicie poczuć klimat dawnych lat to zdecydowanie jest ona dla Was. Dajcie się porwać Nancy Drew, ponieważ ta dziewczyna gwarantuje dobra zabawę. Miłośnicy klasyki będą oczarowani. Ci, którzy nie są do tego typu książek przekonani będą mieli okazję zmienić przekonania.

poniedziałek, 4 lipca 2022

"Nigdy nie będziesz w stanie odnaleźć siebie, jeśli zatracisz się w kimś innym" - "November 9" C. Hoover

 

Colleen Hoover to autorka książek o miłości, która ma wielki talent do wymyślania wyjątkowo chwytających za serce historii. Dlatego po kolejne jej publikacje sięgają coraz liczniejsze rzesze fanów, a nakłady rozchodzą się w błyskawicznym tempie. Osobiście po raz pierwszy zetknęłam się z książką tej autorki, więc nie wiedziałam czego się spodziewać, jednak oczekiwałam po lekturze bardzo wiele, nastawiłam się na książkę z górnej półki i oczywiście się nie rozczarowałam.

Główni bohaterowie spotykają się przypadkiem w restauracji. Ona prowadzi burzliwą wymianę zdań z ojcem, który zamiast wpierać córkę podcina jej skrzydła. On przysłuchuje się tej rozmowie i wkracza w środek rodzinnej dyskusji przedstawiając się jako chłopak Fallon. Dziewczyna w pierwszym momencie jest zaskoczona, ale błyskawicznie podejmuję grę na zasadach jakie proponuje Ben. Oboje są sobą zauroczeni i zafascynowani od pierwszego wejrzenia. Ona ma jednak w planach wyprowadzkę do Nowego Jorku, on postanawia nie rezygnować z tej znajomości i proponuje Fallon coroczne randki w dniu, w którym się poznali – 9 listopada. Ta data ma być dla nich wyjątkowa i ma zmazać smutne wspomnienia z pożaru jaki przeżyła dziewczyna, a jaki oszpecił jej ciało bliznami. Czy to początek wielkiej miłości? Czy to prolog związku na całe życie czy może tylko młodzieńcze zauroczenie? Czy te spotkania zakończą się happy endem czy rozstaniem?

Ta powieść to przepiękna książka o młodych ludziach, którzy u progu dorosłości dostają od losu prezent. Ich drogi się krzyżują, a tym samym mogą oni odkryć piękno uczucia. Zyskują na tym także czytelnicy, którym dane jest przeżyć niezwykłe emocje. Ta historia od samego początku przyciąga uwagę i otula niczym jesienna mgła. Realny świat wokół blednie i szarzeje, odpływa w dal, a liczy się tylko to, co rozgrywa się na kartach powieści. Tym uczuciem się żyje i oddycha. Łzy płyną z oczu, a serce bije mocno. Czyta się ją z wypiekami na twarzy, a treść uwodzi. Wrażliwy czytelnik nawet nie wie kiedy ta historia odsuwa od rzeczywistości i zabiera do świata, w którym króluje emocjonalny rollercoaster. Takiej lektury się nie zapomina.

Próżno szukać w niej słabszych stron, bo jest doskonała, przemyślana i dopracowana w każdym calu. Nie dziwią zatem wysokie oceny i pozytywne opinie. Przy lekturze przydatne będą chusteczki do ocierania łez i krótkie przerwy na zaczerpnięcie oddechu. Tę powieść musicie przeczytać, jeśli kochacie prozę Colleen Hoover, ten tytuł musicie poznać jeśli nigdy nie sięgnęliście po publikacje tej autorki. Jestem pewna, że będziecie zadowoleni z wyboru właśnie tej książki. Z całego serca i duszy polecam.

niedziela, 3 lipca 2022

"Żyjemy w świecie rzeczywistym, gdzie forsa może wszystko" - "Jest krew..." S. King

 


Każda nowa powieść Stephena Kinga wywołuje ten sam utarty schemat. Spora część czytelników zaznacza w kalendarzu datę premiery, inni powtarzają jak mantrę, że Mistrz Grozy już dawno przestał straszyć, a każda kolejna powieść to zwykły bubel. A i tak w dniu premiery internet nagle wybucha. Zewsząd słychać głosy, że ponownie zakończenie zniszczyło całą lekturę, że nie umie pisać kryminałów, że to już wszystko było, a na plecach nie pojawił się żaden dreszcz strachu. Ale zwany przez czytelników Mistrzem Grozy King już dawno udowodnił, że nie musi straszyć, by dobrze się go czytało.

Z początku nowy zbiór opowiadań zapowiadał się dość mgliście. Wydawnictwo nie za bardzo powiedziało, czego mamy się spodziewać, a nawet sam autor nie bardzo dzielił się tym, jakie opowiadania miały pojawić się wewnątrz. Jedyna informacja, jaką otrzymali fani, była taka, że w jednej z historii miała pojawić się znana już czytelnikom Holly Gibney. Jedna z bohaterek znanego już eksperymentu Kinga z kryminałem oraz „Outsidera”. Bohaterka, która wielu swoim specyficznym stylem bycia często irytuje, ale wielu również darzy ją ogromną sympatią. Podobnie jak autor, co wyznał w podziękowaniach do „Jest krew...”.

Formuła czterech opowiadań w jednym zbiorze już wcześniej się u Kinga sprawdzała. Zadziałało to w „Czarnej bezgwiezdnej nocy” i w „Czterech porach roku”, w których Stephen King dał nam fenomenalne opowiadanie „Skazani na Shawshank”. A jednak ostatnia próba pisarza z krótką formą, czyli „Bazar złych snów” mało komu przypadł do gustu. Jak wypada na tym tle „Jest krew...”?

O dziwo, zaskakująco dobrze. Co prawda nie są to najstraszniejsze historie autorstwa Kinga ale po pierwsze, bardzo dobrze się je czyta, a po drugie skłaniają do bardzo ciekawych refleksji. A przynajmniej mnie skłoniły. King w tych opowiadaniach powraca do rzeczy, które już u niego spotkaliśmy i które w większości przypadków polubiliśmy. Pierwsze opowiadanie „Telefon Pana Harrigana” to ukazanie tego, co King zawsze robił bardzo dobrze. Relacje międzypokoleniowe pomiędzy jego bohaterami, to coś, co zawsze dobrze się czytało. I tutaj jest tak samo. Z początku historia dziewięcioletniego Craiga i emerytowanego właściciela kin i milionera Pana Harrigana wydaje się zupełnie nie w stylu Mistrza Grozy. Chłopiec pokazuje starszemu sąsiadowi jak korzystać z nowego iPhone'a. Do momentu, gdy po śmierci pana Harrigana zaczynają dziać się dziwne rzeczy. A gdyby tak człowiek miał okazję usunąć innych ze swojej drogi? I właśnie nad tym zastanawia się King, a my razem z nim. Trzecie opowiadanie, to kontynuacja „Outsidera”. Dlatego trzeba od razu zaznaczyć, że jeśli nie macie za sobą „Pana Mercedesa” i pozostałych dwóch tomów, oraz wspomnianego wcześniej „Outsidera” to warto zostawić lekturę opowiadań na później, inaczej możecie po prostu popsuć sobie zabawę, bo spoiler goni spoiler. Zresztą trudno nie przywołać poprzednich wydarzeń, które dość mocno wpłynęły na Holly Gibney. Obserwowanie tego, jak bardzo zmieniła się bohaterka i bliższe przyjrzenie się jej relacjom rodzinnym zostawia otwartą furtkę do tego, by Gibney, jeszcze nie raz pojawiła się na kartach innych powieści. W opowiadaniu „Szczur” King wraca do znanego już sobie motywu, czyli pisaniu o pisarzach. I tak właśnie w tym ostatnim tekście mamy Drew, który za każdym razem pisze swoje utwory do pewnego momentu i napotyka blokadę twórczą. W trakcie tworzenia kolejnej książki, podczas wichury w małym domku w samym środku lasu Drew uratował szczura, który w zamian zaproponował mu iście faustowski układ. I jedno z dziwniejszych opowiadań, dzięki któremu czytelnik zastanawia się, dlaczego po śmierci człowieka cały świat kręci się dalej, a nie kończy się jak dla bliskich zmarłego. A najlepsze jest to, że choć ja wyciągnęłam z tych opowiadań właśnie te motywy, to interpretacja każdego z nich, a zwłaszcza tego drugiego, może wyglądać zupełnie inaczej.

To taki zbiór opowiadań, który, choć z początku czyta się jak jedną z tych gorszych książek Kinga, to zdecydowanie zyskuje przy głębszym zastanowieniu i odłożeniu jej na chwilę. Bo choć spodziewałam się czegoś zupełnie innego, to ostatecznie jestem zadowolona z tego, co dostałam. Opinie wszystkich znawców Kinga już padły, więc koło się zamknęło, pozostaje tylko czekać na zapowiedź nowej premiery pisarza, by wszystko znów zaczęło kręcić się od nowa. Od wyczekiwania do gorących dyskusji, bo tak jak niektóre motywy są nieprzemijające, tak ten wspomniany na początku przeze mnie schemat, który powstał wokół jego nowych powieści, zapewne też z czytelnikami pozostanie. Mimo wszystko polecam!

"Dochowanie wierności swoim marzeniom wymaga ogromnej siły" - "Pamiętnik" N. Sparks

  O Nicholasie Sparksie słyszał już chyba każdy, jeżeli nie to jestem w szoku. Otóż jest to amerykański pisarz światowych bestsellerów z któ...