poniedziałek, 31 października 2022

"Czasami dwie osoby muszą się rozstać, aby sobie uświadomić, jak bardzo siebie potrzebują" - "Point of retreat" C. Hoover

 


Wyobraź sobie, że powoli zasiadasz w fotelu, bierzesz głęboki oddech i drżącymi rękami otwierasz list. Nie spodziewałaś się, że jeszcze kiedykolwiek zobaczysz ten charakter pisma, a już na pewno nie tego, że będzie nim pisany tekst adresowany bezpośrednio do Ciebie. Przełykasz ślinę, chcąc pozbyć się ogromnej guli, która zdaje się rosnąć w Twym gardle, przez co masz problemy z oddychaniem. Zaczynasz czytać, a wraz z kolejnymi zdaniami Twoje oczy coraz bardziej zachodzą łzami. Tyle chciałabyś powiedzieć, ale to już jest niestety niemożliwe. Grzbietem dłoni ocierasz z oczu łzy i w milczeniu przekazujesz list młodzieńcowi siedzącemu obok Ciebie. Podczas gdy on czyta słowa, które Ty już zdążyłaś poznać, przysuwasz do siebie misę wypełnioną małymi gwiazdkami zrobionymi ze złożonych kawałków papieru. Czubkami palców delikatnie dotykasz gwiazdek znajdujących się na wierzchu. Bierzesz jedną gwiazdeczkę, otwierasz i czytasz krótki tekst znajdujący się wewnątrz niej. Na Twoich ustach pojawia się lekki uśmiech. Nigdy nie sądziłaś, że jedno zdanie może tyle znaczyć, że osoba, której nie ma obok Ciebie może Ci pomóc, mimo że nie zna dokładnej sytuacji, w której obecnie się znajdujesz.

Po smutnych wydarzeniach kończących tom pierwszy, „Point of retreat” ukazuje nam dalsze losy Lake i Willa. Mimo młodego wieku muszą samotnie wychowywać swoje młodsze rodzeństwo i prowadzić całkowicie dorosłe życie, przy jednoczesnych próbach kontynuowania własnej edukacji. I właśnie edukacja jest motorem – niekoniecznie pozytywnych - wydarzeń mających miejsce w tym tomie, bowiem o swoim istnieniu przypomina Vaughn, była dziewczyna Willa, czym wprowadza zamieszanie w już i tak skomplikowane życie bohaterów. Czy dawno pogrzebane, choć nie do końca rozwiązane sprawy z przeszłości zaszkodzą głównym bohaterom? Czy poradzą sobie w roli rodziców? Czy pozostaną ze sobą pomimo wszystko?

Po „Slammed” przyszedł czas na „Point of retreat”. O ile pierwszy tom skupiał się głównie na uczuciach bohaterów próbujących pogodzić się ze stratą bliskich im osób, o tyle ta część opowiada o destrukcyjnych skutkach wynikających z niezamknięcia spraw z przeszłości, jak i z zatajenia ich przed osobą, którą się kocha. Nigdy nie wiemy, kiedy przeszłość da o sobie znać, a w Willa uderza ona w najmniej oczekiwanym momencie, rozbijając na kawałki jego z trudem poukładany świat. To właśnie on jest w tym tomie narratorem, co jest idealnie wytłumaczalne w kontekście fabuły. „Slammed” była historią Lake, historią, w której tylko sygnalnie występowała przeszłość chłopaka. W „Point of retreat” losy Willa oraz jego wspólne życie z Lake grają pierwsze skrzypce. Czytelnik dowiaduje się więcej zarówno o trudnej historii chłopaka, jak i o powodach jego zachowań z poprzedniej części. Zachowań, które czasami mogły wydawać się nieracjonalne. Autorka po raz kolejny stworzyła kontynuację, która jest idealnym uzupełnieniem informacji, które dostajemy w tomie pierwszym, a oddanie narracji męskiemu bohaterowi sprawia, że wszystkie wydarzenia przeżywamy z podwójnym zainteresowaniem.

Podczas czytania początkowych rozdziałów miałam mieszane uczucia względem Lake. Irytowała mnie jej postawa, wybory oraz humorki, które były tak dziecinne, jak tylko mogły. Niejednokrotnie miałam ochotę nią potrząsnąć i skłonić do zastanowienia się nad tym, o co tak naprawdę się obraża i zrozumienia, że to nie jest konieczne. Z drugiej jednak strony – w dalszych rozdziałach – zdumiewała mnie jej siła walki, upór oraz umiejętność żartowania nawet w najtrudniejszych sytuacjach z jakimi przyszło jej się zmagać. Colleen Hoover zbudowała historię, w której z młodych ludzi w sposób nagły zrobiła dorosłych, dlatego też czytelnik podczas lektury wymaga od nich dojrzałych decyzji zapominając, że większość z nich ma jeszcze naście lat i prawo do mniej dojrzałych myśli oraz zachowań, niż osoby starsze i bogatsze w doświadczenie życiowe.

„Point of retreat” może nie jest historią tak dynamiczną, jak ta przedstawiona w „Slammed”, ale nie jest też zupełnie pozbawiona zwrotów akcji. Odnajdziemy w niej odpowiedzi na często stawiane sobie przez ludzkość pytania o sens życia, znaki typowe dla miłości oraz o to, co jest w stanie zrobić człowiek dla osoby, którą kocha. Tom drugi obraca się wokół spraw codziennych, trudności, z jakimi zmaga się każdy młody człowiek starający się założyć rodzinę oraz stworzyć bezpieczny dom dla siebie i swoich bliskich. Jednocześnie podkreśla, jak ważne jest zaufanie oraz umiejętność powierzenia siebie samego drugiemu człowiekowi, a co za tym idzie – podzielenia się nim swoją przeszłością, nieważne jak mętna by nie była.

W „Point of retreat” nie może również zabraknąć slamu. Nie jest on tak powszechnie wykorzystywanym motywem, jak wcześniej, ale nadal towarzyszy nam w najważniejszych częściach książki, a tym samym wzrusza mocniej niż kiedykolwiek. Nadal nie mogę przestać się dziwić, jak wielka jest siła poezji! Idealnym dopełnieniem wszystkiego jest pomysł rozpoczynania każdego rozdziału od jakiegoś fragmentu z pamiętnika Willa. Zabieg ten pozwala nam zagłębić się nie tylko w umysł, ale i w serce głównego bohatera, a tym samym mocniej się do niego zbliżyć.

Reasumując, „Point of retreat” jest naprawdę dobrą kontynuacją. Może nie trzyma tak bardzo w napięciu, jak wcześniejszy tom, jednak nadal skupia się na ogromnie ważnych tematach, eksponując wartość miłości, rodziny i przyjaciół. Jest to również pozycja zaskakująca, która w przynajmniej kilku momentach wymusiła na mnie niemalże reakcję obronną z „o nie!” wymalowanym na ustach. Jeśli jesteście już po lekturze „Slammed” i jesteście ciekawi kontynuacji lub po prostu intryguje Was, co Colleen Hoover chciała nam przekazać poprzez oddanie głosu Willowi, to z pewnością powinniście sięgnąć po tę książkę.

piątek, 28 października 2022

"Zrozumienie sytuacji nie zawsze ułatwia jej zaakceptowanie" - "Slammed" C. Hoover

 


Wpadłam w pułapkę, w "Pułapkę uczuć", bo pokochałam i pochłonęłam tę książkę w oka mgnieniu. Wspaniała historia o miłości partnerskiej, rodzicielskiej, braterskiej i przyjacielskiej. Miłość jest kluczem tej powieści i właśnie ona emanuje z jej kart. Po przeczytaniu i ja przepełniona byłam tym niesamowitym uczuciem. Jednak czy tylko ona jest głównym składnikiem tej książki?

Osiemnastoletnia Layken straciła ojca, którego kochała ponad życie. Sytuacja materialna zmusza rodzinę do opuszczenia rodzinnego Teksasu i bohaterka wraz z matką i bratem zaczynają nowy etap w Michigan. Już w pierwszych chwilach pobytu w nowym miejscu, Layken spotyka sąsiadów - Willa i Cauldera Cooperów. Ten pierwszy od razu wpada w oko dziewczynie, jednak to, co okazuje się kilka dni później, zupełnie zmienia ich relacje.

Przede wszystkim, co dla mnie jest najważniejszym aspektem w tej powieści, relacje jakie łączą bohaterkę z matką i bratem są naprawdę wzruszające. Chociaż Layken straciła jednego z rodziców, ma przy sobie matkę, która dba o dziewczynę, troszczy się o nią i przeżywa z nią jej zauroczenia. Ciężko jest sobie wyobrazić, co czuje bohaterka, kiedy dowiaduje się, że jej mama skrywa sekret, a przyjazd do Michigan był planowany już od dawna. W szczególności wzruszające są momenty, w których Lake przebywa z bratem. To, jakie relacje ich łączą są niesamowite. Bohaterka postanowiła zastąpić Kelowi ojca, jest jego trenerem i oparciem. Uśmiałam się wiele razy, ponieważ Kel jest dzieciakiem, który skradnie serce niejednej osobie!

Mimo tej rodzicielskiej miłości, głównym elementem jest uczucie, jakie powstaje między Lake a Willem. Cóż można rzec? Miłość od pierwszego wejrzenia, motyle w brzuchu przy każdym spotkaniu i chęć chwycenia Willa za rękę, to wszystko kryje się we wnętrzu dziewczyny. Tego nie da się opisać, to trzeba przeżyć.

Jest to moja trzecia powieść Colleen Hoover, a emocje non stop rosną! Autorka niesamowicie kreuje bohaterów. Czytając miałam ochotę osobiście poznać Lake, przybić piątkę z Kelem, spojrzeć w oczy Willowi i przytulić Julię. Hoover w prosty sposób przedstawiła całą historię, dlatego nie mogłam oderwać się od tej pozycji. Nie mogę się doczekać kolejnych książek autorki, którą od pewnego momenty kocham.

Czytając, przebiegło przeze mnie milion uczuć! Bo powieść ta jest nie tylko o miłości. Jest też o życiu i śmierci. Może powinnam o tym wspomnieć od razu. Bohaterowie uświadomili mi, że śmierć spotka nas wszystkich, jednak przed tym wydarzeniem mamy przed sobą całe życie i nie można go zmarnować, ponieważ nigdy nie wiadomo, kiedy to życie może się skończyć. Chociaż rzadko mi się to zdarza podczas czytania, nie obyło się bez chusteczek...

Mimo tak refleksyjnego zakończenia, serdecznie polecam Wam wszystkim tę powieść! Obiecuję, że będziecie się dobrze bawić, miło spędzicie czas, a przy tym wyniesiecie z tego coś więcej. Bo to nie jest książka do śmiechu, niesie ona ze sobą większe przesłanie, które chwyta za serce.

środa, 26 października 2022

"Czasami robimy coś dla ludzi, których kochamy, choć dla siebie byśmy tego nie zrobili" - "Reminders of him. Cząstka ciebie, którą znam" C. Hoover

 


Czy umiecie wyobrazić sobie, że nagle z dnia na dzień zostajecie ze wszystkim sami? Źe nikt nie staje po waszej stronie i to wszystko tylko dlatego, że w przeszłości popełniliście jeden głupi błąd, który zaważył nie tylko na Waszym życiu, ale i na życiu innych? Poznajcie zatem Kennę Rowan, główną bohaterkę "Reminders of him".

Kenna po wyjściu z więzienia próbuje ułożyć sobie życie na nowo. Wraca do miejsca, w którym była szczęśliwa, a które jednocześnie wiąże się z bolesnymi wydarzeniami. Chce zmierzyć się z przeszłością i odzyskać córkę. Niestety, okazuje się, że spalonych przez nią wcześniej mostów już nie da się odbudować. Jedyną osobą, która mimo początkowej niechęci zaczyna wspierać Kennę, jest Ledger Ward, właściciel lokalnego baru. Rodzi się między nimi nić porozumienia, a potem fascynacja. Jednak romans wiąże się z ryzykiem - relacja z Ledgerem może zadecydować o przyszłości Kenny i jej córki.

Colleen Hoover niewątpliwie potrafi zaserwować czytelnikowi porządną dawkę emocji. "Reminders of Him" jest nimi przesiąknięta i to jedna z tych książek, które albo czytasz na raz i dajesz się ponieść fabule z całym dobrem i złem jakie się w niej znajduje, albo dawkujesz ją sobie stopniowo. Jednak jakkolwiek by do niej nie podejść, historia Kenny powoduje, że serce pęka.

To nie jest łatwa historia, jest intensywna, przejmująca, poziom wrażliwości jaki został tu pokazany wniknął we mnie dogłębnie, a jako mama przeżywałam tą książkę strasznie mocno. Wyobrażałam sobie siebie na miejscu Kenny i to było nie do ogarnięcia. Myślę, że to najsmutniejsza książka w dorobku autorki, a fragmenty z listami Kenny do ukochanego Scotty'ego były tak bardzo wzruszające.

Pokazana jest tu nie tylko walka o dziecko, ale też walka o drugą szansę, o nowy początek, a przede wszystkim o wybaczenie. Pokazana jest tu niesprawiedliwość, napiętnowanie, odrzucenie z jakimi musi zmierzyć się osoba po wyjściu z więzienia, ale też siła woli i determinacja bohaterki w dążeniu do celu. Ta historia generuje całą masę cierpienia, tęsknoty i miłości, jest tak bardzo prawdziwa, krucha, wyjątkowa, po prostu w całym tym bólu piękna.

To nie romans jest tu głównym wątkiem aczkolwiek pięknie dopełnia całą historię. No i postać Diem jest tutaj tym promyczkiem, który sprawiał, że nie zalałam się całkowicie łzami.

Książka jest tak naprawdę dla każdego dorosłego czytelnika, dla matki, babki i córki. Nie powstrzymacie podczas lektury łez. Taka prawdziwa, bolesna a zarazem piękna historia, którą polecam dosłownie każdemu !

sobota, 22 października 2022

"W większości wypadków im dziwniejsza wydaje się sprawa, tym banalniejsze rozwiązanie" - "Sherlock Holmes i sztuka we krwi" B. MacBird

 

Czy bohatera wymyślonego przez jakiegoś pisarza należy pochować wraz z nim? MacBird swoją książką zdecydowanie mówi nie i wskrzesza na nowo postać jednego z najbardziej znanych detektywistycznych geniuszy, jakim jest Sherlock Holmes i jego wierny przyjaciel doktor John Watson. Czy jej się udało? Moim zdaniem tak i w tej recenzji postaram się tą tezę obronić.

Rzecz dzieje się w wiktoriańskim Londynie. Do znanego ze swej detektywistycznej skuteczności Sherlocka,  przychodzi tajemniczy, zaszyfrowany list od gwiazdy francuskiego kabaretu, której syn zaginął. Sprawa zaginięcia okazuje się być powiązana z kradzieżą bezcennego posągu oraz niewyjaśnioną sprawą śmierci kilku innych dzieci. Czy Holmes nękany dawnym uzależnieniem od kokainy nie stracił swego instynktu ? Czy słynny detektyw wraz ze swym nieodłącznym przyjacielem Watsonem rozwiążą skomplikowaną zagadkę ?

Powieść Bonnie MacBird jest doskonale przemyślana. Napisanie powieści detektywistycznej wymaga ogromnego skupienia, wielu notatek i wielokrotnego sprawdzenia, czy aby na pewno żaden wątek nie zaginął po drodze. Dodatkowo sprawę utrudnia sama postać Sherlocka Holmesa. Opisując jego przygody, należy uważać na zachowanie geniuszu bohatera. Nie można pozostawić żadnych niedociągnięć, które zostałyby natychmiast wychwycone przez fanów. Autorka „Sztuki we krwi” doskonale sobie z tym zadaniem radzi. Nie miałam jeszcze przyjemności prześledzić wszystkich oryginalnych przygód detektywa, jednak styl tej powieści nie odbiega zanadto od tych, które czytałam.

Dobrze widoczny jest schemat powieści kryminalnej - zawiązanie akcji, rozwinięcie, kulminacja i wreszcie rozwiązanie. Nuda? Skądże. Na tym schemacie oparte są powieści, opowiadania, nawet filmy czy seriale. Bonnie MacBird rozbija go nieco, dzieląc powieść na księgi. Rozdziały z kolei są krótkie, co nadaje akcji dynamizmu.

„Sherlock Holmes i sztuka we krwi” to jedna z najlepszych powieści detektywistycznych, z jakimi miałam do czynienia. Styl i maniera pisania nawiązują do oryginalnych tekstów Conana Doyle’a. Dzięki temu wieloletni fani mogą szukać w niej kontynuacji klasycznych przygód detektywa, a tym początkującym posłuży za wstęp do dawnych tekstów.

środa, 19 października 2022

"Oczami umysłu można zobaczyć więcej niż oczami ciała" - "Karty na stół" A. Christie

 

Kolejna książka Agaty Christie za mną. Historie tej pisarki pochłaniam za jednym razem. Kocham ich strukturę, ten wspaniały klimat, złożone zagadki, to, że czytając czuję się jakbym faktycznie uczestniczyła w rozwiązywaniu tajemnicy. Już samo wyjęcie powieści z paczki i jej dotknięcie napawa mnie przyjemną ekscytacją i dreszczykiem emocji. Po tej autorce nigdy nie wiem czego się spodziewać, każda kolejna przeczytana strona jest źródłem niespodzianek i zaskakujących zwrotów akcji. 

Pan Shaitana, cudzoziemiec z Orientu, ma egzotyczne hobby: sprasza na brydża morderców. Co gorsza, podczas spotkania pozwala sobie na słabo zawoalowane aluzje. Przynajmniej jeden z brydżystów słucha go uważnie, ponieważ gospodarzowi nie udaje się doczekać końca kolejnego robra... Wśród zaproszonych są jeszcze: pisarka poczytnych kryminałów Ariadna Oliver i niemniej słynny detektyw - Herkules Poirot. 

"Karty na stół" są napisane prostym, lekkim i przyjemnym językiem, zrozumiałym dla szerokiego grona odbiorców. Powieść czyta się naprawdę szybko, mnie zajęło to zaledwie dwa dni. Fabuła niesamowicie wciąga, a co najważniejsze – czytelnikowi ciężko od razu domyślić się, kto jest mordercą Shaitany. Agata Christie ma to do siebie, że potrafi mocno skomplikować całą sytuację, w wyniku czego na jaw wychodzi wiele innych historii. To dodatkowo sprawia, że odbiorca sięga po jej dzieła bardzo często.

Lubisz domyślać się, kto zabił? "Karty na stół" to książka idealna dla Ciebie! "Karty na stół" są idealne nie tylko na samotne wieczory, ale również wtedy, gdy chcemy się zrelaksować. Gorąco polecam wszystkim, którzy tak jak ja uwielbiają snuć przypuszczenia i sprawdzać, jak dobrzy są w swoich rozważaniach. Nie pożałujecie, zapewniam! Natomiast tych, którzy nie mieli nigdy styczności z dziełami pani Christie, zachęcam do tego, by poszerzali horyzonty i sięgnęli po pozostałe jej powieści. Dreszczyk emocji gwarantowany. Miłej lektury!

niedziela, 16 października 2022

"Jednak prawdą jest, że każdy ma swoją cenę" - "Wielka czwórka" A. Christie


Po raz kolejny miałam przyjemność powrócić do twórczości jednej z moich ulubionych pisarek kryminalnych oraz mojego drugiego ulubionego (zaraz po Sherlocku Holmesie) detektywa w literaturze, czyli Herculesa Poirot. Pomysł na wątek książki był bardzo dobry. Wielka Czwórka. Czterech najsilniejszych przestępców kontra Wielki i Wspaniały Hercules Poirot wraz ze swoim wiernym przyjacielem Hastingsem. 

Na Herkulesa Poirota tym razem czeka nie lada wyzwanie. Belgijski detektyw musi zmierzyć się z wieloma zagmatwanymi sprawami. Wszystkie ślady prowadzą do Wielkiej Czwórki – tajnej organizacji, której celem jest objęcie władzy nad światem. Szybko okazuje się, że nad Poirotem i kapitanem Hastingsem gromadzą się ciemne chmury. Przywódcy Wielkiej Czwórki są zdecydowani pozbyć się nieproszonych gości. I zdecydowanie nie przebierają w środkach…

Z początku dość sceptycznie podchodziłam do „Wielkiej Czwórki”. Osobiście wolę skupiać się na jednej zawiłej sprawie, niż skakać po różnych śledztwach. Jednak tym razem taka była koncepcja całej fabuły – skupiamy się na wielu pozornie niezwiązanych ze sobą wydarzeniach i powoli odsłaniamy wszystkie karty. A jednocześnie wcale nie odchodzimy od głównego tematu. Cieszę się, że autorka w tak prosty i przyjemny sposób połączyła ze sobą wszystkie wątki. Stworzyła świetną historię z solidnym zakończeniem, którego się nie spodziewałam. Jak zawsze jestem pod dużym wrażeniem!

Herkules Poirot robi co może, aby znaleźć powiązanie między różnorodnymi sprawami kryminalnymi a tajną, przestępczą organizacją. I, chyba to nikogo nie dziwi, idzie mu zaskakująco dobrze. Jak zwykle jestem pełna podziwu, dla małych szarych komórek Poirota.

Również postać kapitana Hastingsa zasługuje na pochwałę. Jest to bohater, z którym łatwiej jest mi się utożsamić. To mężczyzna, który robi co może, aby dorównać genialnemu przyjacielowi. Naprawdę świetna postać, którą szczerze polubiłam.  

Podsumowując, książka jest naprawdę dobra. Cała historia jest bardzo wciągająca (pochłonęłam ją w jeden dzień) i ciężko jest się od niej oderwać choćby na minutę. Agata Christie w najczystszej postaci, chociaż sceptycy i miłośnicy jej klasycznych powieści mieliby się pewnie do czego przyczepić, jednak ja tu wad nie znajduję i polecam tą książkę z czystym sercem!


czwartek, 13 października 2022

"Prowokować można tylko do pewnego momentu, później ten ktoś pęka" - "Carrie" S. King

 

Wyobraźcie sobie przez chwilę: jesteście nastolatką, która chce być taka jak wszyscy, ale przez swoje wychowanie nie możecie, bo bliscy ciągle Was ograniczają, przez co jesteście w szkole obiektem drwin i żartów. Rówieśnicy nieustannie Was prowokują, wystawiając Waszą cierpliwość na próbę, jakby czekając, kiedy pękniecie. Tak właśnie jest w tej książce. Skutki tego są tragiczne, jak to u Kinga. Poznajcie "Carrie".

Carrie White jest inna niż wszyscy. Nie chodzi na prywatki, nie interesują się nią chłopcy, stanowi obiekt kpin i docinków. Matka - religijna fanatyczka - za wszelką cenę usiłuje chronić ją przed grzechem. Pewnego razu Carrie się jednak buntuje i idzie na szkolny bal. Gdy tam pada ofiarą okrutnego żartu, rozpętuje się piekło... dziewczyna jest bowiem telekinetką o olbrzymiej mocy, której postanawia użyć, by zemścić się na swoich prześladowcach. Ci, którzy ją dręczyli, gorzko tego pożałują.

Ta książka to debiut pisarski Stephena Kinga i nie można jej nic specjalnie zarzucić. Pomysł i forma są naprawdę ciekawe. Autor podchodzi do tematu telekinezy niemal naukowo, przeplata akcję z wycinkami z prasy, artykułami, fragmentami z książek i pamiętników czy zeznań świadków. Pomimo iż według głównego nurtu nauka nie uznaje zjawiska telekinezy (nie ma na nią dowodów), to autor prowadzi historię tak jakby to było jak najbardziej powszechne zjawisko.

Pora powiedzieć co nieco o bohaterce. Czujemy do niej bardziej żal, niż strach. Masakra, której dokonuje, jest okrutna i szokująca, ale jednak nie aż tak straszna. Mniej więcej wiemy przecież, zanim dojdziemy do momentu zemsty, jak zakończy się historia. King jest mistrzem wzbudzania napięcia i dlatego konstrukcja książki pod względem ujawnienia wydarzeń wcale nie jest chybiona, a jednak Carrie przytrzymująca i przenosząca siłą umysłu ludzi, zamykająca wzrokiem drzwi, odkręcająca zraszacze i dokonująca na odległość kolejnych wybuchów nie staje się dla czytelnika potworem. Jest po prostu zagubioną nastolatką, jak zresztą tłumaczy jej koleżanka, Sue Snell.

Na największą uwagę jeszcze zasługuje aspekt zderzenia mocy telekinezy z religią, co King wprowadza dzięki postaci fanatycznej matki. Dar uaktywnia się szczególnie po pierwszej menstruacji Carrie, poprzez krew, co Margaret White interpretuje jako dar od diabła, zrodzony wraz z grzechem kobiecości. Dla Margaret córka jest czarownicą, z którą powinna walczyć. Pamiętam, że podczas lektury trochę mnie ten fanatyzm i ciemnota denerwowały. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła wychowywać swoje dziecko w takiej ciemnocie.

Podsumowując, książka powala na kolana. Przynajmniej powaliła mnie. Dwie jej ekranizacje - oryginalna Briana de Palmy z 1976 roku oraz ta "najświeższa" z 2013 roku - czekają w mojej prywatnej kolejce "do obejrzenia". Samą książkę naprawdę serdecznie polecam!

niedziela, 9 października 2022

"Jak to jest wyczuwać demony?" - "Demon" P. Hendel

 


"Demon", czyli 5 tom serii "Zapomniana księga" zamyka przygody Huberta Sierpnia i jego przyjaciół. Nastolatkowie są coraz bliżej odkrycia sekretów związanych z apokalipsą i tajemniczymi wizjami. Ich droga prowadzi jednak przez kolejne przeszkody, które bohaterowie muszą przezwyciężyć, by poznać odpowiedzi na swoje pytania.

W "Demonie" akcja trzyma w napięciu właściwie od samego początku do końca. I choć nie ma tu tak jasnego punktu kulminacyjnego jak w poprzednich książkach, akcja prowadzi w bohaterów w różne rozsiane po Polsce miejsca i zakańcza wcześniej rozpoczęte wątki. W pewnych miejscach autorka puszcza oczko do czytelników, którzy znają jej twórczość, a mi ta decyzja bardzo się podobała.

Tym za co niezmiennie doceniam tę serię jest świetna kreacja świata. Bohaterowie właściwie z dnia na dzień muszą nauczyć się obywać bez technologii i wszelkich osiągnięć cywilizacyjnych. Bardzo podobało mi się to, że w książkach pokazane jest to w jak różny sposób ludzie starają się poradzić sobie w nowej rzeczywistości. Na dodatek okazuje się, że na świecie pojawiają się demony. Część społeczeństwa je tępi, inni po jakimś czasie postanawiają je oswoić. Wszyscy jednak dążą do choć częściowej odbudowy tego, co stracone i co mogłoby znacznie zwiększyć komfort życia codziennego.

Przez 5 tomów bohaterowie dorastają, a relacje między nimi się zmieniają. I choć nie do wszystkich czuję podobną sympatię, bardzo polubiłam postać Huberta w przypadku którego te zmiany są najbardziej widoczne. Z rozwydrzonego nastolatka zmienia się w rozsądnie myślącego, choć czasami narwanego mężczyznę, który zrobi wszystko dla swoich bliskich. Zuza, Iza czy Ernest mimo różnych perypetii silnie stoją u jego boku i starają się odtworzyć koalicję północy.

Bardzo podobał mi się słowiański aspekt tych książek. Akcja dzieje się na Pomorzu, a w książce pojawia się wiele nawiązań do rodzimej mitologii i demonów, których wątek w całej historii jest bardzo istotny. Wraz z rozwojem fabuły bohaterowie poznają coraz więcej demonów o których nawet oni, mimo swojej wiedzy, którą dzięki swoim podróżom zgromadzili, nie słyszeli.

Seria "Zapomnianej Księgi" zdecydowanie należy do moich ulubieńców. Totalnie podoba mi się klimat wiejskiego postapo w którym umieszczono elementy słowiańskich wierzeń. Jestem pewna, że jeszcze wrócę do tej historii, a jeśli jeszcze jej nie znacie, polecam dać tym książkom szansę.

"Dochowanie wierności swoim marzeniom wymaga ogromnej siły" - "Pamiętnik" N. Sparks

  O Nicholasie Sparksie słyszał już chyba każdy, jeżeli nie to jestem w szoku. Otóż jest to amerykański pisarz światowych bestsellerów z któ...