środa, 23 marca 2022

"Dzięki miłości wszystko jest możliwe" - "Dom ziemi i krwi cz.1" S.J. Maas

 

Sarah J. Maas to jedna z moich ulubionych autorek. Po przeczytaniu jej obu serii "Szklany tron" oraz "Dwory", które były skierowane głównie do młodzieży, zdecydowałam się sięgnąć po pierwszą książkę Maas dla dorosłych, a zarazem początek kolejnej serii "Księżycowe miasto", czyli "Dom ziemi i krwi", a konkretnie pierwszą część tegoż tomu. Czy mnie porwała? Zaraz się dowiecie.

Główną bohaterką jest Bryce Quinlan, dziewczyna będąca w połowie cżłowiekiem, a w połowie Fae. W dzień pracuje dla handlarza antyków, sprzedając nie do końca legalne magiczne artefakty, a nocą imprezuje razem z przyjaciółmi, delektując się każdą przyjemnością jaką Lunathion – znane również jako Crescent City – ma do zaoferowania. Ale gdy bezwzględne morderstwo wstrząsa miastem, wszystko zaczyna się rozpadać – również świat Bryce, gdyż ofiarami tej makabrycznej zbrodni są jej przyjaciele, w tym Danika, dziewczyna z którą Bryce łączyła wręcz siostrzana więź. Do wyjaśnienia zagadki zbrodni zostaje zaangażowany, oprócz Bryce oczywiście, również Hunt Athalar, upadły anioł i niewolnik Gubernatora, zwany również Cieniem Śmierci. W toku śledztwa okazuje się, że zbrodnia ma bardziej mroczne tajemnice niż można się było tego spodziewać, a żeby je rozwikłać, Hunt i Bryce muszą zacząć ze sobą współpracować...

Po Maas mogłam się spodziewać absolutnie wszystkiego. Ale nie takiego totalnego rollercoastera jeśli chodzi o akcję! Autorka pędzi jak szalona z kolejnymi zwrotami akcji. Gdy już się wydaje, że jesteśmy nieco bliżej rozwiązania zagadki, to ona wrzuca kolejne wydarzenie mające mniejsze bądź większe znaczenie dla fabuły. Ale nie psuje to bynajmniej przyjemności z czytania.

Książka jest utrzymana w konwencji kryminału fantasy. Mamy zbrodnię, dość makabryczną, prawdopodobnie dokonaną przez demona prosto z krainy zwanej Hel. Trup ściele się gęsto jak na pierwszą część, ale dzięki temu pewne części układanki powoli zaczynają się składać. 

A co w tej książce jest z fantasy? Postacie wzięte z mitologii i ożywione na nowo (jak choćby chimery), anioły, fae, postacie zmiennokształtne... Dużo by tego wymieniać. Nie przypomina Wam to czegoś, zwłaszcza te dwa ostatnie typy? Tak, to postacie zaczerpnięte z poprzednich serii Maas. Coś autorka musi naprawdę uwielbiać fae i zmiennokształtne i to na tyle, że stają się jej znakiem rozpoznawczym.

A jesli już mowa o inspiracjach poprzednimi seriami... Jeśli dobrze się wczytacie znajdziecie jedno podobieństwo między Huntem Athalarem a pewnymi postaciami z serii "Dwory". Jest to wątek powiązany z pewnym rodzajem niewolnictwa, ale o tym więcej nie powiem, sami przeczytajcie. Jeśli znacie "Dwory" to się domyślicie o co mi chodzi.

Na wspomnienie zasługuje również bardzo mocno rozwinięty wątek emocjonalny, zwłaszcza ten dziejący się pomiędzy Huntem i Bryce. Nie można nie zauważyć, że pomiędzy tą dwójką jest chemia. Oboje są po przejściach, oboje stracili kogoś bliskiego w wyniku tragicznych wydarzeń. Mimo iż pozornie wszystko ich dzieli, to nie da się nie zauważyć, jak wiele ich łączy. Nie byłabym sobą, gdybym bardzo gorąco temu uczuciu nie kibicowała.

Należałoby również powiedzieć co nieco o Bryce. Szybko odnalazłam w niej dziewczynę podobną do mnie, gdyż tak jak ona straciłam kogoś bardzo mi bliskiego zbyt wcześnie. Ja co prawda zemsty za śmierć przyjaciółki nie szukam, ale równie mocno jak Bryce przeżywam taką stratę, nawet po upływie czasu. Bo są rany, których nawet czas nie potrafi naprawić.

Czy polecam tą książkę? Oczywiście, że tak! Jeśli lubicie kryminały fantasy i nie boicie się całego mnóstwa trudnych zwrotów oraz lubicie mrożące krew w żyłach zbrodnie, to ta książka powinna Wam się spodobać. 

środa, 16 marca 2022

"Każdy z nas potrzebuje w życiu ciepła i szuka światła" - "Niewinność" D. Koontz

 

Książki pana Koontza są dość specyficzne. W przeszłości zdołałam przeczytać zaledwie dwie z nich i praktycznie zawsze pod pewnymi względami były podobne i na swój sposób dziwne, co jednak nie umniejszało ich walorom czytelniczym, które były ogromne. Dlatego też wiele spodziewałam się po książce "Niewinność", otrzymanej od mojego przyjaciela w prezencie urodzinowym. Czy spełniła swoje zadanie i wciągnęła mnie bez reszty tak jak poprzednie dwie lektury tego samego autora? Zaraz się przekonacie.

Głównym bohaterem jest Addison Goodheart, który prowadzi życie odludka, ukrywającego się przed całym światem. Od samego początku jego życie wydawało się beznadziejne. Tuż po urodzeniu akuszerka, witająca go na świecie, w szale próbowała odebrać mu życie. Przez następne lata jego matka podejmowała tę samą próbę czterokrotnie. Nie potrafiła znieść widoku swojego syna. On jednak ani na chwilę nie przestawał jej kochać. W końcu, wypędzony z domu, trafił do miasta, gdzie żył przez następne lata. Jego życie codziennie stawało pod znakiem zapytania, aż pewnego dnia spotkał Gwyn, dziewczynę również mocno doświadczoną przez życie i wiodącą, podobnie jak on, życie samotniczki.

Powyższy opis mógłby być dobrym wstępem do jakiegoś taniego romansidła, ale zapewniam Was, książka Koontza absolutnie takowym nie jest. Wątek romantyczny jest tu zepchnięty mocno na margines. Opowieść to typowy thriller z elementami paranormalnymi, charakterystycznymi dla Koontza dziwnymi postaciami prześladującymi bohaterów oraz mocno denerwująca postać Ryana Telforda, która z uporem maniaka prześladuje Gwyn i za wszelką cenę chce ją dopaść.

I teraz właśnie o tej postaci powiem nieco więcej. Koontz zbudował postać głównego antagonisty wręcz po mistrzowsku - ten człowiek miał wkurzać, irytować i maksymalnie zniechęcić do siebie czytelnika. To się autorowi udało. Fakt, iż facet był wręcz maniakalnym pedofilem jeszcze bardziej spotęgował moją nienawiść do niego.

Na uwagę zasługuje również fakt, iż wydarzenia bieżącej fabuły poprzeplatane są retrospekcjami Addisona. Zazwyczaj w książkach motyw ten używany jest, by brutalnie przerwać czytelnikowi pełną napięcia scenę i zostawić ja niedopowiedzianą aż do kolejnego rozdziału. Klasycznie drażniące, jednak tutaj autor dość płynnie przechodzi od wydarzeń obecnych do przeszłych.

Kto czytał już książki Koontza, ten w „Niewinności” dopatrzy się klasycznego dla autora motywu. Tu również psy zostały wywyższone ponad ludzi i zestawione praktycznie na równi z aniołami. Myślę, że wielu mogłoby się od niego uczyć owego podejścia.

Teraz pora przejść do minusów książki, a tych jest na szczęście niewiele. Jedyną rzeczą do której mogłabym się przyczepić jest pojawianie się pewnych zdarzeń kompletnie znikąd i niemających żadnego pokrycia w przeszłych wydarzeniach. Przez chwilę bałam się, że coś pominęłam podczas czytania wcześniejszych stron, ale na szczęście (a może i nieszczęście) tak nie było, chociaż bardziej wrażliwego czytelnika mogłoby to mocno zirytować.

Mimo wszystko serdecznie polecam Wam tą książkę. Jeśli nie boicie się zdarzeń paranormalnych oraz dziwnych postaci, to ta książka zdecydowanie jest dla Was. Ale tylko dla czytelników o naprawdę mocnych nerwach.


niedziela, 13 marca 2022

"Światem rządzi pieniądz" - "Negocjator" J. Patterson, M. Ledwidge

 

Od kiedy tylko pamiętam, zawsze lubiłam twórczość Jamesa Pattersona. Zaczytywałam się w powieściach z serii "Kobiecy Klub Zbrodni" oraz książkami o Alexie Crossie i dzięki temu ten autor szybko zyskał status jednego z moich ulubionych. Dlatego w ogromną radość wprawił mnie mój przyjaciel, który z okazji świąt Bożego Narodzenia postanowił podarować mi książkę "Negocjator", będącą pierwszym tomem serii przygód policyjnego negocjatora Michaela Bennetta.

Ameryka pogrąża się w żałobie po zagadkowej śmierci ukochanej Pierwszej Damy. Na pogrzeb żony byłego prezydenta USA w największej katedrze w Nowym Jorku przybywa elita: czołowi politycy, milionerzy, gwiazdy mediów. Ale podniosła uroczystość zamienia się w koszmar uzbrojeni po zęby napastnicy dostają się do środka i biorą ponad setkę zakładników. Nie wahają się zabić kilkorga z nich, by udowodnić, iż grają śmiertelnie serio. Do akcji wkracza policyjny negocjator, detektyw Michael Bennett. Przez kilka dni będzie musiał stawić czoło najbardziej bezwzględnemu przeciwnikowi, z jakim kiedykolwiek miał do czynienia. To na niego zwrócone są oczy całego świata, on poniesie odpowiedzialność za ewentualną porażkę. Tymczasem w szpitalu, po kilku latach heroicznej walki, umiera jego własna żona.

Książka ogromnie przypadła mi do gustu. Jak już wspomniałam, została mi podarowana na Gwiazdkę i zupełnie przez przypadek podczas lektury zorientowałam się, że jej akcja dzieje się... właśnie w okresie świąt Bożego Narodzenia, co na swój sposób czyni ją książką "świąteczną". Mimo tego, że nie jest zbyt wesoła, bo wszak to kryminał, a święta odgrywają tam dość marginalną rolę. To wszystko nie przeszkadzało mi odczuwać jej jako książki z motywem świątecznym.

Czytało się ją szybko. Pisana dość prostym językiem książka z charakterystycznym dla Pattersona dzieleniem jej na krótkie rozdziały, które wciągały czytelnika bez reszty niczym dobry film akcji. Akcja przyspieszała cały czas i gdy człowiek już myślał, że jest blisko rozwiązania zagadki albo złapania przestępców, Patterson udowadniał mi, że jestem w błędzie i wprowadzał kolejny zwrot akcji.

Na uwagę zasługuje również tutaj wątek emocjonalny, który mnie jako kobietę mocno złapał za serce. Wraz z głównym bohaterem przeżywałam smutek związany z chorobą jego żony. Może nie płakałam jak na ostatnim filmie o Jamesie Bondzie, ale ta część książki poruszyła mnie do głębi.

Jedynym minusem, do którego mogłabym się przyczepić, była mała ilość samych scen negocjacji, autor ograniczył te sceny do minimum. Zabrakło mi trochę napięcia. Policja robiła w sumie wszystko co porywacze chcieli, tak jakby nie umieli postawić na swoim i przeciwstawić się agresorom. Mogłabym się również doczepić o schematyczność autora - dobrzy bohaterowie byli wręcz nieskazitelni, a źli w 100% zepsuci. Niemniej jednak mimo tego książkę czytało się dobrze.

Czy mogę polecić tą książkę? Absolutnie tak! Jeśli lubicie książki z wartką akcją i nie przeszkadza Wam ocieranie się o pewne schematy sylwetek bohaterów, to "Negocjator" jest dla Was. Idealna powieść do pochłonięcia w dwa-trzy wieczory. 

niedziela, 6 marca 2022

"Musimy się nauczyć wybaczać przede wszystkim sobie samym" - "Dwór srebrnych płomieni cz.2" S.J.Maas

 

I w końcu dotarłam do końca serii "Dwory" autorstwa mojej ulubionej Sarah J. Maas. Chociaż może lepsze w tym przypadku byłoby słowo "dobrnęłam". Mimo, że akcja ostatniego tomu nie jest "przegadana" jak w poprzedniej jego części, to były momenty, że książkę czytało się naprawdę topornie. A czemu? Zaraz to wyjaśnię.

Nesta Archeron i Kasjan, mimo dzielących ich różnic nie do pogodzenia i wzajemnych animozji, w wyniku działań wrogich dworowi Feyry i Rhysanda sił, znajdują się po jednej stronie barykady. Zdradzieckie ludzkie królowe, które powróciły na kontynent podczas ostatniej wojny, uformowały nowy niebezpieczny sojusz, zagrażający kruchemu pokojowi na świecie. To, czy uda się powstrzymać wroga, zależy od tego, czy Kasjan i Nesta odsuną na bok nierozwiązane spory i ramię w ramię staną do walki. W świecie wyniszczonym wojną i dręczonym niepewnością Nesta i Kasjan staną do walki nie tylko z wewnętrznymi demonami, ale też potworami z zewnątrz, starając się jednocześnie znaleźć zrozumienie i uzdrowienie w swoich ramionach.

Na początek poruszę ponownie temat scen erotycznych, którymi poprzednia część była wręcz przepełniona, tak w tej nie jest ich znowu tak dużo, co jest jak najbardziej na plus dla autorki. Sprawiło to, że książkę czytało się faktycznie jako powieść fantasy pełną przygód i niebezpieczeństw, a nie jako erotyk tylko udający fanastykę. 

Ponad to trzeba przyznać autorce, że odrobiła lekcję z poprzedniej części i wprowadziła nieco więcej akcji do tej drugiej. Nie było może aż tak dużo scen walki jak można się było tego spodziewać, ale też nie mogłam narzekać na nudę. 

Mimo tego, książkę czytało mi się momentami naprawdę trudno. Akcja chwilami była tak nudna i absurdalna, że miałam ochotę odłożyć książkę na bok. Do tego dochodził jeszcze język, który mniej wytrwałego czytelnika odrzuciłby od razu. 

Poza tym, nadal niezrozumiałe dla mnie jest podzielenie tej książki na dwie części. Spokojnie można było wszystko zamknąć w jednym grubszym tomie. Ale to oczywiście tylko moja opinia. Być może autorka chciała pokazać różnicę i przemianę, jaka nastąpiła w głównej bohaterce i dlatego podzieliła książkę na dwie części, żeby jeszcze bardziej to uwydatnić. Niemniej jednak jest to dla mnie decyzja niezrozumiała i z tego co wiem, część czytelników jest podobnego zdania.

Pomijając wszelkie wady i zalety tej książki, jej lektura była dla mnie przyjemnością. Wreszcie mogłam poznać zakończenia pewnych wątków, chociaż w sumie powinnam znienawidzić autorkę za pozostawienie jednego wątku otwartego. A jaki to wątek? To już przeczytajcie sami. Polecam serdecznie!

środa, 2 marca 2022

"Wspólna śmierć to jednak nie to samo co wspólne życie" - "Dwór srebrnych płomieni cz.1" S.J. Maas

 

Spotkałam się z różnymi opiniami na temat tej książki. Jedni mówili, że jest dobra, a jeszcze inni, że to wręcz erotyk przepełniony graficznymi, szczegółowymi i wręcz odrzucającymi opisami seksu. Mając gdzieś z tyłu głowy te opinie oraz będąc świeżo po lekturze poprzednich części "Dworów" sięgnęłam w końcu po pierwszą część "Dworu srebrnych płomieni", by wydać na jej temat własny osąd.

Tym razem główną bohaterką książki jest starsza siostra Feyry, Nesta Archeron. Od zawsze dumna, wybuchowa i niezbyt skłonna do wybaczania. Odkąd zmuszono ją do wejścia do Kotła i została Fae wbrew swojej woli, walczy o znalezienie własnego miejsca w zabójczym i niebezpiecznym świecie. Co gorsza, wojna i wszystko, co w niej straciła, wypaliły w jej duszy niezatarte piętno. Jedyną osobą, która rozpala ją bardziej niż ktokolwiek inny, jest Kasjan, tajemniczy i twardy wojownik na Dworze Nocy Rhysanda i Feyry. Między Nestą a Kasjanem płonie prawdziwy ogień. Żar jednak może spalić lub oczyścić. Tymczasem zdradzieckie ludzkie królowe, które powróciły na kontynent podczas ostatniej wojny, zawarły nowy niebezpieczny sojusz, zagrażający kruchemu pokojowi, który zapanował w królestwach. Klucz do powstrzymania kolejnej wojny dzierżą wspólnie właśnie Nesta i Kasjan. By jednak ocalenie pokoju było możliwe, te dwa żywioły muszą zacząć ze sobą współpracować. Czy będzie to możliwe?

Rzeczywiście jest w tej książce wręcz pełno opisów seksu. I dla mnie, jako dla osoby samodzielnie piszącej opowiadania zawierające czasami graficznie opisane sceny erotyczne, były czasami odrzucające i zbyt wulgarne jak na ten gatunek. Ale myślę, że stoi za tym myśl autorki, by pokazać prawdziwą dzikość i ogień relacji Nesty z Kasjanem oraz nieposkromioną Ilyryjską naturę samego Kasjana. I to jest dla mnie jak najbardziej w porządku. Niemniej jednak opisy masturbacji mogła sobie autorka darować. 

Obserwujemy tu także prawdziwą przemianę Nesty. Z awanturniczej i niepokornej dziewczyny bez skrępowania wydającej pieniądze siostry na drogie imprezy stała się wojowniczką, której coraz bardziej na sercu leży los siostry, jej męża oraz innych bliskich jej osób. Podejmuje ona walkę z samą sobą i własnym wybuchowym charakterem. Czy ją wygrywa? Przekonajcie się sami.

Dla mnie samej książka była dość przeciętna. Czytało się ją dobrze, jednak czasami bywały momenty, że nużyła, a przebiegi kolejnych rozdziałów stawały się zbyt przewidywalne. Teraz biorę się za drugą część tej książki i ciekawa jestem, czy będzie choć trochę lepsza od pierwszej.

Niemniej jednak książkę przeczytać warto, choćby dla wydania własnego osądu. Polecam serdecznie!


"Dochowanie wierności swoim marzeniom wymaga ogromnej siły" - "Pamiętnik" N. Sparks

  O Nicholasie Sparksie słyszał już chyba każdy, jeżeli nie to jestem w szoku. Otóż jest to amerykański pisarz światowych bestsellerów z któ...