„Tajemnicza historia w Styles" to pierwsza powieść detektywistyczna Agaty Christie, wydana w 1920r. Zagadkowy tytuł, zagadkowa okładka. Klasyka kryminału, który każdy fan tajemnic podobno powinien przeczytać. Przeczytałam więc i ja.
Akcja dzieje się pod koniec pierwszej wojny światowej, na urokliwej angielskiej wsi. Kapitan Arthur Hastings, weteran wojenny, odpoczywa w posiadłości swojego przyjaciela, Johna Cavendisha. Tam właśnie dochodzi do morderstwa - zostaje otruta machocha Johna. Podejrzenia natychmiast padają na jej świeżo upieczonego, znacznie młodszego małżonka, nie cieszącego się sympatią domowników. Herkules Poirot, uchodźca z Belgii, oficer tajnej policji, zostaje poproszony o pomoc w rozwiązaniu zagadki zbrodni.
Mamy przed sobą klasyczny kryminał osadzony na angielskiej prowincji, gdzie każdy jest podejrzany, a na odpowiedzi musimy poczekać do ostatnich stron książki. Zatem co mi się w nim najbardziej podobało?
Przede wszystkim główny bohater. Choć tak naprawdę jest nim narrator – Hastings, to chyba nikt nie wątpi, że fabuła nie kręci się wokół niepozornego Belga - Herkulesa Poirot. Ekscentryczny, zakochany w sobie, przenikliwy, osadzający wiarę w rozumie, pozostawiając jednocześnie miejsce dla instynktu, to postać równie nieprzewidywalna jak zbrodnie, które próbuje rozwikłać. Herkules Poirot to gwiazda tej niepozornej książki i jeden z najbardziej rozpoznawalnych detektywów w historii literatury. Moim zdanie, w pełni zasłużenie.
Kolejna rzecz to klimat powieści. Czujemy, że czas płynie tu wolniej, a otaczająca roślinność zagłusza nas swoją żywotną sielanką. Relaksujemy się tym otoczeniem tak bardzo, że popełniona zbrodnia tym mocniej nas drażni. Wżera się w stan ukojenia i jedyne czego pragniemy, to by ktoś to w końcu załatwił, a my, znów spokojni, wrócimy do letnich przechadzek i drzemek. Tak powinno się nadawać tło powieści.
No i najważniejsze – zbrodnia. Już od zapoznania się bohaterami wyczuwamy w każdym nikczemne możliwości. Nie dlatego, że takie przejawia zachowaniem, ale dlatego, że Christie idealnie buduje napięcie między czytelnikiem, a postaciami. Uwypukla nawet najmniejszą ekscentryczność i rozdaje motywy, jak cukierki w czasie Halloween. Nikomu nie ufamy, przez co łatwo wpadamy w pułapkę podejrzewania wszystkich, zamiast skupić się na faktach. A te są nieubłagane, więc gdy nadchodzi rozwiązanie, możemy uczciwie przyznać, że nie ma w nim próby naciągnięcia odbiorcy na efektowne, ale nielogiczne zaskoczenie.
Jedynie to, że kilka kluczowych dowodów wydaje się być przed czytelnikiem lekko ukrytych, może niektórym psuć zabawę w wyścig ze słynnym detektywem. Christie stawia tu raczej na trzymanie nas w napięciu niż równą rywalizację. Mimo wszystko i tak parę łamigłówek po drodze rozwiązać zdążymy.
Podsumowując, kryminały Agaty Christie to mistrzostwo gatunku i zawsze będą mi się podobały. Tutaj do końca nie wiemy, "kto zabił" a poszlak jest tyle ile głównych bohaterów. Polecam serdecznie!
Akcja dzieje się pod koniec pierwszej wojny światowej, na urokliwej angielskiej wsi. Kapitan Arthur Hastings, weteran wojenny, odpoczywa w posiadłości swojego przyjaciela, Johna Cavendisha. Tam właśnie dochodzi do morderstwa - zostaje otruta machocha Johna. Podejrzenia natychmiast padają na jej świeżo upieczonego, znacznie młodszego małżonka, nie cieszącego się sympatią domowników. Herkules Poirot, uchodźca z Belgii, oficer tajnej policji, zostaje poproszony o pomoc w rozwiązaniu zagadki zbrodni.
Mamy przed sobą klasyczny kryminał osadzony na angielskiej prowincji, gdzie każdy jest podejrzany, a na odpowiedzi musimy poczekać do ostatnich stron książki. Zatem co mi się w nim najbardziej podobało?
Przede wszystkim główny bohater. Choć tak naprawdę jest nim narrator – Hastings, to chyba nikt nie wątpi, że fabuła nie kręci się wokół niepozornego Belga - Herkulesa Poirot. Ekscentryczny, zakochany w sobie, przenikliwy, osadzający wiarę w rozumie, pozostawiając jednocześnie miejsce dla instynktu, to postać równie nieprzewidywalna jak zbrodnie, które próbuje rozwikłać. Herkules Poirot to gwiazda tej niepozornej książki i jeden z najbardziej rozpoznawalnych detektywów w historii literatury. Moim zdanie, w pełni zasłużenie.
Kolejna rzecz to klimat powieści. Czujemy, że czas płynie tu wolniej, a otaczająca roślinność zagłusza nas swoją żywotną sielanką. Relaksujemy się tym otoczeniem tak bardzo, że popełniona zbrodnia tym mocniej nas drażni. Wżera się w stan ukojenia i jedyne czego pragniemy, to by ktoś to w końcu załatwił, a my, znów spokojni, wrócimy do letnich przechadzek i drzemek. Tak powinno się nadawać tło powieści.
No i najważniejsze – zbrodnia. Już od zapoznania się bohaterami wyczuwamy w każdym nikczemne możliwości. Nie dlatego, że takie przejawia zachowaniem, ale dlatego, że Christie idealnie buduje napięcie między czytelnikiem, a postaciami. Uwypukla nawet najmniejszą ekscentryczność i rozdaje motywy, jak cukierki w czasie Halloween. Nikomu nie ufamy, przez co łatwo wpadamy w pułapkę podejrzewania wszystkich, zamiast skupić się na faktach. A te są nieubłagane, więc gdy nadchodzi rozwiązanie, możemy uczciwie przyznać, że nie ma w nim próby naciągnięcia odbiorcy na efektowne, ale nielogiczne zaskoczenie.
Jedynie to, że kilka kluczowych dowodów wydaje się być przed czytelnikiem lekko ukrytych, może niektórym psuć zabawę w wyścig ze słynnym detektywem. Christie stawia tu raczej na trzymanie nas w napięciu niż równą rywalizację. Mimo wszystko i tak parę łamigłówek po drodze rozwiązać zdążymy.
Podsumowując, kryminały Agaty Christie to mistrzostwo gatunku i zawsze będą mi się podobały. Tutaj do końca nie wiemy, "kto zabił" a poszlak jest tyle ile głównych bohaterów. Polecam serdecznie!


























