czwartek, 29 grudnia 2022

"Dochowanie wierności swoim marzeniom wymaga ogromnej siły" - "Pamiętnik" N. Sparks

 


O Nicholasie Sparksie słyszał już chyba każdy, jeżeli nie to jestem w szoku. Otóż jest to amerykański pisarz światowych bestsellerów z których siedem zostało zekranizowanych. Do innych powieści prawa zostały sprzedane wytwórniom filmowym, więc jeszcze niejedną adaptację ujrzymy na ekranie.

Głównym bohaterem książki jest Noah Calhoun, którego poznajemy jako staruszka mieszkającego w domu spokojnej starości. Codziennie odwiedza jedną z pensjonariuszek, której z pamiętnika czyta historię swojej wielkiej miłości do Allie Nelson. Poznali się pewnego lata i od tamtej pory postanowili być nierozłączni i dzielić ze sobą każdy dzień, miesiąc i rok. Niestety ich drogi się rozeszły. Jednak po czternastu latach rozłąki znów się spotykają. Czy ich uczucie nadal trwa? Czy okaże się na tyle silne by pokonać przeszkody, które stoją na ich drodze do wspólnego szczęścia?

Muszę przyznać, że od samego początku polubiłam Noah. Jego osobowość, wierność swoim ideałom i romantyzm. Nie jest to Don Juan, ale cichy i spokojny facet, który potrafi zaskoczyć wybrankę swojego serca. Allie zaś jest typową pięknością z talentem malarskim. Dziewczyna jest piękna i zdaje sobie sprawę ze swoich atutów. Uczucie, które ich połączyło jest bardzo silne. W obecnych czasach taka miłość wydaje się absurdem, lecz warto wierzyć, że istnieje.

Język Sparksa jest prosty, ale barwny. Książkę czyta się błyskawicznie i niezwykle przyjemnie. Sam pomysł na fabułę jest ciekawy, nie mówiąc o malowniczym miejscu w którym rozgrywa się powieść. Szczerze mówiąc fabuła powieści jest prosta, język i bohaterowie tak samo. Jednak siłą tej książki jest prostota. Miłość wcale nie musi być naszpikowana milionem przeszkód i niepowodzeń by była niesamowita.

Książkę polecam każdej osobie, która jej nie czytała. Polecam także obejrzeć ekranizację, którą ja sama tak na marginesie muszę nadrobić. "Pamiętnik" to wzruszająca opowieść o miłości, przy której wylejecie hektolitry łez, ale i uśmiechniecie się niejeden raz. Było to moje drugie spotkanie z twórczością Nicholasa Sparksa i jak na razie jestem zadowolona. Mam nadzieję, że Wasz czas spędzony nad książką będzie równie miły jak mój.

poniedziałek, 26 grudnia 2022

"Życie, tak jak miłość, wydaje się wspaniałe dlatego, że nie trwa wiecznie.” - "A gdyby tak ze świata zniknęły koty?" G. Kawamura

 

Były w moim życiu książki, które mnie wzruszyły, ale też i takie, które wyciągnęły na wierzch skrywane długo emocje. „A gdyby tak ze świata zniknęły koty” to właśnie ta książka, która wycisnęła ze mnie łzy, zaplątała myśli i zmusiła do przemyślenia tego, co dla mnie ważne.

Pewnego dnia młody listonosz prowadzący spokojne, niczym nie wyróżniające się życie, dowiaduje się, że ma guza mózgu, a co za tym idzie - że nie zostało mu zbyt wiele czasu. Wówczas w jego domu pojawia się diabeł, który oferuje bohaterowi wydłużenie życia o kolejny i kolejny dzień, ale w zamian za to, ze świata znikają kolejne jego elementy. Czy listonosz zgodzi się na to, aby usunąć ze świata to co dotychczas było dla niego ważne?

To teoretycznie cienka książeczka z kotem na okładce, która napisana jest w bardzo prosty sposób. Praktycznie, świat przedstawiony przez autora pokolorowany jest całą paletą emocji - od zaskoczenia, przez smutek, po radość i strach. Jak czuje się człowiek w obliczu śmierci? Jakie myśli mu towarzyszą?

Autor zderza nas z rozważaniami nad tym co nieuchronne - nad życiem i śmiercią. Nad sensem naszego istnienia i poszczególnych decyzji, które podjęliśmy. Nad skomplikowanymi relacjami z innymi ludźmi, strachem przed tym co nadejdzie… Wiele osób powie - banały, wyświechtane frazesy, prawdy, które zna każdy rozgarnięty człowiek. Moja odpowiedź? Możliwe, ale wielu z nas o nich na co dzień zapomina.

Myślę, że odbiór tej książki i poziom wzruszenia zależy od naszych doświadczeń życiowych. Nie każdego ta pozycja poruszy tak jak mnie. Na początku byłam zaskoczona nieco magicznym pomysłem na fabułę, potem zaczęłam obawiać się co będzie dalej, co tym razem wymyśli diabeł…

Na końcu łzy płynęły ciurkiem, gdyż w losach bohatera widziałam częściowe odbicie swoich przeżyć, wątpliwości i doświadczeń. Znów poczułam tęsknotę za bliską mi osobą, którą na co dzień skrywam głęboko w sercu.

Kawamura napisał książkę od której z jednej strony trudno się oderwać, a z drugiej strony taką, którą trudno czyta się na raz z uwagi na ładunek emocjonalny. Ilość refleksji, którą wywołuje przywodzi mi na myśl „Małego Księcia”. Wiem dziś, że o ile nie wracam do przeczytanych już książek, o tyle ta jest warta powrotów, aby nie zapomnieć o tym co chciał nam przekazać autor.

"Słowo i idea mają moc zdolną zmieniać świat" - "Stowarzyszenie umarłych poetów" N. H. Kleinbaum

 


Wyobraźcie sobie, że macie kilkanaście lat i uczycie się w szkole, w której cztery złote zasady wybrzmiewają jak najgorsze echo w waszych uszach: Tradycja, Honor, Dyscyplina i Doskonałość. Dyrektor jest BARDZO surowy, a nauka suchych faktów jest najważniejsza. I nagle do takiej szkoły-piekła przychodzi nauczyciel, który wyróżnia się znacząco. Jego podejście do życia jest o wiele inne, niż całej kadry nauczycielskiej. I taki jest właśnie pan Keating, nowy nauczyciel w Akademii Weltona.

Główni bohaterowie: Charlie, Knox, Todd, Neil, Meeks, Pitts, Cameron mają to szczęście, że trafiają do profesora Keatinga na lekcje angielskiego. Poznają dzięki niemu życie i dorastają w szybkim tempie. I dzięki niemu tworzą "Stowarzyszenie Umarłych Poetów". Zawdzięczają mu bardzo dużo. Niektórym zastępuje nawet rodziców.

Kilka razy się szczerze uśmiałam, dwa razy uroniłam łzy. Zdecydowanie polecam tą książkę. Nie jest zaściankowa. Niby prosta, lecz ma w sobie coś takiego, przez co na chwilę się zatrzymujemy, zastanawiamy i stwierdzamy, że chcielibyśmy należeć do "Stowarzyszenia Umarłych Poetów".

Książkę bardzo trudno streścić, bo jest naprawdę mikra i chciałoby się tylko więcej, więcej i więcej. Wprawdzie nie historia jest tu najważniejsza, a to, co możemy z niej wynieść. Uczy nas, że nie warto zamykać się w stereotypach, iść za stadem i najważniejsze - mieć własny rozum.

Pokazuje też, jak szkolna dyscyplina potrafi niszczyć. Jak przez nią młodzież nie stara się myśleć samodzielnie, bo jest pod presją nauczycieli.

"Stowarzyszenie umarłych poetów" to książka oparta na filmie, co rzadko się zdarza, jednak zarówno książka, jak i film, są wyjątkowe. Ja zaczęłam jak widać od książki, ale z pewnością obejrzę również film. I Wam również to serdecznie polecam.

środa, 21 grudnia 2022

"Strach i poczucie straty zostawiają głębokie ślady" - "Baśniowa opowieść" S. King

Pierwsza fantastyczna powieść Stephena Kinga od czasów „Mrocznej wieży”. Tajemniczy świat skrywany przed naszymi oczami. I młody bohater, który ma ich wszystkich uratować. No i piesek, nie możemy zapominać o piesku! No dobrze, balonik nadmuchany? Owszem, w takim razie możemy ruszać z kolejną powieścią Króla Grozy.

Charlie Read jest zwyczajnym nastolatkiem po przejściach. Stracił matkę w młodym wieku, a jego ojciec przez dłuższy czas wolał zaglądać do kieliszka i butelki zamiast do pokoju syna. Jedna prośba małego chłopca będzie kształtować jego życie i decyzje, które będzie podejmować później. I ta jedna prośba i działanie, które podejmie, będzie później jego błogosławieństwem i przekleństwem. Charlie, słysząc głodne ujadanie psa i prośbę o pomoc, wzywa karetkę do staruszka, który mieszka w jego okolicy. Howard Bowditch jest tajemniczym mieszkańcem „domu z Psychozy”, jak mawiają dzieciaki z okolicy. Między tą dwójką (a właściwie trójką, jeśli policzymy psa) nawiąże się prawdziwa przyjaźń.

„Baśniowa opowieść” zaczyna się jak większość powieści Kinga. Mistrz przeprowadza nas przez większą część dojrzewania Charliego i długo, można wręcz rzec z uwielbieniem, buduje relację między Howardem i jego młodym towarzyszem. Do tego stopnia, że chociaż czytelnik wie, że ta rajska wizja za chwilę się skończy, chciałby pozostać w tym obrazie już na zawsze. Jednak tak jak Charlie, w końcu musi się wybrać w długą podróż 185 stopni w dół, nie tylko dla suczki Radar, ale również dla mieszkańców tajemniczej krainy, do której kiedyś trafił jego stary przyjaciel. A tam czeka na niego cała seria przygód i problemów.

Nie mogę powiedzieć, że jest to najlepsza książka z całego dorobku Kinga, bo liczba pozycji w katalogu Mistrza jest na tyle duża, że każdy może sam ułożyć własną topkę. Jest to zdecydowanie pozycja dla tych, którzy nie lubią tych najbardziej krwawych powieści i zdecydowanie nie lubią się bać. Przy „Baśniowej opowieści” raczej będziecie uśmiechać się pod nosem i przeżyjecie kupę niesamowitych przygód. Jeśli już zejdziecie te 185 stopni w dół po nierównych schodach, to nie każdy z Was będzie chciał wrócić na powierzchnię.

 

środa, 7 grudnia 2022

"Nie wgłębiaj się zbyt w umysł psychopaty, bo możesz już z niego nie wyjść" - "Immunitet" R. Mróz

 

„Immunitet” to kolejny, czwarty już tom przygód bezkompromisowej prawniczki, Joanny Chyłki oraz nieprzypadkowo nieodstępującego jej niemal na krok, aplikanta Kordiana Oryńskiego. Tym razem świetny adwokacki duet mierzy się ze sprawą najmłodszego w historii sędziego Trybunału Konstytucyjnego, który zostaje publicznie oskarżony o zabójstwo nieznanego sobie człowieka. Oskarżony utrzymuje, że nigdy nie spotkał ofiary, że w dniu zbrodni przebywał zupełnie gdzie indziej, a mimo to prokuratura zabiega o uchylenie immunitetu. Jak łatwo się domyślić w grę wchodzą rozmaite spekulacje: Czy sędzia rzeczywiście zabił? Czy znaczenie mają polityczne rozgrywki? A może w grę wchodzi jeszcze coś zupełnie innego?

Już samo zerknięcie na ponad sześćsetstronicowy tom „Immunitetu” może rodzić uzasadnione obawy, że tym razem autor jednak trochę przesadził. Ile bowiem można zagłębiać się w skomplikowanych prawniczych kwestiach dotyczących dodatkowo funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego? Ile cierpliwości musi wykazać czytelnik, by wgłębić się w kazuistyczne triki głównych bohaterów? Ile wreszcie fałszywych tropów musi zostać obalonych, by czytelnik mógł ze spokojem zacząć zmierzać do finału powieści? Tym pytaniom nie należy jednak dać się zwieść.

„Immunitet” to kolejny dowód na to, że Remigiusz Mróz, w sobie tylko wiadomy sposób, pozostaje w znakomitej pisarskiej formie. Tym razem autor nie tylko stworzył wciągającą intrygę pełną aktualnych odniesień do współczesnej polskiej rzeczywistości społeczno-politycznej. Rzucił też zupełnie nowe światło na pozornie znanych już czytelnikowi bohaterów: pomógł zrozumieć pewne motywy postępowania Chyłki, niejednokrotnie odsłonił wrażliwą „duszę” Oryńskiego i przekonująco zarysował kolejny etap osobliwej relacji między tą dwójką.

Czwarty tom serii Mroza z Joanną Chyłką to jednak coś znacznie więcej niż opowieść o prawniczce po przejściach, ciągnącej za sobą niewidzialny dla postronnych ciężki balast przeszłości, o żywo zaintrygowanym nią aplikancie poszukującym swojego miejsca w środowisku prawniczym oraz o skompromitowanym sędzi Trybunału Konstytucyjnego, którego błyskotliwa kariera i zewnętrzna ogłada zdają się sugerować wszystko inne niż kandydata na mordercę.

Wydaje mi się, że „Immunitet” to umiejętnie skonstruowana i wewnętrznie spójna historia o tym, że nawet najpiękniejsza twarz pokazywana całemu światu niekoniecznie musi być tą prawdziwą. Że czasem fasada, na której latami ktoś misternie budował swój sukces, może runąć w jednej chwili. To wreszcie fabuła, która przekonuje, że niezależnie od indywidualnych sądów i opinii, każdego z nas kształtuje przeszłość. Ona nas definiuje, odciska na nas piętno, rzutuje na teraźniejszość. Nawet, a może szczególnie ta przeszłość, na którą nie mieliśmy wpływu. Polecam!

poniedziałek, 5 grudnia 2022

"Zwykle porywa się samoloty, nie pilotów" - "Felix, Net i Nika oraz Zero Szans" R. Kosik

 

No i jest. Nowy – szesnasty! – tom „Feliksa, Neta i Niki”. Poczekaliśmy sobie na niego trochę, cztery lata dokładnie. A był czas, kiedy Kosik rzucał nam po dwa tomy rocznie. Ale ważne, że jest, bo to naprawdę świetna seria, a ja lubię ją, choć wiek już nie ten. I jednocześnie cieszy, że to pierwszy tom kolejnej większej opowieści z bohaterami, bo znaczy to mniej więcej tyle, że będzie tego więcej i będzie na co czekać. A na razie cieszmy się kolejną porcją szaleństw, humoru, dydaktyzmu i – przede wszystkim – przygód.

W tym tomie Felix, Net i Nika wyruszają na szaloną wyprawę na drugi koniec świata, by odnaleźć zaginiony samolot z Laurą, który zniknął z radarów podczas ostatniej burzy magnetycznej. Felix postanawia na własną rękę odnaleźć swoją dziewczynę, stąd postanowienie o niezwykłej wyprawie, w którą angażuje także Neta i Nikę. Gdzie zaprowadzi przyjaciół ich niezwykłe śledztwo? Jesteście gotowi na Bangkok, Sajgon, street food, wredne małpy, śmierdzące duriany, tuk-tuki, opuszczone wieżowce, yakuzę oraz gang mnichów, eleganckie hotele oraz kwatery z latającymi karaluchami, bazary, krokodyle w kanałach Menamu i ruiny zagubionych w dżungli świątyń, oplecione korzeniami drzew i pajęczynami pająków, których nigdy nie chcielibyście zobaczyć?

Swoją recenzję zacznę od tego, że książka jest całkiem inna klimatycznie niż zwykle. Nie tylko dlatego, że przenosimy się do dalekiej Azji. Czuć też, że nasi główni bohaterowie dorastają, a dodatkowo podjęty temat przeżywania zaginięcia ukochanej osoby nie jest łatwy. Jak więc to wyszło? Cóż, na pewno inaczej, ale z drugiej strony nie uważam, że źle. Jednak nie wszystkim może to podejść.

Styl autora trzyma poziom i nadal uważam go za bardzo dobry. Tak samo zresztą utrzymuje się poziom humoru. Nawet nie wiedziałam, że aż tak za nim tęskniłam, zanim nie zabrałam się za lekturę. Urzekały mnie więc między innymi „odwołania do pisania książki o bohaterach”, oczywiście podejście życiowe Neta, czy rozmowy naszych bohaterów z Manfredem, które nadal uwielbiam.

Przyznam szczerze, że mam pewien problem z oceną retrospekcji pojawiających się w książce. Z jednej strony są świetnie napisane i momentami genialnie przeplatają się z akcją... Ale z drugiej właśnie ich umiejscowienie niekoniecznie było trafione i czasami przerywały wydarzenia w takim momencie, że miałam ochotę przerzucić kilka stron, żeby najpierw zająć się główną osią fabuły. Mimo wszystko sam pomysł zaczęcia od środka akcji i cofania się w retrospekcjach uważam za udany.

Tym razem wątki paranormalne mniej mi leżały. Jak jeszcze w ogólności były całkiem okej, to jak zwykle miałam problem, kiedy doszliśmy do tych „niewytłumaczalnych żadnymi zasadami”, czyli na przykład akcji w opuszczonym wieżowcu. Ogólnie lubię fantastykę, ale mimo wszystko lubię też rozumieć zasady, według których działa w niej „magia”.

Z głównych bohaterów mam wrażenie, że Nika pozostała gdzieś z tyłu. Była momentami motorem napędowym akcji, ale wydoroślała najmniej i została troszkę przyćmiona przez Neta i Felixa. Net nadal jest bohaterem, o którym uwielbiam czytać, ale jakbym miała z nim przebywać dłużej niż godzinę, to pewnie nieźle bym się zirytowała. Mimo wszystko widać, że dorasta i bardzo dobrze czytało mi się jego przemyślenia oraz patrzyło, jakie decyzje ostatecznie podejmuje. Najbardziej w tej książce jednak wybija się Felix i naprawdę podziwiam, w jak sprawny sposób przedstawiono jego załamanie.

Książka zawiera dość sporą liczbę uproszczeń, na które nawet sam autor zwrócił uwagę w „Posłowiu”, co doceniam. Nie przeszkadzały mi one wcale podczas lektury. W końcu mamy do czynienia z młodzieżówką, a one zwykle są tych uproszczeń pełne.

Niestety zakończenie tego tomu jest dość rozczarowujące. Czuć, że mamy przed sobą dopiero pół przygody i gdzieś trzeba było książkę przeciąć. I jak rozumiem decyzję autora o tym rozbiciu, tak mam nadzieję, że druga część ukaże się szybko. Częściowo nawet zastanawiałam się, czy nie polecać Wam czekania z lekturą aż ukaże się całość, ale ostatecznie nie będę tego robić. W końcu sama jeszcze nie czytałam drugiej połowy, więc nie wiem, co tam na nas czeka. Mimo wszystko jednak warto mieć tę informację o podziale z tyłu głowy, kiedy zabieracie się za lekturę.

To zabrzmi odrobinę strasznie, jakbym już była bardzo stara, ale „FNiN” jest jedną z trzech moich ulubionych serii z młodszych nastoletnich lat. Nawet pomimo wszystkich wad, które widzę w tym tomie, bawiłam się więc świetnie i wspomnieniami przenosiłam gdzieś daleko. Jeśli czytaliście inne książki z serii i Wam się podobały, to myślę, że i do sięgnięcia po tą nie muszę Was bardzo namawiać, ale moim zdaniem trzyma poziom, chociaż klimat książki jest tak różny od poprzedników.


poniedziałek, 28 listopada 2022

"Jeśli jesteś dość głupi, wszystko jest zagadką." - "Felix, Net i Nika oraz Koniec Świata Jaki Znamy" R. Kosik

 

Z Felixem, Netem i Niką dorastałam i to również z nimi relaksuję się już jako osoba dorosła. Mimo upływu lat każdy kolejny tom nie odstępuje jakością od poprzednich, czego dowodzi „Koniec świata jaki znamy”. Idealne połączenie powieści przygodowej z science-fiction oraz wątkami komediowymi zapewnia wyłącznie przyjemne czytelnicze doznania. Nawet skomplikowane nieraz pojęcia z zakresu technologii nie zniechęcają do dalszej lektury .

Zbieżność zdarzeń z tej części z obecną sytuacją wydaje się być jakąś swoistą intuicją autora, który historię wymyślił przecież na długo przed początkiem pandemii. Może po prostu każdy chwilowy koniec świata działa na podobnych zasadach – przeraża, zmienia nasze codziennie zachowania i wzbudza nowe instynkty (nie zawsze te godne pochwały). Wraz z bohaterami przeżywamy zanik sieci elektrycznej oraz internetu, brak wody, walkę o zapasy jedzenia i chaos, jaki zaczyna panować na całym świecie. Niezmienne pozostaje jednak podążanie za zaradną paczką przyjaciół, którzy radzą sobie z problemami znacznie sprawniej niż niejeden dorosły. Wcześniej doświadczymy wraz z nimi również mniejszego, acz równie dla bohaterów istotnego, końca świata w postaci reorganizacji szkoły i przyjścia nowej dyrekcji, która wprowadza kuriozalne zasady obowiązujące uczniów i nauczycieli. To wszystko przepełnione jest dawką nauki, survivalowego klimatu oraz niebanalnego humoru, które dopełniają wartość historii.

Jakbym miała wybrać jedną największą zaletę dzieł Kosika, to bez wątpienia zdecydowałabym się na styl pisarski. Autor ma tę niezwykłą umiejętność, że potrafi wykorzystywać pojęcia naukowe oraz bardzo rozbudowany język w taki sposób, że całość czyta się niezwykle przyjemnie. Jest to lekkie pióro, które nie podchodzi w żaden sposób pod infantylizm. Dzięki temu "Koniec Świata Jaki Znamy" przeczytałam błyskawicznie mimo dość pokaźnej liczby stron. W pewnym momencie po prostu nie da się oderwać od książki.

W przypadku tego tomu jestem pod olbrzymim wrażeniem fabuły. Jest to wyjątkowo ciekawa i intrygująca historia, która stanowczo wyróżnia się na tle całego cyklu. Miałam wrażenie, że powoli przy tylu częściach zaczyna następować tendencja do pogarszania się opowieści, a tymczasem zostałam w tym przypadku tak pozytywnie zaskoczona. Ale to nie koniec zalet, gdyż wszystkie przygody trójki przyjaciół są otoczone niesamowitym poczuciem humoru. Jest to jedna z niewielu powieści, która sprawiła, że śmiałam się do stron książki. Trudno tego nie docenić. W końcu poczucie humoru oraz odpowiednio utkana sieć intryg i tajemnic są połączeniem wprost idealnym.

Bohaterów pisarz przedstawia karykaturalnie i widziałam wiele opinii, które mówią, że jest to zła decyzja. Akurat nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Owszem – niektóre postacie są przekoloryzowane, a ich cechy zostały poddane dużej hiperbolizacji, ale widzę w tym sens. To cykl dla młodzieży, więc takie wyraziste osobowości mogą wiele nauczyć, a dla mnie samej mają pewnego rodzaju magnetyzującą magię. Zawsze najbardziej z naszej tytułowej trójki lubiłam Felixa – za jego rozsądek, dopracowaną historię i pasję w tym, co robi. Akurat w tym tomie bardzo mi go brakowało, ponieważ te cechy nie były tak wyraziście przedstawione. Natomiast Net jak zawsze wprowadził do powieści ten specyficzny klimat wiążący się ze śmiechem, nieporadnością i komplikowaniem sobie życia. Tylko Nika niekoniecznie przypadła mi do gustu. Ma ona bardzo silny kręgosłup moralny, co oczywiście się chwali, ale jest to mocno moralizujące dla czytelnika, zbyt mocno.

Cieszę się, że Rafał Kosik kontynuuje serię i mimo że zazwyczaj uważam, iż historii nie powinno się niepotrzebnie przyciągać, to nie mam wątpliwości, że pisarz trzyma poziom i jego opowieści mogą trwać dalej. Było to ponownie niesamowite spotkanie z tak lubianymi przeze mnie bohaterami.

piątek, 25 listopada 2022

"Tam, gdzie pieniądze płyną wartkim strumieniem, czas płynie wolniej" - "Rewizja" R. Mróz

 


Niełatwo recenzuje się „Rewizję”. W miarę zorientowany czytelnik jest bowiem od początku świadom, iż niespełna trzydziestoletni autor ma na swoim koncie ponad tuzin powieści. Dodatkowo jest doktorem nauk prawnych, który w swoich prawniczych kryminałach daje niekwestionowany popis fachowej wiedzy, znajomości paragrafów, kodeksów i aktów prawnych. I oczywiście last but not least Mróz jest wydawniczym pewniakiem. Autorem, którego niemal wszystkie powieści trafiają na listy bestsellerów. Trzeba by naprawdę sporo złej woli, by pisarzowi wytykać błędy i niedociągnięcia. Mróz bowiem doskonale opanował pisarskie rzemiosło i jest dowodem na to, że po wcześniejszym researchu można napisać powieść nawet w miesiąc, jak to miało miejsce w przypadku „Rewizji” (sic!).

Trzeci tom przygód świetnego duetu Chyłki i Zordona mierzy się z zagadnieniami dyskryminacji, korupcji, ferowania wyroków w Internecie oraz medialnych nagonek na oskarżonych w rozmaitych procesach karnych. Kontrowersji całej sprawie dodaje fakt, iż tym razem Mróz wprowadza w swoją opowieść wątek romski poprzedzony wielowymiarowym zgłębieniem niepopularnej tematyki.

W warstwie fabularnej „Rewizja” traktuje o mężczyźnie oskarżonym o brutalne zamordowanie żony i córki. Pogrążonemu w żałobie robotnikowi z Ursynowa ubezpieczyciel odmawia wypłaty wysokiego odszkodowania za śmierć najbliższych. Dodatkowo czeka go także skomplikowany proces karny. Jak łatwo się domyślić, z czasem okazuje się, że zarówno okoliczności śmierci obu kobiet, jak i sprawa sądowa mają głębsze dno i wydają się skrupulatnie zaplanowane. Tej na pozór beznadziejnej sprawy podejmuje się Joanna Chyłka, znana już czytelnikom z poprzednich tomów: „Kasacji” i „Zaginięcia”.

Remigiusz Mróz wie, jak budować napięcie w powieści kryminalnej. Wie, jak sprawić, by czytelnik po odłożeniu lektury dalej zaprzątnięty był losami jej bohaterów. Powieść jest konstrukcyjnie przemyślana i spójna, a akcja wartka i dynamiczna. Niewątpliwą zaletą „Rewizji” są znakomite dialogi, błyskotliwa żonglerka słowna między głównymi bohaterami, inteligentny humor, ironia oraz dystans do otaczającego świata. Zawiłości prawne w wydaniu autora nie są ani przez moment nużące czy faktograficznie przytłaczające. Wręcz przeciwnie, wciągają czytelnika, dają mu możliwość uczestnictwa w realiach polskiego systemu sądownictwa. Mróz wykazuje też skłonność do umiejętnego przemycania w wielu fragmentach powieści danych statystycznych lub ciekawostek z rozmaitych dziedzin wiedzy.

Jednak wydaje się, że największym walorem zarówno „Rewizji”, jak i dwóch poprzednich tomów, są znakomicie wykreowani główni bohaterowie, a zwłaszcza Joanna Chyłka. Doskonała prawniczka o niewyparzonym języku, bezkompromisowych metodach działania, niespotykanym uporze i determinacji. Kobieta, która uwielbia mieć ostatnie zdanie i która nie zapomina doznanych krzywd. Chyłka – co mogłoby wydawać się nieco stereotypowe, ale u autora pozostaje wiarygodne – zmaga się z traumą przeszłości i trudnego dzieciństwa. Wydarzenia sprzed wielu lat rzutują na dzisiejsze relacje prawniczki oraz niewątpliwie mają związek z jej uzależnieniem. Na tym tle świetnie wypada Zordon, którego walka z byłą patronką szybko wyczerpuje i który z czasem zdaje sobie sprawę z ceny kompromisów moralnych zawieranych z samym sobą.

Odnosi się wrażenie, że Remigiusz Mróz stanowi zaprzeczenie autorów całe lata poszukujących tematu, inspiracji, natchnienia, weny. Tej iskry bożej, której on sam zdaje się mieć w nadmiarze. Młody polski pisarz każdym swoim kolejnym tomem dostarcza rozrywki umiejętnie połączonej z fachową wiedzą z rozmaitych dziedzin. Do tego trzyma poziom, dostarcza wrażeń oraz z powodzeniem wykracza poza utarte schematy i stereotypy.

poniedziałek, 21 listopada 2022

"Kto chce oskarżać powinien mieć dowód." - "Zagnięcie" R. Mróz


 To zawsze miłe, kiedy starzy przyjaciele o nas pamiętają i odnawiają znajomość, inicjując spotkania. Wtedy powracają wspomnienia, wiekowe szaleństwa i wybryki. Takie spontaniczne spędy można porównywać do autorów, którzy nie pozwalają czytelnikom długo czekać na ponowny kontakt z ich ulubionymi bohaterami. Jest tylko jedna zasada: oni muszą być bardziej, lepiej i mocniej… A że Chyłka & Zordon już w „Kasacji” byli bardzo, dobrze i mocno, to Remigiusz Mróz nie miał łatwego zadania. Czy podołał, wydając „Zaginięcie”?

Tym razem sprawa dotyczy zaginięcia trzyletniej dziewczynki, która znika bez śladu z domku letniskowego bogatych rodziców. Alarm przez całą noc był włączony, a okna i drzwi zamknięte. Śledczy nie odnajdują żadnych poszlak świadczących o porwaniu i podejrzewają, że dziecko nie żyje. I tu wkraczają Chyłka i Zordon - podejmują się oni obrony małżeństwa, któremu prokuratura stawia zarzut zabójstwa. Proces ma charakter poszlakowy, mimo to wszystko zdaje się wskazywać na winę rodziców – wszak gdy wyeliminuje się to, co niemożliwe, cokolwiek pozostanie, musi być prawdą…

Sprawa nie należy do prostych, bo wszystkie fakty podważają prawdomówność oskarżonych. Obrońcy jak zwykle nie są zgodni: sceptyczna Chyłka po prostu chce dobrze wykonać swoją pracę, a Zordon angażuje się emocjonalnie i wierzy słowom Angeliki. Czytelnik chyba też, ale zapewniam, że ta sytuacja ulegnie zmianie jeszcze wielokrotnie – Mróz gimnastykuje się, jak może, żeby odwracać akcję na wszystkie strony.

Z drugiej strony, perypetie Chyłki i Zordona zawadiacko ubarwiają przeniesioną do książki rzeczywistość – intryga rozwija się szybko, taśmowo wypływają nowe ślady, fakty, teorie. Na jaw wychodzi narzędzie zbrodni i krew na nim. Brakuje ciała, rodzice są oskarżeni, opinia pijawek obserwujących rozwój wydarzeń zmierza do linczu społecznego, w grę wchodzi areszt śledczy, a obrońcy gotują się do zmagań w procesie poszlakowym. Autor stara się wszystko uzasadniać, a jednocześnie wciąż dodaje nowe sensacyjne wątki. Ponieważ Sajenko to mała wioska, zmagania bohaterów muszą zahaczyć o jej mieszkańców i tajemnice, jakie kryją – tu wsiąkamy na pewien czas w dobrej jakości prowincjonalny kryminał. Choć chwilami widać, że opowieść przebiega punktowo, od A do B, a schematy wskazują, które postaci mają do odegrania tylko jedną rolę w fabule i musiały się specjalnie dla niej pojawić w powieści, to Remigiusz Mróz tak urozmaica proces szukania atutów na rozprawę i sądowniczą grę, że zapominamy o mankamentach. I przesiąkamy tym zaginięciem, które jak miłość Zordona do Chyłki rośnie w naszych głowach.

Mróz wie, jak wodzić czytelnika za nos. Wie, kiedy pozostawić odbiorcę w niepewności, a kiedy wymierzyć mu cios między oczy, jednocześnie dosłownie atakując Zordona – młody prawnik znów zabłądzi w ciemnościach półświatka, dając autorowi pretekst do zwiększenia obrotów i splamienia akcji krwią. Zaistniało też w „Zaginięciu” coś, czego nie było w „Kasacji”: samo rozwiązanie sprawy zaczyna tracić na znaczeniu. To nie jest wada, bo autorowi udało się dezaktywować naturalne pragnienie prawdy, automatyczny przymus rozwiązywania zagadek, i skupić całą uwagę na samym dochodzeniu, kolejnych procesach, zrobić z nas rasowych prawników. Skoro już przy tym jesteśmy, Chyłka na sali sądowej znów błyszczy. Zmienia swoje oblicze – nadal jest kąśliwa, nadal działa jak dobrze naoliwiona maszyna, myśli szybko, ale też znikają jej przywary drażniące na co dzień: wulgarność, bezczelność, bezkompromisowość. Choć nie, kompromisów na rozprawie też nie ma! A sądowych potyczek i konfrontacji więcej niż w „Kasacji”, więc wszystko zmierza ku dobremu, ku lepszemu nawet.

„Zaginięcie” godnie kontynuuje walory poprzedniczki, wciąż stanowi znakomitą, prostą, ale niegłupią rozrywkę, a strony z tekstem przelatują ze smugą podtlenku azotu. Mało którą książkę czyta się tak prędko! Można zarzucić autorowi, że niektórymi rozwiązaniami fabularnymi odcina kupony – da się zauważyć podobne pomysły na twisty, osadzone tylko w innej sytuacji bądź dotyczące innych osób – ale mam wrażenie, że ta konwencja jeszcze długo się czytelnikom nie znudzi. Jedno, najważniejsze, się nie zmienia – „Zaginięcie” to wciąż lektura błyskawiczna. Nie będę siliła się na oryginalne porównania, recenzenci „Kasacji” mówili już o rollercoasterze, o pędzeniu na łeb na szyję, o jeździe bez trzymanki, a ten poziom zostaje utrzymany, a może nawet przeskoczony. Aż słychać tętent galopującej intrygi!

niedziela, 20 listopada 2022

"Kiedy walczysz ze świniami, czasem trzeba wejść do koryta" - "Kasacja" R. Mróz

 

Jestem pewna, że dosłownie każdy słyszał o Remigiuszu Mrozie. Nie mogło być inaczej, bo od jakiegoś czasu zachwyt nad twórczością tego autora nie ustaje i co chwilę na jakimś portalu, blogu czy gdziekolwiek indziej pojawiają się pozytywne opinie na temat jego książek. W takiej sytuacji nie mogłam przejść obok nich obojętnie, zwłaszcza, że jakiś czas temu zaczęłam swoją "przygodę" z twórczością pana Mroza i na skutek różnych życiowych perturbacji przerwałam ją, ale teraz postanowiłam wrócić do tych książek i na nowo wgryźć się w prawniczy świat. I nie żałuję, bo już pierwsza sprawa wbija w fotel.

Syn znanego biznesmena zostaje oskarżony o podwójne zabójstwo. Nikt nie ma wątpliwości, że oskarżony jest winny, ponieważ spędził on z ciałami ofiar dziesięć dni w swoim mieszkaniu. Jednak czy naprawdę wszystko jest takie oczywiste jak się wydaje? Sprawę prowadzi Joanna Chyłka, a wraz z nią młody aplikant Kordian Oryński. Czy z tego duetu może wyniknąć coś dobrego? Tego dowiecie się jeśli przeczytacie "Kasację".

Wydawać by się mogło, że thriller prawniczy to będzie dosyć nudna książka. Pewnie niejeden czytelnik przed rozpoczęciem czytania myśli sobie, że w powieści znajdzie się mnóstwo opisów z sali sądowej, a także paragrafów, przepisów, kodeksów i wszystkich innych zasad obowiązujących w prawie. Wszyscy po cichu przygotowujemy się na nudę... Zaczynamy czytać i... nagle okazuje się, że w książce Mroza jest więcej akcji niż w niejednej powieści sensacyjnej. Już od pierwszych stron autor zasypuje nas porządną dawką mocnych wrażeń i nawet na moment nie zwalnia. Do samego końca czytelnik ma zagwarantowane niespodziewane zwroty akcji, a także zapierające dech w piersiach opisy. To wszystko sprawia, że o nudzie nawet nie zdążysz pomyśleć. Nie ma takiej możliwości żeby ktokolwiek podczas czytania "Kasacji" narzekał na monotonię. Powieść Remigiusza Mroza to gwarancja nieprzespanej nocy spędzonej na jej czytaniu oraz wielu niezapomnianych wrażeń.

Ogromnym plusem tej powieści... zaraz, zaraz... ta powieść posiada same plusy. Dobra, to może jednak zacznę ten akapit inaczej. KOLEJNYM plusem tej powieści są jej świetnie wykreowani bohaterowie. Chyłka i Zordon to postacie idealne, które od samego początku wzbudzają sympatię i zapadają na długo w pamięć. Uwielbiam zarówno Joannę jak i Kordiana. Nie jestem w stanie napisać które z nich bardziej polubiłam, ale jedno wiem na pewno. Nie wyobrażam sobie teraz zakończenia mojej przygody z tym niesamowitym duetem. 

Zakończenie "Kasacji" było tak nieprzewidywalne i zaskakujące, że zaczęłam zastanawiać się co takiego znajduje się w głowie autora tej powieści. Rozwiązania tej sprawy po prostu nie da się przewidzieć. Kiedy już wydawało mi się, że wiem co wydarzy się na kolejnej stronie, autor niespodziewanie obracał wszystko o sto osiemdziesiąt stopni, a moje wszystkie podejrzenia okazywały się jedną wielką pomyłką. Gratuluję autorowi wyobraźni.

Język autora jest doskonale dobrany i zrozumiały. Jeśli boicie się, że czegoś nie zrozumiecie to zapewniam Was, że Remigiusz Mróz w stu procentach zadbał o swoich czytelników i każdy prawniczy termin jest idealnie wyjaśniony. Z tej lektury z pewnością dowiecie się co oznacza kasacja... i nie tylko!

Podsumowując - "Kasacja" pozbawiona jest jakichkolwiek wad. Może z wyjątkiem jednej... Jeśli macie coś bardzo ważnego do zrobienia to radzę wstrzymać się z jej lekturą. Rozpoczęcie przygody z Chyłką i Zordonem grozi wyrzuceniem z pracy bądź znacznym pogorszeniem ocen w szkole. Tak więc nie pozostaje Wam nic innego jak podreptać do księgarni i zaopatrzyć się we własny egzemplarz.

czwartek, 10 listopada 2022

"Książki są wybitnie przenośnymi czarami" - "Później" S. King

 


Określenie „najnowsza powieść Stephena Kinga” pada myślę tak średnio raz w roku. To pisarz, który przyzwyczaił swoich czytelników do niezwykłej pisarskiej płodności. A jednocześnie nawet tych, którzy często rozczarowują się jego pewnymi tworami, potrafi utrzymać przy sobie i sprawić, by na następną książkę czekali w nadziei, że oto nadchodzi lepsze. Czy „Później” wynagrodzi niektórym gorzkie rozczarowanie, które odczuli po zbiorze opowiadań „Jest krew...” (które mi osobiście się podobało)? A może Mistrz Grozy przeszedł w całkiem nowy etap swojej twórczości i ten King, którego znamy, nie powróci już do czytelników?

W zapowiedziach można było przeczytać, że w najnowszej powieści Stephena Kinga czytelnicy znajdą wszystkie te elementy, które uczyniły z autora Mistrza Grozy, a także jednego z najpoczytniejszych pisarzy świata. Czyli opowieść z dreszczykiem, historię dorastania, młodego bohatera oraz wątki związane z literaturą. Jednak czy po wrzuceniu tego wszystkiego ponownie do jednego kapelusza, Stephen King da radę wyciągnąć z niego coś nowego?

Autor skupia się na postaci Jamiego, który od najmłodszych lat widzi zmarłych i potrafi z nimi rozmawiać. Chłopiec, choć z początku przerażony swoim talentem, powoli uczy się go używać, chcąc na przykład pomóc nie tylko swojej mamie, ale też jej dobrej przyjaciółce Liz. Gdy okazuje się, że życie kilkuset osób zależy od znalezienia jednego ducha i wydobycia z niego informacji, Jamie decyduje się pomóc policjantce. Nie wie jednak, w jaki sposób wpłynie to na jego życie.

Stephen King nie śpieszy się, a czasami można odnieść wrażenie, że celowo jeszcze bardziej spowalnia fabułę. Powoli buduje napięcie od niewinnych duchów, które żartują z naszym bohaterem, do tych najstraszniejszych, które sprawią, że ciarki przejdą nam po plecach. Nietrudno zauważyć, że w tej historii zamiast na standardową grozę, autor postawił raczej na przywiązanie się czytelnika do głównego bohatera. A ten jest tak przesympatyczną postacią, że aż ciężko było się z nim rozstać.

To melancholijna opowieść o splecionych ze sobą światach żywych i umarłych oraz o obcowaniu ze śmiercią od najmłodszych lat, gdy ta czeka na każdym rogu i pojawia się w najmniej spodziewanym momencie. To opowieść o obcowaniu z nią na co dzień, niezależnie od tego, jak młody jest człowiek. Jej cień zawsze gdzieś tam jest, nawet jeśli usilnie próbujemy ją ignorować.

To King w tej odsłonie, w której czytelnicy go uwielbiają. Ten stary Mistrz Grozy, który zachwycał nas na przykład w „Joyland” czy "Miasteczku Salem". Z pozoru leniwie snująca się opowieść, tak naprawdę nie wypuści czytelnika ze swoich objęć, aż do ostatniej strony. Bo choć pozornie strachów jest tam mało, zwłaszcza na samym początku tej historii, to autor cierpliwie prowadzi nas jej ścieżkami, by na samym końcu odkryć wszystkie swoje karty. Że w tej historii przerażać nas mają nie same zjawy, ale ludzie.

niedziela, 6 listopada 2022

"Ludzie wierzą w pozory. Nie rozpoznają tego, co naprawdę siedzi w drugim człowieku" - "Rozmowy z seryjnymi mordercami. Żony i kochanki" C. Berry-Dee


 Ostatnio w ręce wpadła mi kolejna już książka z serii "Rozmowy z seryjnymi mordercami". I mimo, że jestem tym tematem niezmiernie zainteresowana, to kolejna książka z tej serii zaskoczyła mnie i to w tym negatywnym sensie. Dlaczego? Zaraz Wam opowiem.

Kolejną swoją książkę autor poświęca tym razem partnerkom, żonom i kochankom zbrodniarzy. Kobiety te często nie miały pojęcia, że żyją pod jednym dachem z potworami. Jak to możliwe? Czy kobiety ponoszą winę, że niczego nie dostrzegły? A może seryjni mordercy mają w sobie coś szczególnego, co pozwala im wprowadzić w błąd nawet najbliższe osoby?

Wspomniałam Wam, że książka zaskoczyła mnie w negatywnym sensie. A to dlatego, że dla mnie to jest zwyczajne "odcinanie kuponów" od chwytliwego tytułu serii. Owszem, nie można odmówić autorowi doświadczenia czy tzw. researchu, co sprawia, że odpowiedzi na niektóre pytania są naprawdę fascynujące. Tylko po co ta książka? Dla mnie temat wyczerpał się na tomie o masowych mordercach. Książka o partnerkach seryjnych morderców wydaje mi się już po prostu zbędna. Jest ciekawa, dużo w niej faktów i odniesień do poprzednich tomów, ale nie była ona moim zdaniem konieczna.

Zaraz pewnie się odezwą "obrońcy", że taki temat jest potrzebny, że warto powiedzieć więcej o partnerkach szaleńców, którzy terroryzowali miasta i miasteczka. Nie mówię, że nie jest. Może faktycznie jest. Ale to już naprawdę trzeba być pasjonatem tematu, żeby zabierać się za tą książkę i przeczytać z wypiekami na twarzy.

Podsumowując, książka jest niezła, ale nie wybitna. Jak zwykle u tego autora przytłoczenie faktami, odniesienia do poprzednich tomów oraz jego przekonanie o własnej wyższości i inteligencji. To ostatnie najbardziej działało mi na nerwy. Jeśli jednak jesteście pasjonatami zbrodni i interesuje Was też "druga strona medalu" to możecie tą książkę przeczytać.

poniedziałek, 31 października 2022

"Czasami dwie osoby muszą się rozstać, aby sobie uświadomić, jak bardzo siebie potrzebują" - "Point of retreat" C. Hoover

 


Wyobraź sobie, że powoli zasiadasz w fotelu, bierzesz głęboki oddech i drżącymi rękami otwierasz list. Nie spodziewałaś się, że jeszcze kiedykolwiek zobaczysz ten charakter pisma, a już na pewno nie tego, że będzie nim pisany tekst adresowany bezpośrednio do Ciebie. Przełykasz ślinę, chcąc pozbyć się ogromnej guli, która zdaje się rosnąć w Twym gardle, przez co masz problemy z oddychaniem. Zaczynasz czytać, a wraz z kolejnymi zdaniami Twoje oczy coraz bardziej zachodzą łzami. Tyle chciałabyś powiedzieć, ale to już jest niestety niemożliwe. Grzbietem dłoni ocierasz z oczu łzy i w milczeniu przekazujesz list młodzieńcowi siedzącemu obok Ciebie. Podczas gdy on czyta słowa, które Ty już zdążyłaś poznać, przysuwasz do siebie misę wypełnioną małymi gwiazdkami zrobionymi ze złożonych kawałków papieru. Czubkami palców delikatnie dotykasz gwiazdek znajdujących się na wierzchu. Bierzesz jedną gwiazdeczkę, otwierasz i czytasz krótki tekst znajdujący się wewnątrz niej. Na Twoich ustach pojawia się lekki uśmiech. Nigdy nie sądziłaś, że jedno zdanie może tyle znaczyć, że osoba, której nie ma obok Ciebie może Ci pomóc, mimo że nie zna dokładnej sytuacji, w której obecnie się znajdujesz.

Po smutnych wydarzeniach kończących tom pierwszy, „Point of retreat” ukazuje nam dalsze losy Lake i Willa. Mimo młodego wieku muszą samotnie wychowywać swoje młodsze rodzeństwo i prowadzić całkowicie dorosłe życie, przy jednoczesnych próbach kontynuowania własnej edukacji. I właśnie edukacja jest motorem – niekoniecznie pozytywnych - wydarzeń mających miejsce w tym tomie, bowiem o swoim istnieniu przypomina Vaughn, była dziewczyna Willa, czym wprowadza zamieszanie w już i tak skomplikowane życie bohaterów. Czy dawno pogrzebane, choć nie do końca rozwiązane sprawy z przeszłości zaszkodzą głównym bohaterom? Czy poradzą sobie w roli rodziców? Czy pozostaną ze sobą pomimo wszystko?

Po „Slammed” przyszedł czas na „Point of retreat”. O ile pierwszy tom skupiał się głównie na uczuciach bohaterów próbujących pogodzić się ze stratą bliskich im osób, o tyle ta część opowiada o destrukcyjnych skutkach wynikających z niezamknięcia spraw z przeszłości, jak i z zatajenia ich przed osobą, którą się kocha. Nigdy nie wiemy, kiedy przeszłość da o sobie znać, a w Willa uderza ona w najmniej oczekiwanym momencie, rozbijając na kawałki jego z trudem poukładany świat. To właśnie on jest w tym tomie narratorem, co jest idealnie wytłumaczalne w kontekście fabuły. „Slammed” była historią Lake, historią, w której tylko sygnalnie występowała przeszłość chłopaka. W „Point of retreat” losy Willa oraz jego wspólne życie z Lake grają pierwsze skrzypce. Czytelnik dowiaduje się więcej zarówno o trudnej historii chłopaka, jak i o powodach jego zachowań z poprzedniej części. Zachowań, które czasami mogły wydawać się nieracjonalne. Autorka po raz kolejny stworzyła kontynuację, która jest idealnym uzupełnieniem informacji, które dostajemy w tomie pierwszym, a oddanie narracji męskiemu bohaterowi sprawia, że wszystkie wydarzenia przeżywamy z podwójnym zainteresowaniem.

Podczas czytania początkowych rozdziałów miałam mieszane uczucia względem Lake. Irytowała mnie jej postawa, wybory oraz humorki, które były tak dziecinne, jak tylko mogły. Niejednokrotnie miałam ochotę nią potrząsnąć i skłonić do zastanowienia się nad tym, o co tak naprawdę się obraża i zrozumienia, że to nie jest konieczne. Z drugiej jednak strony – w dalszych rozdziałach – zdumiewała mnie jej siła walki, upór oraz umiejętność żartowania nawet w najtrudniejszych sytuacjach z jakimi przyszło jej się zmagać. Colleen Hoover zbudowała historię, w której z młodych ludzi w sposób nagły zrobiła dorosłych, dlatego też czytelnik podczas lektury wymaga od nich dojrzałych decyzji zapominając, że większość z nich ma jeszcze naście lat i prawo do mniej dojrzałych myśli oraz zachowań, niż osoby starsze i bogatsze w doświadczenie życiowe.

„Point of retreat” może nie jest historią tak dynamiczną, jak ta przedstawiona w „Slammed”, ale nie jest też zupełnie pozbawiona zwrotów akcji. Odnajdziemy w niej odpowiedzi na często stawiane sobie przez ludzkość pytania o sens życia, znaki typowe dla miłości oraz o to, co jest w stanie zrobić człowiek dla osoby, którą kocha. Tom drugi obraca się wokół spraw codziennych, trudności, z jakimi zmaga się każdy młody człowiek starający się założyć rodzinę oraz stworzyć bezpieczny dom dla siebie i swoich bliskich. Jednocześnie podkreśla, jak ważne jest zaufanie oraz umiejętność powierzenia siebie samego drugiemu człowiekowi, a co za tym idzie – podzielenia się nim swoją przeszłością, nieważne jak mętna by nie była.

W „Point of retreat” nie może również zabraknąć slamu. Nie jest on tak powszechnie wykorzystywanym motywem, jak wcześniej, ale nadal towarzyszy nam w najważniejszych częściach książki, a tym samym wzrusza mocniej niż kiedykolwiek. Nadal nie mogę przestać się dziwić, jak wielka jest siła poezji! Idealnym dopełnieniem wszystkiego jest pomysł rozpoczynania każdego rozdziału od jakiegoś fragmentu z pamiętnika Willa. Zabieg ten pozwala nam zagłębić się nie tylko w umysł, ale i w serce głównego bohatera, a tym samym mocniej się do niego zbliżyć.

Reasumując, „Point of retreat” jest naprawdę dobrą kontynuacją. Może nie trzyma tak bardzo w napięciu, jak wcześniejszy tom, jednak nadal skupia się na ogromnie ważnych tematach, eksponując wartość miłości, rodziny i przyjaciół. Jest to również pozycja zaskakująca, która w przynajmniej kilku momentach wymusiła na mnie niemalże reakcję obronną z „o nie!” wymalowanym na ustach. Jeśli jesteście już po lekturze „Slammed” i jesteście ciekawi kontynuacji lub po prostu intryguje Was, co Colleen Hoover chciała nam przekazać poprzez oddanie głosu Willowi, to z pewnością powinniście sięgnąć po tę książkę.

piątek, 28 października 2022

"Zrozumienie sytuacji nie zawsze ułatwia jej zaakceptowanie" - "Slammed" C. Hoover

 


Wpadłam w pułapkę, w "Pułapkę uczuć", bo pokochałam i pochłonęłam tę książkę w oka mgnieniu. Wspaniała historia o miłości partnerskiej, rodzicielskiej, braterskiej i przyjacielskiej. Miłość jest kluczem tej powieści i właśnie ona emanuje z jej kart. Po przeczytaniu i ja przepełniona byłam tym niesamowitym uczuciem. Jednak czy tylko ona jest głównym składnikiem tej książki?

Osiemnastoletnia Layken straciła ojca, którego kochała ponad życie. Sytuacja materialna zmusza rodzinę do opuszczenia rodzinnego Teksasu i bohaterka wraz z matką i bratem zaczynają nowy etap w Michigan. Już w pierwszych chwilach pobytu w nowym miejscu, Layken spotyka sąsiadów - Willa i Cauldera Cooperów. Ten pierwszy od razu wpada w oko dziewczynie, jednak to, co okazuje się kilka dni później, zupełnie zmienia ich relacje.

Przede wszystkim, co dla mnie jest najważniejszym aspektem w tej powieści, relacje jakie łączą bohaterkę z matką i bratem są naprawdę wzruszające. Chociaż Layken straciła jednego z rodziców, ma przy sobie matkę, która dba o dziewczynę, troszczy się o nią i przeżywa z nią jej zauroczenia. Ciężko jest sobie wyobrazić, co czuje bohaterka, kiedy dowiaduje się, że jej mama skrywa sekret, a przyjazd do Michigan był planowany już od dawna. W szczególności wzruszające są momenty, w których Lake przebywa z bratem. To, jakie relacje ich łączą są niesamowite. Bohaterka postanowiła zastąpić Kelowi ojca, jest jego trenerem i oparciem. Uśmiałam się wiele razy, ponieważ Kel jest dzieciakiem, który skradnie serce niejednej osobie!

Mimo tej rodzicielskiej miłości, głównym elementem jest uczucie, jakie powstaje między Lake a Willem. Cóż można rzec? Miłość od pierwszego wejrzenia, motyle w brzuchu przy każdym spotkaniu i chęć chwycenia Willa za rękę, to wszystko kryje się we wnętrzu dziewczyny. Tego nie da się opisać, to trzeba przeżyć.

Jest to moja trzecia powieść Colleen Hoover, a emocje non stop rosną! Autorka niesamowicie kreuje bohaterów. Czytając miałam ochotę osobiście poznać Lake, przybić piątkę z Kelem, spojrzeć w oczy Willowi i przytulić Julię. Hoover w prosty sposób przedstawiła całą historię, dlatego nie mogłam oderwać się od tej pozycji. Nie mogę się doczekać kolejnych książek autorki, którą od pewnego momenty kocham.

Czytając, przebiegło przeze mnie milion uczuć! Bo powieść ta jest nie tylko o miłości. Jest też o życiu i śmierci. Może powinnam o tym wspomnieć od razu. Bohaterowie uświadomili mi, że śmierć spotka nas wszystkich, jednak przed tym wydarzeniem mamy przed sobą całe życie i nie można go zmarnować, ponieważ nigdy nie wiadomo, kiedy to życie może się skończyć. Chociaż rzadko mi się to zdarza podczas czytania, nie obyło się bez chusteczek...

Mimo tak refleksyjnego zakończenia, serdecznie polecam Wam wszystkim tę powieść! Obiecuję, że będziecie się dobrze bawić, miło spędzicie czas, a przy tym wyniesiecie z tego coś więcej. Bo to nie jest książka do śmiechu, niesie ona ze sobą większe przesłanie, które chwyta za serce.

środa, 26 października 2022

"Czasami robimy coś dla ludzi, których kochamy, choć dla siebie byśmy tego nie zrobili" - "Reminders of him. Cząstka ciebie, którą znam" C. Hoover

 


Czy umiecie wyobrazić sobie, że nagle z dnia na dzień zostajecie ze wszystkim sami? Źe nikt nie staje po waszej stronie i to wszystko tylko dlatego, że w przeszłości popełniliście jeden głupi błąd, który zaważył nie tylko na Waszym życiu, ale i na życiu innych? Poznajcie zatem Kennę Rowan, główną bohaterkę "Reminders of him".

Kenna po wyjściu z więzienia próbuje ułożyć sobie życie na nowo. Wraca do miejsca, w którym była szczęśliwa, a które jednocześnie wiąże się z bolesnymi wydarzeniami. Chce zmierzyć się z przeszłością i odzyskać córkę. Niestety, okazuje się, że spalonych przez nią wcześniej mostów już nie da się odbudować. Jedyną osobą, która mimo początkowej niechęci zaczyna wspierać Kennę, jest Ledger Ward, właściciel lokalnego baru. Rodzi się między nimi nić porozumienia, a potem fascynacja. Jednak romans wiąże się z ryzykiem - relacja z Ledgerem może zadecydować o przyszłości Kenny i jej córki.

Colleen Hoover niewątpliwie potrafi zaserwować czytelnikowi porządną dawkę emocji. "Reminders of Him" jest nimi przesiąknięta i to jedna z tych książek, które albo czytasz na raz i dajesz się ponieść fabule z całym dobrem i złem jakie się w niej znajduje, albo dawkujesz ją sobie stopniowo. Jednak jakkolwiek by do niej nie podejść, historia Kenny powoduje, że serce pęka.

To nie jest łatwa historia, jest intensywna, przejmująca, poziom wrażliwości jaki został tu pokazany wniknął we mnie dogłębnie, a jako mama przeżywałam tą książkę strasznie mocno. Wyobrażałam sobie siebie na miejscu Kenny i to było nie do ogarnięcia. Myślę, że to najsmutniejsza książka w dorobku autorki, a fragmenty z listami Kenny do ukochanego Scotty'ego były tak bardzo wzruszające.

Pokazana jest tu nie tylko walka o dziecko, ale też walka o drugą szansę, o nowy początek, a przede wszystkim o wybaczenie. Pokazana jest tu niesprawiedliwość, napiętnowanie, odrzucenie z jakimi musi zmierzyć się osoba po wyjściu z więzienia, ale też siła woli i determinacja bohaterki w dążeniu do celu. Ta historia generuje całą masę cierpienia, tęsknoty i miłości, jest tak bardzo prawdziwa, krucha, wyjątkowa, po prostu w całym tym bólu piękna.

To nie romans jest tu głównym wątkiem aczkolwiek pięknie dopełnia całą historię. No i postać Diem jest tutaj tym promyczkiem, który sprawiał, że nie zalałam się całkowicie łzami.

Książka jest tak naprawdę dla każdego dorosłego czytelnika, dla matki, babki i córki. Nie powstrzymacie podczas lektury łez. Taka prawdziwa, bolesna a zarazem piękna historia, którą polecam dosłownie każdemu !

sobota, 22 października 2022

"W większości wypadków im dziwniejsza wydaje się sprawa, tym banalniejsze rozwiązanie" - "Sherlock Holmes i sztuka we krwi" B. MacBird

 

Czy bohatera wymyślonego przez jakiegoś pisarza należy pochować wraz z nim? MacBird swoją książką zdecydowanie mówi nie i wskrzesza na nowo postać jednego z najbardziej znanych detektywistycznych geniuszy, jakim jest Sherlock Holmes i jego wierny przyjaciel doktor John Watson. Czy jej się udało? Moim zdaniem tak i w tej recenzji postaram się tą tezę obronić.

Rzecz dzieje się w wiktoriańskim Londynie. Do znanego ze swej detektywistycznej skuteczności Sherlocka,  przychodzi tajemniczy, zaszyfrowany list od gwiazdy francuskiego kabaretu, której syn zaginął. Sprawa zaginięcia okazuje się być powiązana z kradzieżą bezcennego posągu oraz niewyjaśnioną sprawą śmierci kilku innych dzieci. Czy Holmes nękany dawnym uzależnieniem od kokainy nie stracił swego instynktu ? Czy słynny detektyw wraz ze swym nieodłącznym przyjacielem Watsonem rozwiążą skomplikowaną zagadkę ?

Powieść Bonnie MacBird jest doskonale przemyślana. Napisanie powieści detektywistycznej wymaga ogromnego skupienia, wielu notatek i wielokrotnego sprawdzenia, czy aby na pewno żaden wątek nie zaginął po drodze. Dodatkowo sprawę utrudnia sama postać Sherlocka Holmesa. Opisując jego przygody, należy uważać na zachowanie geniuszu bohatera. Nie można pozostawić żadnych niedociągnięć, które zostałyby natychmiast wychwycone przez fanów. Autorka „Sztuki we krwi” doskonale sobie z tym zadaniem radzi. Nie miałam jeszcze przyjemności prześledzić wszystkich oryginalnych przygód detektywa, jednak styl tej powieści nie odbiega zanadto od tych, które czytałam.

Dobrze widoczny jest schemat powieści kryminalnej - zawiązanie akcji, rozwinięcie, kulminacja i wreszcie rozwiązanie. Nuda? Skądże. Na tym schemacie oparte są powieści, opowiadania, nawet filmy czy seriale. Bonnie MacBird rozbija go nieco, dzieląc powieść na księgi. Rozdziały z kolei są krótkie, co nadaje akcji dynamizmu.

„Sherlock Holmes i sztuka we krwi” to jedna z najlepszych powieści detektywistycznych, z jakimi miałam do czynienia. Styl i maniera pisania nawiązują do oryginalnych tekstów Conana Doyle’a. Dzięki temu wieloletni fani mogą szukać w niej kontynuacji klasycznych przygód detektywa, a tym początkującym posłuży za wstęp do dawnych tekstów.

środa, 19 października 2022

"Oczami umysłu można zobaczyć więcej niż oczami ciała" - "Karty na stół" A. Christie

 

Kolejna książka Agaty Christie za mną. Historie tej pisarki pochłaniam za jednym razem. Kocham ich strukturę, ten wspaniały klimat, złożone zagadki, to, że czytając czuję się jakbym faktycznie uczestniczyła w rozwiązywaniu tajemnicy. Już samo wyjęcie powieści z paczki i jej dotknięcie napawa mnie przyjemną ekscytacją i dreszczykiem emocji. Po tej autorce nigdy nie wiem czego się spodziewać, każda kolejna przeczytana strona jest źródłem niespodzianek i zaskakujących zwrotów akcji. 

Pan Shaitana, cudzoziemiec z Orientu, ma egzotyczne hobby: sprasza na brydża morderców. Co gorsza, podczas spotkania pozwala sobie na słabo zawoalowane aluzje. Przynajmniej jeden z brydżystów słucha go uważnie, ponieważ gospodarzowi nie udaje się doczekać końca kolejnego robra... Wśród zaproszonych są jeszcze: pisarka poczytnych kryminałów Ariadna Oliver i niemniej słynny detektyw - Herkules Poirot. 

"Karty na stół" są napisane prostym, lekkim i przyjemnym językiem, zrozumiałym dla szerokiego grona odbiorców. Powieść czyta się naprawdę szybko, mnie zajęło to zaledwie dwa dni. Fabuła niesamowicie wciąga, a co najważniejsze – czytelnikowi ciężko od razu domyślić się, kto jest mordercą Shaitany. Agata Christie ma to do siebie, że potrafi mocno skomplikować całą sytuację, w wyniku czego na jaw wychodzi wiele innych historii. To dodatkowo sprawia, że odbiorca sięga po jej dzieła bardzo często.

Lubisz domyślać się, kto zabił? "Karty na stół" to książka idealna dla Ciebie! "Karty na stół" są idealne nie tylko na samotne wieczory, ale również wtedy, gdy chcemy się zrelaksować. Gorąco polecam wszystkim, którzy tak jak ja uwielbiają snuć przypuszczenia i sprawdzać, jak dobrzy są w swoich rozważaniach. Nie pożałujecie, zapewniam! Natomiast tych, którzy nie mieli nigdy styczności z dziełami pani Christie, zachęcam do tego, by poszerzali horyzonty i sięgnęli po pozostałe jej powieści. Dreszczyk emocji gwarantowany. Miłej lektury!

niedziela, 16 października 2022

"Jednak prawdą jest, że każdy ma swoją cenę" - "Wielka czwórka" A. Christie


Po raz kolejny miałam przyjemność powrócić do twórczości jednej z moich ulubionych pisarek kryminalnych oraz mojego drugiego ulubionego (zaraz po Sherlocku Holmesie) detektywa w literaturze, czyli Herculesa Poirot. Pomysł na wątek książki był bardzo dobry. Wielka Czwórka. Czterech najsilniejszych przestępców kontra Wielki i Wspaniały Hercules Poirot wraz ze swoim wiernym przyjacielem Hastingsem. 

Na Herkulesa Poirota tym razem czeka nie lada wyzwanie. Belgijski detektyw musi zmierzyć się z wieloma zagmatwanymi sprawami. Wszystkie ślady prowadzą do Wielkiej Czwórki – tajnej organizacji, której celem jest objęcie władzy nad światem. Szybko okazuje się, że nad Poirotem i kapitanem Hastingsem gromadzą się ciemne chmury. Przywódcy Wielkiej Czwórki są zdecydowani pozbyć się nieproszonych gości. I zdecydowanie nie przebierają w środkach…

Z początku dość sceptycznie podchodziłam do „Wielkiej Czwórki”. Osobiście wolę skupiać się na jednej zawiłej sprawie, niż skakać po różnych śledztwach. Jednak tym razem taka była koncepcja całej fabuły – skupiamy się na wielu pozornie niezwiązanych ze sobą wydarzeniach i powoli odsłaniamy wszystkie karty. A jednocześnie wcale nie odchodzimy od głównego tematu. Cieszę się, że autorka w tak prosty i przyjemny sposób połączyła ze sobą wszystkie wątki. Stworzyła świetną historię z solidnym zakończeniem, którego się nie spodziewałam. Jak zawsze jestem pod dużym wrażeniem!

Herkules Poirot robi co może, aby znaleźć powiązanie między różnorodnymi sprawami kryminalnymi a tajną, przestępczą organizacją. I, chyba to nikogo nie dziwi, idzie mu zaskakująco dobrze. Jak zwykle jestem pełna podziwu, dla małych szarych komórek Poirota.

Również postać kapitana Hastingsa zasługuje na pochwałę. Jest to bohater, z którym łatwiej jest mi się utożsamić. To mężczyzna, który robi co może, aby dorównać genialnemu przyjacielowi. Naprawdę świetna postać, którą szczerze polubiłam.  

Podsumowując, książka jest naprawdę dobra. Cała historia jest bardzo wciągająca (pochłonęłam ją w jeden dzień) i ciężko jest się od niej oderwać choćby na minutę. Agata Christie w najczystszej postaci, chociaż sceptycy i miłośnicy jej klasycznych powieści mieliby się pewnie do czego przyczepić, jednak ja tu wad nie znajduję i polecam tą książkę z czystym sercem!


czwartek, 13 października 2022

"Prowokować można tylko do pewnego momentu, później ten ktoś pęka" - "Carrie" S. King

 

Wyobraźcie sobie przez chwilę: jesteście nastolatką, która chce być taka jak wszyscy, ale przez swoje wychowanie nie możecie, bo bliscy ciągle Was ograniczają, przez co jesteście w szkole obiektem drwin i żartów. Rówieśnicy nieustannie Was prowokują, wystawiając Waszą cierpliwość na próbę, jakby czekając, kiedy pękniecie. Tak właśnie jest w tej książce. Skutki tego są tragiczne, jak to u Kinga. Poznajcie "Carrie".

Carrie White jest inna niż wszyscy. Nie chodzi na prywatki, nie interesują się nią chłopcy, stanowi obiekt kpin i docinków. Matka - religijna fanatyczka - za wszelką cenę usiłuje chronić ją przed grzechem. Pewnego razu Carrie się jednak buntuje i idzie na szkolny bal. Gdy tam pada ofiarą okrutnego żartu, rozpętuje się piekło... dziewczyna jest bowiem telekinetką o olbrzymiej mocy, której postanawia użyć, by zemścić się na swoich prześladowcach. Ci, którzy ją dręczyli, gorzko tego pożałują.

Ta książka to debiut pisarski Stephena Kinga i nie można jej nic specjalnie zarzucić. Pomysł i forma są naprawdę ciekawe. Autor podchodzi do tematu telekinezy niemal naukowo, przeplata akcję z wycinkami z prasy, artykułami, fragmentami z książek i pamiętników czy zeznań świadków. Pomimo iż według głównego nurtu nauka nie uznaje zjawiska telekinezy (nie ma na nią dowodów), to autor prowadzi historię tak jakby to było jak najbardziej powszechne zjawisko.

Pora powiedzieć co nieco o bohaterce. Czujemy do niej bardziej żal, niż strach. Masakra, której dokonuje, jest okrutna i szokująca, ale jednak nie aż tak straszna. Mniej więcej wiemy przecież, zanim dojdziemy do momentu zemsty, jak zakończy się historia. King jest mistrzem wzbudzania napięcia i dlatego konstrukcja książki pod względem ujawnienia wydarzeń wcale nie jest chybiona, a jednak Carrie przytrzymująca i przenosząca siłą umysłu ludzi, zamykająca wzrokiem drzwi, odkręcająca zraszacze i dokonująca na odległość kolejnych wybuchów nie staje się dla czytelnika potworem. Jest po prostu zagubioną nastolatką, jak zresztą tłumaczy jej koleżanka, Sue Snell.

Na największą uwagę jeszcze zasługuje aspekt zderzenia mocy telekinezy z religią, co King wprowadza dzięki postaci fanatycznej matki. Dar uaktywnia się szczególnie po pierwszej menstruacji Carrie, poprzez krew, co Margaret White interpretuje jako dar od diabła, zrodzony wraz z grzechem kobiecości. Dla Margaret córka jest czarownicą, z którą powinna walczyć. Pamiętam, że podczas lektury trochę mnie ten fanatyzm i ciemnota denerwowały. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła wychowywać swoje dziecko w takiej ciemnocie.

Podsumowując, książka powala na kolana. Przynajmniej powaliła mnie. Dwie jej ekranizacje - oryginalna Briana de Palmy z 1976 roku oraz ta "najświeższa" z 2013 roku - czekają w mojej prywatnej kolejce "do obejrzenia". Samą książkę naprawdę serdecznie polecam!

niedziela, 9 października 2022

"Jak to jest wyczuwać demony?" - "Demon" P. Hendel

 


"Demon", czyli 5 tom serii "Zapomniana księga" zamyka przygody Huberta Sierpnia i jego przyjaciół. Nastolatkowie są coraz bliżej odkrycia sekretów związanych z apokalipsą i tajemniczymi wizjami. Ich droga prowadzi jednak przez kolejne przeszkody, które bohaterowie muszą przezwyciężyć, by poznać odpowiedzi na swoje pytania.

W "Demonie" akcja trzyma w napięciu właściwie od samego początku do końca. I choć nie ma tu tak jasnego punktu kulminacyjnego jak w poprzednich książkach, akcja prowadzi w bohaterów w różne rozsiane po Polsce miejsca i zakańcza wcześniej rozpoczęte wątki. W pewnych miejscach autorka puszcza oczko do czytelników, którzy znają jej twórczość, a mi ta decyzja bardzo się podobała.

Tym za co niezmiennie doceniam tę serię jest świetna kreacja świata. Bohaterowie właściwie z dnia na dzień muszą nauczyć się obywać bez technologii i wszelkich osiągnięć cywilizacyjnych. Bardzo podobało mi się to, że w książkach pokazane jest to w jak różny sposób ludzie starają się poradzić sobie w nowej rzeczywistości. Na dodatek okazuje się, że na świecie pojawiają się demony. Część społeczeństwa je tępi, inni po jakimś czasie postanawiają je oswoić. Wszyscy jednak dążą do choć częściowej odbudowy tego, co stracone i co mogłoby znacznie zwiększyć komfort życia codziennego.

Przez 5 tomów bohaterowie dorastają, a relacje między nimi się zmieniają. I choć nie do wszystkich czuję podobną sympatię, bardzo polubiłam postać Huberta w przypadku którego te zmiany są najbardziej widoczne. Z rozwydrzonego nastolatka zmienia się w rozsądnie myślącego, choć czasami narwanego mężczyznę, który zrobi wszystko dla swoich bliskich. Zuza, Iza czy Ernest mimo różnych perypetii silnie stoją u jego boku i starają się odtworzyć koalicję północy.

Bardzo podobał mi się słowiański aspekt tych książek. Akcja dzieje się na Pomorzu, a w książce pojawia się wiele nawiązań do rodzimej mitologii i demonów, których wątek w całej historii jest bardzo istotny. Wraz z rozwojem fabuły bohaterowie poznają coraz więcej demonów o których nawet oni, mimo swojej wiedzy, którą dzięki swoim podróżom zgromadzili, nie słyszeli.

Seria "Zapomnianej Księgi" zdecydowanie należy do moich ulubieńców. Totalnie podoba mi się klimat wiejskiego postapo w którym umieszczono elementy słowiańskich wierzeń. Jestem pewna, że jeszcze wrócę do tej historii, a jeśli jeszcze jej nie znacie, polecam dać tym książkom szansę.

niedziela, 11 września 2022

A co by było, gdyby... - "Zwrotnice dziejów. Alternatywne historie Polski" A. Chwalba, W. Harpula

 


Historia alternatywna była do tej pory w Polsce dziedziną traktowaną przez „poważnych naukowców” z dużą ostrożnością. Niezwykłe wizje historii przedstawiali w swoich książkach raczej autorzy science fiction, tacy jak Jacek Dukaj, Adam Przechrzta czy Jacek Piekara, niż historycy. 

Zupełnie inaczej do tematu podchodzi Andrzej Chwalba, doświadczony historyk, kierownik Zakładu Antropologii Historycznej Uniwersytetu Jagiellońskiego, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Historycznego, autor ponad dwudziestu bestsellerowych książek historycznych. W rozmowie z dziennikarzem i politologiem Wojciechem Harpulą rozważa alternatywne scenariusze losów Polski, od początku przyjmując jasno sprecyzowane ograniczenia, co sprawia, że dywagacje nie przemieniają się w czystą fantazję. W przypadku „Zwrotnic dziejów” możemy mówić raczej o historii kontrfaktycznej – przyjęciu hipotetycznych założeń, że pewne wydarzenia przebiegały inaczej, niż miało to miejsce w rzeczywistości.

Autorzy, stosując metodologię zaproponowaną przez niemieckiego historyka starożytności Alexandra Demandta w pracy pt. „Ungeschehene Geschichte” (Historia niebyła), zastanawiają się nad tym, jak decyzje podjęte w kluczowych momentach dziejów wpłynęły na losy naszego kraju w kolejnych stuleciach. Co by było, gdyby Bolesław Krzywousty nie podzielił państwa między swoich synów, a Konrad Mazowiecki nie sprowadził Krzyżaków do Polski? Czy I Rzeczpospolita miałaby szansę uniknąć rozbiorów, gdyby powstrzymano „zapędy reformatorskie” i zrezygnowano z uchwalenia Konstytucji 3 Maja? Starając się odpowiedzieć na te pytania, autorzy przede wszystkim zachowują dużą dyscyplinę intelektualną i zawsze starają się bazować na racjonalnych podstawach. Opierają się pokusie budowania wielopiętrowych, niemożliwych do zweryfikowania hipotez, nie snują fantastycznych scenariuszy, nie dopisują władcom synów zamiast córek.

Za duży plus książki uważam również wyraźne oddzielenie faktów od hipotez, dzięki czemu czytelnik nie gubi się w domysłach, co wydarzyło się naprawdę. Każdy z siedmiu rozdziałów rozpoczyna rzetelne przedstawienie rzeczywistych zdarzeń. To wszystko sprawia, że lektura „Zwrotnic dziejów” jest bardzo pobudzająca intelektualnie. Choć można nie zgadzać się wnioskami autorów, warto docenić rzetelność ich analizy. Fakt, że w niektórych miejscach nie zgadzają się ze sobą, dodatkowo zachęca czytelników do snucia własnych rozważań. Żywy, gawędziarski styl Andrzeja Chwalby sprawia, że lektura nie jest nudna i także ci, którzy nie są pasjonatami historii, mają szansę się nią zainteresować. Polecam serdecznie!

niedziela, 28 sierpnia 2022

"Pokochała człowieka, który nie zasługiwał na jej uczucie" - "Szpieg i dama dworu" A. Herries

 

Ostatnio dzięki mojemu przyjacielowi miałam okazję zapoznać się z czymś innym niż to, co zwykłam czytać na co dzień. Zazwyczaj wybieram książki osadzone w realiach nieco bardziej współczesnych, jednak tym razem skusiłam się na coś, co śmiało można nazwać romansem historycznym.

Akcja dzieje się w Anglii w XVI wieku. Przystojny sir Nicholas Grantly uchodzi na dworze Elżbiety I za lekkoducha i bawidamka. Jedynie królowa i bezpośredni zwierzchnik wiedzą, że jest to wygodny kamuflaż. Sir Nicholas pełni tajną misję: szpieguje wrogów Elżbiety I zarówno w Anglii, jak i na kontynencie. Oczywiście nie może tego wyjawić Catherine Moor, pięknej i mądrej dwórce, która zdobyła jego serce. Obiecuje sobie, że już wkrótce podziękuje królowej za służbę i wtedy wyzna ukochanej swoje tajemnice. Kiedy wyrusza w ostatnią podróż, nie wie, że Catherine grozi śmiertelne niebezpieczeństwo.

Mimo swojej przewidywalności naprawdę łatwo i szybko czyta się tą książkę, lektura jest przyjemnością, a styl autorki niczym nie razi. Obawiałam sie, że będzie to zwykłe romansidło, ale autorka opisała zgrabną intrygę osobisto-polityczną na tle miłosnych rozterek pary głównych bohaterów. Akcja trzyma w napięciu, a damsko-męskie utarczki dostarczają trochę humoru. Autorka ciekawie przedstawiła burzliwe czasy walki o władzę w Anglii, gdy zwolennicy Marii Stuart knuli spiski przeciwko panującej królowej Elżbiecie. To także wiek ścierających się religii oraz walki wiedzy z powszechnie panującymi zabobonami, przepowiedniami, klątwami i wróżbami, którym ulegali nawet najwięksi tego świata.

Najbardziej w tym wszystkim podobał mi się wątek szpiegowski. Mimo, że było go naprawdę mało, to mógł zainteresować niejedną osobę. Szkoda tylko, że było bardzo mało, właściwie w ogóle nie licząc zwykłych rozmów, opisów co tak właściwie robił Nick, będąc szpiegiem. Było trochę tak, że był on agentem tylko dlatego, że tak pasowało do fabuły, bo z jego wielkich zasług nie zobaczyliśmy prawie nic, poza ocaleniem młodej Francuzki podczas rzezi hugenotów we Francji. 

Jeśli chodzi zaś o minusy książki, to najbardziej irytowała mnie główna bohaterka. Wiecznie uparta i dumna, niczym prawdziwa dama. Zachowywała się, jakby nie rozumiała czynów swojego ukochanego oraz tego co on robi dla kraju i co on poświęca, nawet do samego końca.

Podsumowując, książka ciekawa, czytało się ją łatwo. Polecam wszystkim miłośnikom powieści szpiegowskich, ale także i tym, którzy zaczytują się w romansach historycznych.

niedziela, 31 lipca 2022

"Jesteśmy sumą wolnej woli i tego, czego się nauczyliśmy - świata w jakim przyszło nam żyć" - "Felix, Net i Nika oraz Świat Zero 2. Alternauci" R. Kosik

 

Wracasz do domu. Niby wszystko jest jak zawsze, mama krząta się po kuchni, a pies jak zwykle wybiega na przywitanie. Przez ten sam hol wchodzisz do środka, mijasz te same drzwi. Wszystko jest niby normalnie, jednak, to, co widujesz, na co dzień, nagle staje się obce. Parę szczegółów się nie zgadza, na tyle, że nie można tego uznać za chwilowe zapomnienie. Przecież w ciągu zaledwie kilku godzin, Twoje rodzeństwo nie może nagle przestać istnieć, ukochana osoba kompletnie o Tobie zapomnieć, czy Twój adres zamieszkania zmienić się nagle na Dom Dziecka. A może… No tak! W końcu u Kosika wszystko jest możliwe!

W „Świecie zero” superpaczka kilkakrotnie przeszła przez Pierścień, przechodząc pomiędzy różnymi światami alternatywnymi, coraz bardziej oddalając się od tego właściwego. Aż wreszcie wylądowali w świecie, który dosyć dużo zmienia w sytuacji Niki. Tutaj jej rodzice żyją, dziewczyna nie jest już zmuszona do ukrywania się, nie mieszka także w domu dziecka. Szczególnie to pierwsze zaważa na jej decyzji. Nika decyduje się zostać, chociaż i ten świat ma wiele wad. Kazała Felixowi i Netowi skakać dalej bez siebie. Jak potoczą się ich losy? Czy Nika naprawdę zostanie w tym świecie, a do chłopców dołączy jej alterbliźniaczka? Jedno jest pewne, przygód doświadczymy w normalnej dla Kosika ilości, czyli co niemiara.

O ile podczas lektury poprzedniej części miałam pewne obawy, czy panu Kosikowi nie zaczęły się przypadkiem kończyć pomysły, tutaj nawet nie śmiałabym zasugerować czegoś takiego. W końcu motyw Pierścienia Wunrung został wykorzystany, a ja nie bardzo wierzyłam w ideę światów alternatywnych. Jednakże, postanowiłam dać autorowi jeszcze jedną szansę. I jak dobrze, ze to zrobiłam! Inaczej, nie mogłabym znów przeżywać z bohaterami ich przygód, czy zwyczajnie oderwać się od mojego prywatnego świata zero. A to wszystko w bardzo wyrafinowany sposób, to znaczy zwiedzając coraz bardziej nieznajome nam miejsca. Przyznaję, w żadnym nie chciałabym zostać na dłużej, jednakże moja ukryta zła natura całkowicie pozwoliła zatracić mi się w nieszczęściach bohaterów, smakowicie doprawionych trafnymi uwagami Neta.

Jeśli chodzi o bohaterów, w poprzednich częściach nie mogłam przyzwyczaić się, że bohaterowie stali się starsi. Wrażenie to spotęgował jeszcze fakt, że tytułowi Felix, Net i Nika po prostu nie zachowywali się dojrzalej. Jak dla mnie, wciąż byli tymi samymi trzynastolatkami, jakich poznaliśmy na początku serii. To wrażenie trwało i trwało, poprzez wszystkie tomy. Dopiero w najnowszym zaczęłam tę różnicę dostrzegać. Sytuacja, w której Net się zwyczajnie upija oraz moment, w którym zaczynają padać słowa trochę mocniejsze niż „motyla noga”, automatycznie stał się nowym rozdziałem w moim odczuwaniu głównych bohaterów. Wreszcie zaczęłam dostrzegać, ze tych lat mają już oni nieco więcej. Jak dla mnie, to duży plus, w końcu to, że sławny zespół pozostawał taki sam na przestrzeni lat, stawało się już trochę nierealne i po prostu dziwne.

Podsumowując, byłam zachwycona wyobraźnią autora i ogólnie jego pomysłowością. Dodatkowo, dzięki niebanalnej historii, tylko subtelnie zaznaczonemu wątkowi miłosnemu i ciepłemu, zaraźliwemu humorowi mogę spokojnie uznać tą książkę za jedną z najlepszych młodzieżówek, która spodoba się także nieco starszym czytelnikom. Po prostu książka ponadczasowa. Polecam serdecznie!

sobota, 16 lipca 2022

"Nie sięgaj za wysoko, bo niczego nie dosięgniesz" - "Felix, Net i Nika oraz Świat Zero" R. Kosik

 

"Felix, Net i Nika oraz Świat Zero" to kolejna, dziewiąta już część młodzieżowej serii Rafała Kosika. Jako wierna fanka przygód nastolatków bardzo ucieszyłam się, gdy zakupiłam tę książkę. Sięgnęłam po nią pełna radości, gdyż po spotkaniu z autorem na Pyrkonie postanowiłam zrobić sobie tzw. re-read książki, po którą pierwszy raz sięgnęłam w wieku nastoletnim, aby też w jakimś sensie sprawdzić, czy bawi mnie ona tak samo teraz, gdy jestem dorosła. 

W tej części trójka przyjaciół trafia do Instytutu Badań Nadzwyczajnych, aby zapoznać się z kopią pierścienia czasoprzestrzennego, znanego nam już z drugiej części cyklu. Ten egzemplarz nie posiada jednak drugiego wyjścia, dlatego wydaje się, że nie działa. Felix, Net i Nika przechodzą przez niego dla zabawy i... trafiają do równoległego im świata. Usiłując powrócić do domu zagłębiają się coraz dalej. Istotność zmian powiększa się. W kolejnych światach nie chodzi już o inną pracę domową czy markę napoju kapsla, a o życie...

Wydawałoby się, że nawiązywanie do poprzedniej powieści to niezbyt dobra myśl- komu podoba się odgrzewanie starych pomysłów? Muszę przyznać, że mnie!- w tym przypadku. Choć temat pierścienia pojawił się już w "Teoretycznie Możliwej Katastrofie", tu przedstawiono go w inny, bardzo ciekawy sposób. Błyskawiczna akcja, świetny humor i nietuzinkowi bohaterowie sprawili, że nie sposób było się nudzić.

Na uwagę zasługuje również oprawa graficzna książki. Okładka jest ciekawa, jednak moją uwagę przyciągnęła przede wszystkim jej wewnętrzna część. Świetne rysunki autora i fragment tekstu tak mnie rozbawiły, że musiałam się nimi z kimś podzielić.

Pomimo ogólnego zachwytu muszę przyznać, że czegoś mi w tej części zabrakło. Może nowego wynalazku Felixa albo rozszerzenia postaci Gertrudy? A może większej ilości uwielbianych przeze mnie sarkastycznych uwag Neta? Z pewnością zabrakło jednego- większej ilości kartek tej wspaniałej lektury. Szybkie tempo akcji sprawiło, iż pochłonęłam ją błyskawicznie. Nawet nie zauważyłam, że czytam już ostatni rozdział. Zakończenie pozostawiło wiele niewiadomych, dlatego wciąż czuję niedosyt i ogromną ochotę na (również) powtórną lekturę drugiej części tego tomu.

Myślę, że "Felix, Net i Nika oraz Świat Zero" to obowiązkowa pozycja dla fanów serii, a także dla tych, którzy jeszcze nie zaznajomili się z twórczością pana Kosika- może po lekturze tej książki dołączą do grona jej wielbicieli?

środa, 13 lipca 2022

"Świat jest jedną wielką niewiadoma a ludzie, których spotykamy na swojej drodze to zagadki, które próbujemy zrozumieć" - "Nancy Drew. Zagadka ukrytych schodów." C. Keene

 


Po raz kolejny miałam przyjemność zapoznać się z sympatyczną Nancy i jej kolejną przygodą. Wzięłam do ręki tą książkę z nadzieją, że nie zawiodę się na kunszcie autorów, którzy stworzyli postać sprytnej młodej detektyw. I tak właśnie było. Książka w pełni spełniła moje oczekiwania.

"Zagadka ukrytych schodów" to drugi tom cyklu powieści młodzieżowych o detektyw Nancy Drew. Tym razem młoda kobieta wyrusza do posiadłości zamieszkanej przez zaprzyjaźnione starsze panie, które zmagają się z... duchem! A przynajmniej wszystko wskazuje na to, że ich dom opanowały siły paranormalne. Nancy chce wyjaśnić tą tajemnicę, jednak boryka się z własnymi problemami, których ignorowanie niesie za sobą ogromne konsekwencje.

Zagadki, zagadki, jeszcze więcej zagadek! Przyznam, że dla dorosłego czytelnika, takiego jak ja, losy bohaterów stają się bardzo szybko przewidywalne. Nie umniejsza to jednak samej historii, która jest lekka i czyta się ją naprawdę przyjemnie. Nie ma w niej brutalności, która wylewa się z większości książek dla młodzieży. Wszystko kręci się wokół śledztwa prowadzonego przez młodą panią detektyw i jej przyjaciółkę. Akcja jest szybka, rozdziały krótkie, a bohaterowie dość charakterystyczni.

Główna bohaterka jest taka... przemiła. Zdałam sobie sprawę, że w trakcie czytania, wychodziła ze mnie namiastka dorosłej goryczy. Trochę kpiłam z tego, że postacie są tak dobre, empatyczne i kulturalne. I zrobiło mi się przykro, bo może zakorzenił się we mnie realizm, który nie pozwala mi odczuwać powieści młodzieżowych tak beztrosko jak dawniej. 

Sądzę, że nastoletni czytelnik doceni zarówno historię, jak i bohaterkę w pełnej krasie. A i ja czekam na kolejne części, bo jestem ciekawa, co jeszcze przydarzy się dociekliwej Nancy Drew.

czwartek, 7 lipca 2022

Nieustraszona młoda detektyw - "Nancy Drew. Tajemnica starego zegara." C. Keene

 


Wydawnictwo Dolnośląskie przygotowało nie lada gratkę dla miłośników klasyki. Nowe wydania powieści Carolyn Keene z serii „Nancy Drew”. Jako pierwsza ukazała się „Tajemnica starego zegara”.

Nancy Drew to panienka z dobrego domu. Lubi jeździć kabrioletem, poznawać nowych ludzi i ubierać się w modne suknie. Mimo tego, że jako córka wziętego adwokata żyje na nieco wyższym poziomie niż ogół społeczeństwa, Nancy pozostaje miłą i uczynną dziewczyną. Uwielbia rozwiązywać tajemnicze zagadki i posiada niesamowity wręcz talent do pakowania się w kłopoty. Podczas jednej ze swoich wycieczek poznaje osoby, które miały odziedziczyć spadek po niejakim panu Crowleyu. Okazuje się jednak, że całość majątku przypaść ma niesympatycznej rodzinie Tophamów. Czy możliwym jest, że istnieje inny testament? Nancy wraz z ojcem podejmuje próbę odnalezienia tajemniczego testamentu. Czy zdoła pomóc ubogim krewnym Crowleya i ukarać chciwych Tophamów? Rozwiązanie zagadki okaże się najeżone licznymi niebezpieczeństwami.

Czy klasyka kryminału dla młodzieży sprzed niemalże stu lat broni się dziś? Zdecydowanie tak. Perypetie Nancy i prowadzone przez nią śledztwo mogą dostarczyć mnóstwa frajdy. Powieść jest bardzo klimatyczna, a miejscami budowane napięcie może przyprawić o wypieki na twarzy. Nie zabraknie tu intrygi i dedukcji. Sama Nancy to postać niezwykle urokliwa. Młoda dama o wielkim sercu, która znajduje radość w pomaganiu innym. Dla wielu dzisiejszych nastolatków mogłaby być wzorem. Pełna dobrych chęci i zaangażowana w sprawę sama znajdzie się w opresji. Jak sobie poradzi? Nancy Drew to osobowość jedyna w swoim rodzaju. Ambitna, zaradna i ze smykałką detektywistyczną. Bardzo przyjemnie czyta się tę historię mimo iż pisana jest nieco archaicznym językiem. Jednym będzie to nieco przeszkadzało, dla innych zaś to dodatkowy smaczek. Nie zapominajmy o tym, że książki o losach Nancy pierwotnie ukazały się na początku dwudziestego wieku. Niektóre wypowiedzi bohaterki mogą dziś wydawać się nieco naiwne, ale moim zdaniem stanowi to o dodatkowym uroku tej lektury.

Carolyn Keene to pseudonim wspólny dla całej armii autorów, którzy tworzyli powieści z cyklu Nancy Drew. Dwie z nich ukazały się w Polsce na początku lat dziewięćdziesiątych. Teraz Wydawnictwo Dolnośląskie przypomina tę serię. „Tajemnica starego zegara” niewątpliwie trafi w gust osób ceniących sobie klasyczne kryminały. Tutaj krew nie leje się hektolitrami, a trup nie ściele gęsto. Bardzo ważna jest zagadka i umiejętność dedukowania. Dla mnie była to bardzo interesująca lektura i niecierpliwie będę oczekiwała kolejnych odsłon perypetii sympatycznej Nancy. Poczuć tu można powiew Agathy Christie. Trudno chyba o lepszą zachętę dla wszystkich tych, którzy lubią wsiąść w literacki wehikuł czasu i przenieść się w inne czasy. „Tajemnica starego zegara” to powieść nie tylko dla nastolatków. Myślę, że także dojrzały czytelnik znajdzie dużo radości w tej lekturze. Tutaj aż roi się od tajemnic. Czyż można sobie wyobrazić coś lepszego niż wspólne tropienie szajki złodziei i poszukiwanie zaginionego testamentu wraz z zachwycającą Nancy? Tak, ta postać zachwyca. To jedna z tych bohaterek literackich, które w naturalny sposób od razu zyskują naszą sympatię.

Dobrze nakreślone realia epoki, ciekawi bohaterowie i intrygująca tajemnica – te cechy najlepiej charakteryzują tę powieść. Napisana lekko, bardzo łatwo jest wciągnąć się w fabułę i tylko miejscami drażnić może naiwny język osoby, które niekoniecznie cenią książki w starym stylu. Dla mnie to powieść wręcz doskonała i pozostaje mi jedynie żałować, że nie miałam możliwości poznać jej, gdy byłam nastolatką. Kryminał , który nie epatuje przemocą, taki gdzie liczy się intelekt, a główna bohaterka jest niesamowitą amatorką na tropie tajemnic. Bardzo lubię tego typu powieści dlatego historia Nancy Drew od razu do mnie trafiła. Bawiłam się wyśmienicie podczas tej lektury i z całego serca mogę ją polecić. To dobry przerywnik pośród poważnych, mrocznych powieści. Książka, która bawi, zapewnia emocje i rozrywkę. Bardzo udana powieść i jeśli lubicie poczuć klimat dawnych lat to zdecydowanie jest ona dla Was. Dajcie się porwać Nancy Drew, ponieważ ta dziewczyna gwarantuje dobra zabawę. Miłośnicy klasyki będą oczarowani. Ci, którzy nie są do tego typu książek przekonani będą mieli okazję zmienić przekonania.

poniedziałek, 4 lipca 2022

"Nigdy nie będziesz w stanie odnaleźć siebie, jeśli zatracisz się w kimś innym" - "November 9" C. Hoover

 

Colleen Hoover to autorka książek o miłości, która ma wielki talent do wymyślania wyjątkowo chwytających za serce historii. Dlatego po kolejne jej publikacje sięgają coraz liczniejsze rzesze fanów, a nakłady rozchodzą się w błyskawicznym tempie. Osobiście po raz pierwszy zetknęłam się z książką tej autorki, więc nie wiedziałam czego się spodziewać, jednak oczekiwałam po lekturze bardzo wiele, nastawiłam się na książkę z górnej półki i oczywiście się nie rozczarowałam.

Główni bohaterowie spotykają się przypadkiem w restauracji. Ona prowadzi burzliwą wymianę zdań z ojcem, który zamiast wpierać córkę podcina jej skrzydła. On przysłuchuje się tej rozmowie i wkracza w środek rodzinnej dyskusji przedstawiając się jako chłopak Fallon. Dziewczyna w pierwszym momencie jest zaskoczona, ale błyskawicznie podejmuję grę na zasadach jakie proponuje Ben. Oboje są sobą zauroczeni i zafascynowani od pierwszego wejrzenia. Ona ma jednak w planach wyprowadzkę do Nowego Jorku, on postanawia nie rezygnować z tej znajomości i proponuje Fallon coroczne randki w dniu, w którym się poznali – 9 listopada. Ta data ma być dla nich wyjątkowa i ma zmazać smutne wspomnienia z pożaru jaki przeżyła dziewczyna, a jaki oszpecił jej ciało bliznami. Czy to początek wielkiej miłości? Czy to prolog związku na całe życie czy może tylko młodzieńcze zauroczenie? Czy te spotkania zakończą się happy endem czy rozstaniem?

Ta powieść to przepiękna książka o młodych ludziach, którzy u progu dorosłości dostają od losu prezent. Ich drogi się krzyżują, a tym samym mogą oni odkryć piękno uczucia. Zyskują na tym także czytelnicy, którym dane jest przeżyć niezwykłe emocje. Ta historia od samego początku przyciąga uwagę i otula niczym jesienna mgła. Realny świat wokół blednie i szarzeje, odpływa w dal, a liczy się tylko to, co rozgrywa się na kartach powieści. Tym uczuciem się żyje i oddycha. Łzy płyną z oczu, a serce bije mocno. Czyta się ją z wypiekami na twarzy, a treść uwodzi. Wrażliwy czytelnik nawet nie wie kiedy ta historia odsuwa od rzeczywistości i zabiera do świata, w którym króluje emocjonalny rollercoaster. Takiej lektury się nie zapomina.

Próżno szukać w niej słabszych stron, bo jest doskonała, przemyślana i dopracowana w każdym calu. Nie dziwią zatem wysokie oceny i pozytywne opinie. Przy lekturze przydatne będą chusteczki do ocierania łez i krótkie przerwy na zaczerpnięcie oddechu. Tę powieść musicie przeczytać, jeśli kochacie prozę Colleen Hoover, ten tytuł musicie poznać jeśli nigdy nie sięgnęliście po publikacje tej autorki. Jestem pewna, że będziecie zadowoleni z wyboru właśnie tej książki. Z całego serca i duszy polecam.

"Dochowanie wierności swoim marzeniom wymaga ogromnej siły" - "Pamiętnik" N. Sparks

  O Nicholasie Sparksie słyszał już chyba każdy, jeżeli nie to jestem w szoku. Otóż jest to amerykański pisarz światowych bestsellerów z któ...