piątek, 17 września 2021

"Po śmierci zawsze wyrastają problemy" - "Niemy świadek" A. Christie

 


Proza Agathy Christie jest gwarancją świetnej umysłowej rozrywki, której zdecydowanie nie mam zamiaru sobie odmawiać. Ostatnio dość często sięgam po kolejną książkę jej autorstwa i chociaż oczywistym jest, że jedne historie porywają mnie bardziej, inne mniej, to jeszcze nie zdarzyło się, żebym czytając któryś z tytułów nie odczuwała zwyczajnej przyjemności ze spotkania z pisarką. Ta lekkość pióra w połączeniu z kryminalnymi intrygami ma w sobie tyle niezaprzeczalnego uroku, że z uśmiechem myślę o kolejnych książkach czekających na mnie w domowej biblioteczce. Tym razem padło na "Niemego świadka"
W miasteczku Market Basing nikogo nie zdziwiła śmierć stosunkowo wiekowej już panny Emilii Arundell. Kobieta od kilku lat miała pewne kłopoty zdrowotne i oczywistym wydawało się, że to one były wszystkiemu winne. Znacznie więcej emocji niż odejście z tego świata, budzi ostatnia wola zmarłej, która cały swój (większy niż się spodziewano) majątek przekazała damie do towarzystwa. Jak to w małej społeczności bywa, pojawia się wiele plotek i domysłów, ale najbardziej pokrzywdzeni w tym wszystkim wydają się być członkowie rodziny Emilii, tak niesprawiedliwie (w ich mniemaniu) potraktowani przez kobietę.
O śmierci panny Arundell dowiadujemy się już z pierwszego zdania „Niemego świadka”, ale jej rola w powieści nie ograniczy się do bycia (a może niebycia?) ofiarą. Cofamy się bowiem do wcześniejszych wydarzeń, które pozwolą nam poznać szanowaną w mieście właścicielkę Littlegreen House bliżej, a także przyjrzeć się członkom jej rodziny i służbie. Panna Emilia to kobieta stanowcza i nie dająca się omamić słodkim słówkom. Twardą ręką rozporządza swoim majątkiem, zdając sobie sprawę, że wizyta najbliższych jest powodowana przede wszystkim chęcią przekonania jej do finansowego wsparcia. Ręce, w mniej lub bardziej bezpośredni sposób, wyciąga po pieniądze każdy z gości, ale na nic zdają się starania. W czasie wizyty dochodzi do nieszczęśliwego wypadku – panna Arundell spada ze schodów – nie jest to jednak (jak pewnie mogliście pomyśleć) moment jej śmierci. Kobieta umiera nieco później, w pozornie jasnych okolicznościach, ale gdy sprawie zacznie się przyglądać Herkules Poirot nic nie będzie tak oczywiste, jak początkowo się wydawało.
Agatha Christie stworzyła bohaterów wyrazistych i jednocześnie takich, którym z różnych powodów można z powodzeniem przypisać chęć uśmiercenia panny Arundell. Teresa teoretycznie nie może narzekać na brak pieniędzy, ale wystawne życie kosztuje sporo. Poza tym mężczyzna z którym się zaręczyła zdecydowanie nie jest zamożny, a jego wymarzona lekarska kariera sporo kosztuje. Karol, brat Teresy, to mężczyzna czarujący, ale z rodzaju tych, którzy w istocie dbają jedynie o swój własny interes i nie wahają się przed łamaniem prawa w celu osiągnięcia celu – może więc nie miałby też oporów przed dokonaniem zabójstwa? Bella jest dobrą żoną i matką, ale pozostaje pod pantoflem swojego męża dra Taniosa. Ten wydaje się sympatyczny i ujmujący, ale wszyscy wiemy, że w takich sprawach jak morderstwo bycie uroczym to żadne alibi. Dama do towarzystwa, która zgarnęła cały majątek (doskonały motyw, prawda?) - Minnie Lawson - była oddana swojej chlebodawczyni, ale pewne okoliczności wskazują na to, że ma nie do końca czyste sumienie. Nie można zapominać o służącej i kucharce – podejrzany jest każdy, kto miał choćby cień okazji do pozbycia się pani domu. Przy tym wszystkim nie jest wcale pewne czy zabójstwo w ogóle miało miejsce – w końcu lekarz stwierdził, że w śmierci panny Arundell nie było nic podejrzanego. Cóż, Herkules Poirot jest innego zdania.
Pewnie zastanawiacie gdzie w tym wszystkim miejsce dla niemego świadka, który jak łatwo się domyślić, spoglądając na okładkę, jest psem. Bob, bo tak wabi się terier panny Emilii, będzie się przez całą powieść przewijał wielokrotnie, ale przyznam, że spodziewałam się iż jego rola będzie miała nieco inny charakter. Sugerował to tytuł i pod tym względem spotkało mnie małe rozczarowanie. Tę drobną niedoskonałość jestem jednak w stanie wybaczyć, bo inne elementy zdecydowanie to rekompensują.
Wąsaty Belg jak zawsze metodycznie podszedł do śledztwa, chociaż co ciekawe tym razem był w jego trakcie nie tylko znanym detektywem. Odpowiednie podejście do podejrzanych i kierowanie rozmowy na właściwie tory niemal wystarczą by odkryć prawdę na temat wydarzeń w Littlegreen House. Trzeba będzie do tego dorzucić trochę czasu i genialny umysł Herkulesa Poirota, a otrzymamy mieszankę gwarantującą sukces. Obserwowanie jak wszystko zmierza do końca, to czysta przyjemność, ale i szansa na sprawdzenie się w roli detektywa. W międzyczasie pojawiają się swoiste monologi Belga pozwalające przyjrzeć się jeszcze raz zebranym do tej pory faktom, więc nie ma obawy, że o jakiejś ważnej okoliczności zapomnimy. Christie daje czytelnikowi wiele okazji, by sam wpadł na rozwiązanie, ale jednocześnie nie odmawia sobie podsuwania mu niezliczonej ilości możliwości. W pewnym momencie każdy wydawał mi się winny i każdy z rozważanych przeze mnie scenariuszy był całkowicie logiczny i pasował do całości. Ostatecznie jeden z nich znalazł potwierdzenie w zakończeniu, ale jedynie częściowo, co nie pozwala mi na stwierdzenie, że wszystko przewidziałam. Powiedziałabym raczej, że wybrałam odpowiednie elementy układanki, ale poukładałam je w nieodpowiedni sposób.
„Niemy świadek” teoretycznie nie zaskakuje oryginalnością okoliczności związanych ze śmiercią panny Arundell, a jednak cała ta sprawa jest tak zajmująca, że trudno mi się było od książki oderwać. Coraz lepiej poznaję też Poirota i coraz bardziej go lubię. Trudno go uznać za najlepszego kompana, o czym przekonać może się wielokrotnie Hastings, gdy chociażby próbuje wyciągnąć z niego jakieś informacje, ale towarzyszenie tej dwójce w czasie śledztwa to doskonała rozrywka i wyzwanie dla szarych komórek. Akcja nie gna tu na łeb, na szyję, a metody wąsatego detektywa nie są może jakoś specjalnie efektowne, ale to zupełnie nie przeszkadza w podziwianiu jak kolejna sprawa zostaje rozwiązania. Polecam serdecznie!
Na koniec jeszcze chciałabym tą recenzję zadedykować mojemu serdecznemu przyjacielowi Hubertowi, dzięki któremu na nowo wciągnęłam się zarówno w czytelniczą pasję, jak i w fascynację twórczością Królowej Kryminałów.


1 komentarz:

  1. Naprawdę świetny kryminał, chociaż muszę znowu powiedzieć, iż filmowa wersja z serialu "POIROT" jest zdecydowanie lepsza, a w każdym razie pod względem zakończenia, które zdecydowanie wzbudza o wiele więcej emocji i więcej zachwytu, bo występuje w niej mój ulubiony schemat, czyli zebranie wszystkich podejrzanych w jednym pokoju, rzucanie oskarżeń na jednego po drugim, a w końcu ostateczne rozwiązanie sprawy. I przy okazji nieco bardziej podkreślono relacja Poirota z Bobem, tytułowym niemym świadkiem. Nieco zabrakło mi tego w powieści, co nie znaczy, że jest ona zła. Do tego świetnie wykorzystano tutaj to, o czym wspominałem w jednym z poprzednich komentarzy, czyli poznajemy jakieś wydarzenia rzekomo mające charakter paranormalny, a potem wychodzi na jaw, że to po prostu zwykłe rzeczy. Szczególnie ciekawe były siostrzyczki Tripp, nieźle stuknięte i wierzące w duchy. Rozbawiły mnie do łez. Do tego znowu w powieści występuje nasz ulubiony kapitan Arthur Hastings. Jest super jako narrator i swoisty doktor Watson u boku Poirota. Co prawda nie jest zbyt kumaty, ale mimo wszystko jest wiernym druhem Poirota i zawsze Belg może na niego liczyć, choć Hastings zdecydowanie nie nadąża za jego tokiem myślenia, ale niech się nie martwi: my, czytelnicy zazwyczaj też nie nadążamy za Poirotem :)
    Bardzo dziękuję za dedykacje, jest mi bardzo miło ją przeczytać i cieszy mnie, że zainteresowałem Cię tą rewelacyjną serią kryminałów. Warto ją znać i sprawia mi przyjemność, że możemy tę pasję dzielić we dwoje :)

    OdpowiedzUsuń

"Dochowanie wierności swoim marzeniom wymaga ogromnej siły" - "Pamiętnik" N. Sparks

  O Nicholasie Sparksie słyszał już chyba każdy, jeżeli nie to jestem w szoku. Otóż jest to amerykański pisarz światowych bestsellerów z któ...