"Morderstwo w Orient Expressie" to jedna z najbardziej rozpoznawalnych książek Agaty Christie, która została czterokrotnie zekranizowana. Powróciłam do tej książki po latach, ostatni raz zapoznawałam się z nią przy okazji przygotowań do prezentacji maturalnej. Dlatego teraz tym przyjemniej było mi na nowo się zanurzyć w tej klasyce.
Główną osią fabuły jest morderstwo w tytułowym "Orient Expressie" - pociągu, którym Herkules Poirot, po rozwiązaniu zagadki kryminalnej w Azji, wraca do Europy. Detektyw przypadkowo natrafia na tajemniczą sprawę zasztyletowanego pasażera pociągu. Podejrzenia padają na dwanaście osób, w tym konduktora, które w momencie przestępstwa były jedynymi ludźmi w wagonie. Wszyscy stają się potencjalnymi podejrzanymi, a Herkules Poirot dostaje trudne zadanie odnalezienia wśród nich sprawcy. Wydaje się to tym bardziej skomplikowane, gdyż pociąg grzęźnie w zaspie śnieżnej, a każda z osób, wśród których kryje się zabójca, ma inną narodowość, a także pozycję społeczną. Utrzymuje przy tym, że nie znała ofiary.
Na uznanie zasługuje tutaj przede wszystkim różnorodność, a także dokładność z jaką autorka opisała każdego z bohaterów. Podczas lektury mamy do czynienia z przedstawicielami wielu narodowości, każdy pasażer prezentuje zupełnie inną osobowość i skrywa wiele swoich tajemnic. Agata Christie nie poszła na łatwiznę, tworząc wyjątkową grupę indywidualistów, w których pochodzenie jesteśmy w stanie uwierzyć. Z bohaterami da się sympatyzować, a dokładnie wyszczególnione, konkretne zeznania, które prezentuje Hercules Poirot, pozwalają poznać ich z tej bardziej ukrytej strony. Jest to bardzo kreatywny sposób na przedstawienie postaci, z którymi spotykamy się na łamach książki - nakreślenie ich historii, a także potencjalnych motywów.
Nie zapominajmy także o Herculesie Poirot, którego nie da się pomylić z nikim innym - dojrzały, doświadczony mężczyzna o dość ekscentrycznym stylu bycia, pedantycznej naturze i pokaźnym, charakterystycznym wąsie. Ujął mnie on spokojem, chłodną kalkulacją, jak również elegancją, którą zachowywał podczas prowadzenia śledztwa. Nie rzucał się od razu na głęboką wodę, stronił od wysnuwania pochopnych wniosków, chcąc mieć do nich całkowitą pewność. Rozważając każdy pojedynczy aspekt przestępstwa, stworzył logiczny, precyzyjny przebieg wydarzeń. Dodatkowo nie przytłacza on czytelnika swoją inteligencją czy nieomylnością. Zdarzają mu się chwile zawahania i niepewności, co nadaje "soczystości" jego postaci.
Bez większego problemu wcieliłam się w role bliskiego obserwatora, który czytając o przebiegu sprawy, z łatwością cofał się w czasie i wizualizował sobie kolejne sekundy morderstwa. Podobnie jak Poirot, miałam do czynienia jedynie z zeznaniami pasażerów i obsługi pociągu, więc z tym większą przyjemnością śledziłam kolejne rozważania detektywa i jego znajomych. To prawdopodobnie jedna z nielicznych książek tego gatunku, gdzie osobiście do samego końca nie miałam wytypowanego potencjalnego mordercy (dlaczego jednocześnie żaden pasażer mi nie pasował i był idealnym kandydatem do profilu, dowiedziałam się dopiero w ostatnim rozdziale).
Zważywszy, że uwielbiam podobne klimaty, musiałam sięgnąć po książkę. Choć najbardziej lubię kryminały, gdzie bohater musi się naprawdę wysilić, aby odnaleźć sprawcę lub sprawców jakiejś zbrodni, często ciągnie mnie do historii, w których już sama sceneria stanowi przeszkodę tak dla bohaterów, jak i dla samego autora. Nie sztuka wykreować w końcu fabułę, w której dosłownie każdy na świecie może być podejrzanym, a postacie mogą bez przeszkód poruszać się po najróżniejszych miejscach, szukając poszlak. Sztuka polega na zawężeniu kręgu podejrzanych przy jednoczesnym, inteligentnym ich przedstawieniu. Agata Christie dała mi wszystko, o czym myślałam, wybierając powieść – zaczynając od unieruchomionego pośród zasp pociągu, po frapującą intrygę z sięgającym zamierzchłych czasów motywem.
Muszę przyznać, że poznając kolejne etapy historii, obstawiałam zupełnie inne zakończenie. Nie spodziewałam się zakończenia sprawy, jakie zaoferowała Agata Christie. Z pewnością jest ono zaskakujące, a także oryginalne. Mogę się założyć, że nawet zaprawieni miłośnicy kryminałów, którzy w trakcie powieści obstawią swoje typy, będą zaskoczeni finałem. Zaplanowana na ostatni guzik, składająca się w spójną całość sprawa, trzyma w napięciu do ostatniego słowa wyjaśnienia. Genialna fabuła zachęca do brnięcia dalej, a kalkulacje detektywa Poirot skłaniają do wysilenia szarych komórek. Większość czytelników będzie z pewnością pod wrażeniem przenikliwości bohatera. Ja ze swojej strony mogę spokojnie polecić ów książkę każdemu, kto choć trochę interesuje się zagadkami kryminalnymi.
Główną osią fabuły jest morderstwo w tytułowym "Orient Expressie" - pociągu, którym Herkules Poirot, po rozwiązaniu zagadki kryminalnej w Azji, wraca do Europy. Detektyw przypadkowo natrafia na tajemniczą sprawę zasztyletowanego pasażera pociągu. Podejrzenia padają na dwanaście osób, w tym konduktora, które w momencie przestępstwa były jedynymi ludźmi w wagonie. Wszyscy stają się potencjalnymi podejrzanymi, a Herkules Poirot dostaje trudne zadanie odnalezienia wśród nich sprawcy. Wydaje się to tym bardziej skomplikowane, gdyż pociąg grzęźnie w zaspie śnieżnej, a każda z osób, wśród których kryje się zabójca, ma inną narodowość, a także pozycję społeczną. Utrzymuje przy tym, że nie znała ofiary.
Na uznanie zasługuje tutaj przede wszystkim różnorodność, a także dokładność z jaką autorka opisała każdego z bohaterów. Podczas lektury mamy do czynienia z przedstawicielami wielu narodowości, każdy pasażer prezentuje zupełnie inną osobowość i skrywa wiele swoich tajemnic. Agata Christie nie poszła na łatwiznę, tworząc wyjątkową grupę indywidualistów, w których pochodzenie jesteśmy w stanie uwierzyć. Z bohaterami da się sympatyzować, a dokładnie wyszczególnione, konkretne zeznania, które prezentuje Hercules Poirot, pozwalają poznać ich z tej bardziej ukrytej strony. Jest to bardzo kreatywny sposób na przedstawienie postaci, z którymi spotykamy się na łamach książki - nakreślenie ich historii, a także potencjalnych motywów.
Nie zapominajmy także o Herculesie Poirot, którego nie da się pomylić z nikim innym - dojrzały, doświadczony mężczyzna o dość ekscentrycznym stylu bycia, pedantycznej naturze i pokaźnym, charakterystycznym wąsie. Ujął mnie on spokojem, chłodną kalkulacją, jak również elegancją, którą zachowywał podczas prowadzenia śledztwa. Nie rzucał się od razu na głęboką wodę, stronił od wysnuwania pochopnych wniosków, chcąc mieć do nich całkowitą pewność. Rozważając każdy pojedynczy aspekt przestępstwa, stworzył logiczny, precyzyjny przebieg wydarzeń. Dodatkowo nie przytłacza on czytelnika swoją inteligencją czy nieomylnością. Zdarzają mu się chwile zawahania i niepewności, co nadaje "soczystości" jego postaci.
Bez większego problemu wcieliłam się w role bliskiego obserwatora, który czytając o przebiegu sprawy, z łatwością cofał się w czasie i wizualizował sobie kolejne sekundy morderstwa. Podobnie jak Poirot, miałam do czynienia jedynie z zeznaniami pasażerów i obsługi pociągu, więc z tym większą przyjemnością śledziłam kolejne rozważania detektywa i jego znajomych. To prawdopodobnie jedna z nielicznych książek tego gatunku, gdzie osobiście do samego końca nie miałam wytypowanego potencjalnego mordercy (dlaczego jednocześnie żaden pasażer mi nie pasował i był idealnym kandydatem do profilu, dowiedziałam się dopiero w ostatnim rozdziale).
Zważywszy, że uwielbiam podobne klimaty, musiałam sięgnąć po książkę. Choć najbardziej lubię kryminały, gdzie bohater musi się naprawdę wysilić, aby odnaleźć sprawcę lub sprawców jakiejś zbrodni, często ciągnie mnie do historii, w których już sama sceneria stanowi przeszkodę tak dla bohaterów, jak i dla samego autora. Nie sztuka wykreować w końcu fabułę, w której dosłownie każdy na świecie może być podejrzanym, a postacie mogą bez przeszkód poruszać się po najróżniejszych miejscach, szukając poszlak. Sztuka polega na zawężeniu kręgu podejrzanych przy jednoczesnym, inteligentnym ich przedstawieniu. Agata Christie dała mi wszystko, o czym myślałam, wybierając powieść – zaczynając od unieruchomionego pośród zasp pociągu, po frapującą intrygę z sięgającym zamierzchłych czasów motywem.
Muszę przyznać, że poznając kolejne etapy historii, obstawiałam zupełnie inne zakończenie. Nie spodziewałam się zakończenia sprawy, jakie zaoferowała Agata Christie. Z pewnością jest ono zaskakujące, a także oryginalne. Mogę się założyć, że nawet zaprawieni miłośnicy kryminałów, którzy w trakcie powieści obstawią swoje typy, będą zaskoczeni finałem. Zaplanowana na ostatni guzik, składająca się w spójną całość sprawa, trzyma w napięciu do ostatniego słowa wyjaśnienia. Genialna fabuła zachęca do brnięcia dalej, a kalkulacje detektywa Poirot skłaniają do wysilenia szarych komórek. Większość czytelników będzie z pewnością pod wrażeniem przenikliwości bohatera. Ja ze swojej strony mogę spokojnie polecić ów książkę każdemu, kto choć trochę interesuje się zagadkami kryminalnymi.

Jeden z najlepszych kryminałów Agathy Christie i jedna z najlepszych książek tego gatunku. Trzyma w napięciu aż do ostatniego momentu, rozpala wyobraźnię i sprawia, że zaczynamy się zastanawiać nad sensem sprawiedliwości ludzkiej i chyba jak niewiele razy się zdarza, raczej nie chcemy, aby Poirot zdemaskował i oddał sprawcę policji i chyba nic w tym dziwnego, skoro zamordowany to bydlak i morderca, kidnaper, który ma na swoich rękach krew małej dziewczynki, jej rodziców i niewinnej służącej, a winy przed sądem uniknął tylko za sprawą oszustw i matactw wspierającej go mafii. Dlatego, gdy tylko odkrywamy motyw zabójstwa, zaraz chcemy, aby Poirot dał sobie spokój i nie tropił mordercy tego bydlaka. Bo chociaż nie pochwalamy zbrodni, to czy możemy potępić tego, kto zadźgał takie ścierwo, śmiejące się dotychczas w oczu prawu? Chyba sam Poirot wychodzi z tego samego założenia, czego dowodzi zakończenie tej jakże pasjonującej opowieści.
OdpowiedzUsuńWielkim plusem całej tej opowieści jest to, że każda z podejrzanych osób jest równie ciekawą i dobrze wykreowaną postacią. Nie ma tutaj miejsca na to, aby mylić ze sobą postacie, one wszystkie są ciekawe i barwne, w niczym do siebie niepodobne, a jeśli już, to tylko lekko. I co ciekawe, choć temu zaprzeczają, wszystkich łączy tylko jedno: sprawa Daisy Armstrong, zamordowanej przez tego zabitego teraz bydlaka. To nietypowy zbieg okoliczności. A może wcale nim nie jest? Na to pytanie poznajemy odpowiedź w trakcie lektury.
A przy okazji, cytat z tytułu recenzji bardzo mi przypomina słynne słowa Sherlocka Holmesa z opowiadania "TAŃCZĄCE SYLWETKI". Widać inspirację wielkim poprzednikiem u Agathy Christie, co mnie bardzo cieszy. Nasza Królowa Kryminałów brała wiele razy przykład z Króla, czyli Arthura Conan Doyle'a i to widać i to mnie bardzo cieszy, gdyż efekt tego jest naprawdę niesamowicie rewelacyjny.
Jako ciekawostkę powiedzieć mogę, że na Poirot ta sprawa zrobiła ogromne wrażenie i aż w trzech innych kryminałach ją wspomina jako wyjątkową w jego karierze. Dodatkowo posiada jeszcze jako pamiątkę nóż, którym zabito ofiarę z tego kryminału. Dodatkowo jeszcze powiedzieć trzeba, iż Christie inspirowała się, przy opisywaniu sprawy Daisy Armstrong tą słynną sprawą porwania i zabicia małego Lindbergha. Nawiasem mówiąc, sprawa ta do dzisiaj nie znalazła pełnego rozwiązania. Słyszałem kilka ciekawych teorii, jedna bardziej szokująca od drugiej. Ile w nich prawdy, nie wiadomo, ale za to wiadomo, że choć sprawcy zostali ukarani, to jednak wszystkiego do dzisiaj nie wiemy i pewnie już nigdy się nie dowiemy.
C.D.
OdpowiedzUsuńJeśli mowa o ekranizacjach, to widziałem wszystkie cztery i tylko jedna z nich mnie zachwyciła. Chyba jest to pierwsza, z lat 70 bądź 80, w której zagrali m.in. Sean Connery i Michael York. Wersja z Alfredem Moliną nie była zła, ale mocno pozmieniali to i owo i zepsuło to klimat. Wersja z Davidem Suchetem mnie mocno zawiodła, bo choć serial "POIROT" jest super, ten odcinek zawodzi po całości. Raz, że pododawali sobie jakieś niepotrzebne sceny jak np. kamienowanie w Turcji cudzołożnicy, na co Poirot reaguje lekką obojętnością i stwierdzeniem, że prawo jest trudne, ale trzeba go przestrzegać, a dwa, że w tej wersji Poirot jest fanatykiem religijnym i nie zachowuje się tak super, jak w powieści i choć ostatecznie postępuje właściwie, to i tak musimy zobaczyć, że ma wahania i ściska po raz setny w tym odcinku różaniec. Chore i tyle. Na szczęście w kolejnych odcinkach wraca już stary i dobry Poirot. Ale tak czy siak, ten odcinek zawodzi. A wersja najnowsza nie jest zła, lecz chwilami dziwaczna, nazbyt nowoczesna. Dodatkowo przeszkadza mi w niej Kenneth Branagh, który nie przypomina mi w ogóle Poirota z książek. Jest za wysoki, ma wąsy sumiaste i do tego są sceny, gdy włazi swoimi lakierkami w... odchody na ziemi. Obrzydliwe i nie wiem, jaki ma to sens. Zdecydowanie twórcy nie umieli oddać klimatu książki. Dlatego z ekranizacji polecam tylko pierwszą z nich.
Dodatkowo polecam serdecznie również audiobook na podstawie tej książki. Czyta ją rewelacyjna jak zawsze Danuta Stenka i robi to, moim zdaniem, wprost mistrzowsko. Podobno jest jeszcze wersja, jak czyta tę książkę Jerzy Zelnik, ale nie udało mi się jej znaleźć. Dlatego polecam wersję Danuty Stenki, bo aktorka filmowa i dubbingowa czyta rewelacyjnie. I widać, że lubi powieści Agathy Christie, tak jak i my, co się czuje :)