środa, 15 września 2021

"Nie poprawiajcie tego, co dobre" - "Uśpione morderstwo" A. Christie

 

Agatha Christie z wyprzedzeniem myślała o swojej śmierci - przede wszystkim o tym, aby przez przypadek jej nie zaskoczyła. Z dziesięcioletnim wyprzedzeniem napisała zakończenie kariery dla sympatycznego Belga oraz miłej starszej pani. "Uśpione morderstwo" zostało opublikowane 10 miesięcy po śmierci autorki. Książka została także dwukrotnie zekranizowana - w roku 1987 oraz 2006.
Świeżo upieczona mężatka Gwenda Reed przyjeżdża do Anglii z zamiarem znalezienia domu dla siebie i swojego męża, który wkrótce ma do niej dołączyć. Po pewnym czasie znajduje swój wymarzony dom, miejsce, w którym od pierwszej chwili czuje się jak w domu. Nie wszystko jednak jest takie piękne. Podczas prac remontowych przekonuje się, że podświadomie przywraca pewne części domu do ich pierwotnego stanu, zna go tak dobrze, że wydaje się to aż dziwne. Momentem kulminacyjnym okazują się słowa zasłyszane w teatrze, które nagle przywołuję makabryczną wizję. Czyżby postradała zmysły bądź padła ofiarą parapsychicznych mocy? I tu z pomocą przychodzi panna Marple - przypuszcza, że Gwenda przez pewien czas mieszkała w tym domu i była świadkiem nieujawnionego morderstwa. Młode małżeństwo zamierza dokopać się prawdy o tymże zdarzeniu i wspólnie z panną Marple coraz bardziej zagłębiają się coraz dalej w przeszłość. Czy przyniesie im to pożytek? Czy tajemnica sprzed lat nadal jest groźna?
Książka ma w sobie coś takiego, przez co wciągnęłam się w akcję praktycznie od pierwszych stron, jeszcze zanim wyszła na jaw sprawa kryminalna. Gwenda nie była głupia i choć okoliczności początkowo nieco ją przerosły, to szybko się pozbierała. Podobało mi się też to, że jej mąż, Giles, nie wątpił w jej słowa, nie uważał za histeryczkę. Może to i nieco nieodpowiedzialne z jego strony tak ochoczo zabierać się do rozgrzebywania sprawy morderstwa, jednak kto nie byłby w takiej sytuacji choć trochę ciekawy? Trzeba przy tym przyznać, że nie brakowało im pomysłów w dochodzeniu do prawdy, a nawet jeśli napotykali przeszkodę, to zawsze mogli liczyć na pannę Marple.
Jeśli chodzi o podejrzanych, pojawiali się oni stopniowo, wraz z poszerzaniem się naszej wiedzy o wydarzeniach sprzed lat. Dawne romanse, przelotne miłostki, uczucie bez przyszłości - właśnie tego typu tematów możecie się spodziewać, choć stwierdzenie, że nie pojawi się nic ponad to byłoby sporym niedomówieniem.
"Uśpione morderstwo" naprawdę dobrze mi się czytało, jednak muszę przyznać, że zakończenie wydawało mi się nieco pośpieszone. Ale może to tylko takie moje wrażenie, ostatecznie wszystko zostało wytłumaczone. W każdym razie przeczytać nie zaszkodzi, zwłaszcza, że nie jest to zbyt długa powieść. Serdecznie polecam!

1 komentarz:

  1. Ta powieść jest naprawdę dobra, nieco lepsza od poprzedniej recenzowanej, która oczywiście także nie jest zła, ale mimo wszystko jakoś ta bardziej mi przypadła do gustu. Choć z góry jest ona nastawiona do tego, aby zakończyć serię o przygodach panny Jane Marple. Chociaż tyle dobrego, że nie zakończyła się śmiercią naszego drogiego detektywa. Chyba, iż coś pomyliłem, jeśli tak, to mnie popraw.
    Tak czy inaczej, naprawdę kryminał jest bardzo dobry. Trzymał w napięciu, przez chwilę nawet zastanawiało mnie, czy aby kobieta, której pomaga panna Marple, nie miała aby sygnałów ze swojego poprzedniego wciela lub nie słyszała wołania duchów. W końcu Christie nie wahała się opisywać takich tematów, przypomnij sobie "ŚWIADKA OSKARŻENIA". Ale odrzuciłem ostatecznie taką możliwość, ponieważ Christie nie mieszała ze sobą gatunków. Co horror, to horror, a co kryminał, to kryminał. Zatem w przygodach Poirota czy panny Marple miały miejsca seanse spirytystyczne, ale nigdy nie pokazywały się duchy, wampiry i inne zjawiska paranormalne. Zatem odpowiedź musiała być bardziej prozaiczna i jak zwykle, taka była, lecz "prozaiczna" nie znaczy wcale "nudna", a wręcz przeciwnie.
    Swoją drogą, to w kilku kryminałach Christie mieliśmy podobną sytuację. Sądziliśmy, iż mamy do czynienia ze zjawiskami paranormalnymi, że duchy maczały w tym swoje lepkie od ektoplazmy paluszki, a tymczasem wszystko, co się tu działo, miało podłoże w rzeczach prawdziwych i ludzkim postępowaniu. Wydaje mi się, że taki zabieg stworzył sir. Arthur Conan Doyle w swoim najsłynniejszym kryminale "PIES BASKERVILLE'ÓW". A wierna jego uczennica, czyli Agatha Christie, podłapała temat i w kilku jej kryminałach mamy podobny zabieg z rzekomymi duchami, którymi tak naprawdę są podstępni ludzie np. w "SAMOTNYM DOMIE" czy w "NIEMYM ŚWIADKU". Tutaj też tak mamy i to jest po prostu rewelacyjne. I dlatego z wielką chęcią jeszcze powrócę do tego kryminału, choć zawsze w czasie lektury nam towarzyszy lekki smutek, iż to już koniec przygód sympatycznej panny Marple. Ale każda dobra seria musi się kiedyś skończyć - ważne, aby zrobiła to w odpowiedni sposób i ta właśnie to robi :)

    OdpowiedzUsuń

"Dochowanie wierności swoim marzeniom wymaga ogromnej siły" - "Pamiętnik" N. Sparks

  O Nicholasie Sparksie słyszał już chyba każdy, jeżeli nie to jestem w szoku. Otóż jest to amerykański pisarz światowych bestsellerów z któ...