piątek, 13 sierpnia 2021

"Jeśli się chce coś znaleźć, trzeba po prostu szukać" - "Hobbit, czyli tam i z powrotem" J.R.R. Tolkien


 Akcja książki dzieje się kilkadziesiąt lat przed wydarzeniami z "Władcy pierścieni" i pokazuje jak Bilbo Bagins wszedł w posiadanie najsłynniejszego pierścienia świata. Jest to powieść drogi, w której główny bohater, hobbit Bilbo wraz z krasnoludami i czarodziejem Gandalfem, przemierza Śródziemie w celu odzyskania ojczyzny krasnoludów. 
Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. I to nie tylko dlatego, że byłam szczęśliwą posiadaczką egzemplarza wydanego przez Wydawnictwo Bukowy Las wraz z objaśnieniami i ilustracjami autora. Podobała mi się również dlatego, że była pełna przygód, na każdym kroku coś się działo, bohaterowie co rusz wpadali w tarapaty i za każdym razem udawało im się z nich wykaraskać, co przyjmowałam z ogromną ulgą, mimo tego, że całą historię znałam z obejrzanych wcześniej filmów w reżyserii Petera Jacksona. 
Skoro już o ekranizacji mowa... Jedyne co dla mnie się zgadza z książką, to impreza u Bilba. Reszta to wyobraźnia reżysera. W książce nie ma żadnych orków ścigających drużynę, żadnego leśnego czarodzieja, Legolasa czy zausznika władcy Miasta na Jeziorze, nie ma wielu innych historii, które pomija film. Oczywiście można by się było przyczepić, że tak jak w filmie drużyna została uwięziona przez elfy, że z lochów wyciągnął ich Bilbo i tak dalej. Jednak książka nawet słowem nie wspomina o wątku Legolasa i Taurieli (jesli źle piszę to imię proszę mi darować), a także o innych wątkach "wrzuconych" przez reżysera do filmu, które uważni czytelnicy na pewno dostrzegą.
Niemniej jednak uważam, że świat wykreowany przez Tolkiena jest ciekawy i naprawdę wciągający. Autor porusza w swojej książce bardzo wyraźnie wątek chciwości Thorina, który nie umiał opuścić twierdzy i uniknąć późniejszej krwawej Bitwy Pięciu Armii, i to tylko dlatego, że chciał koniecznie zdobyć Arcyklejnot, należący do jego przodków. Ta książka wręcz w idealny sposób pokazuje, że nie warto być chciwym, bo zachłanność nigdy nie popłaca i nie kończy się dobrze. 
Podsumowując, jak dla mnie jest to najlepsza książka fantasy, bardzo ciekawie napisana, dużo wspaniałych opisów, główni bohaterowie wykreowani w sposób wręcz mistrzowski. Serdecznie polecam każdemu, kto lubi choć trochę fantastykę i chciałby czasami odpłynąć w inny świat, pełen czarów i fantastycznych krain pełnych równie magicznych bohaterów.


3 komentarze:

  1. Jest to jedna z moich ukochanych powieści. Mam ją w wersji książkowej, jak i komiksowej. Na pewno pamiętasz ten komiks, wszak czytaliśmy go kiedyś we dwoje i z miejsca zauważyliśmy, jak wiele trylogia filmowa "HOBBIT" pozmieniała w fabule. Książka jest naprawdę super, jest raczej lekka i przyjemna, filmy z kolei są równie groźne, co trylogia "WŁADCY PIERŚCIENI" i moim zdaniem straciła sporo z uroku powieści Tolkiena, który wtedy pisząc ją, nie zamierzał tworzyć tak epickiej kontynuacji, jaka potem powstała. Po prostu miała być jedna książka i już. Moim zdaniem, przy dobrym pomyśle, w trzy godziny jeden film by wszystko z książki umieścił, bo książka nie jest zbyt obszerna, ale za to sporo się w niej dzieje, więc długi film by z tego powstał, ale jeden i to porządny. Ale oczywiście z przyczyn czysto technicznych (czytaj: kasa i chęć zrobienia rozgłosu) powstała trylogia filmowa, więc siłą rozwlekli wątki z książek, mocno rozszerzyli wątek Miasta na Jeziorze i administracji w nim, rozszerzyli postać Barda (tu akurat plus dla twórców, bo Bard grany przez Luke'a "Gastona" Evansa był super), rozwinęli postacie krasnoludów (tu też akurat plus dla twórców), a także powsadzali w historię postacie z innych książek Tolkiena, czyli Saurona, Radagasta Burego, Legolasa i kilka wymyślonych na doczekaniu, czyli Tauriel, bo feminizm musi wpychać się nawet tutaj i żałosną parodię Smoczego Języka, czyli Alfrida, doradcy władcy Miasta na Jeziorze. A przy okazji, to jak mogli ze Smauga zrobić wiwernę? Bo przecież smoki nie mają złączonych ze sobą przednich łap i skrzydeł. Tak mają wiwerny, ale kilku filmowców popełniło ten błąd, także twórcy przygód Harry'ego Pottera. No i dodajmy, że w książce Beorn był o wiele milszą postacią niż w filmie i bardziej z wyglądu przypominał Hagrida, pół-olbrzym z gęstą brodą i ekolog, a tu mamy wielkiego olbrzyma, który nie umie kontrolować siebie samego, gdy zamienia się w niedźwiedzia, co jest czystą bzdurą. Dodatkowo jeszcze jest zgorzkniały i w ogóle nienawidzi świata i niechętnie pomaga krasnoludom. Zepsuli jedną z najlepszych postaci i hańba im!
    Do tego powsadzali celem poszerzenia fabuły do filmów całą masę wątków, o których wspominają inne książki Tolkiena na temat Śródziemia, zwłaszcza "NIEDOKOŃCZONE OPOWIEŚCI". Dodatkowo jeszcze powymyślali sobie np. uwięzienie Gandalfa w siedzibie Saurona, spotkanie tam z ojcem Thorina, wyraźne uczucie miłosne pomiędzy Gandalfem a Galadrielą i jeszcze masę innych rzeczy. To wszystko fajnie wygląda, ale... nie w przygodach Hobbita, który jakoś mocno spada na dalszy plan, zwłaszcza w drugim filmie i przez większość trzeciego. Powiem tak: w filmowym "HOBBICIE" jakoś mało hobbita. Co innego już w książce. Przy okazji w filmie część krasnoludów, zwłaszcza Thorin, Kili, Fili i Ori nie wyglądają jak krasnoludy. Bardzo mi przykro, panie Jackson, ale tak nie jest. To są faceci ubrani w stroje z epoki i z lekkim zarostem. To nie krasnoludy. Jak się nabiją, już krasnoludki z bajki Disneya o królewnie Śnieżce bardziej pasują do wizji Tolkiena.
    Pamiętasz komiks "HOBBIT"? Tam postacie były narysowane idealnie, dokładnie według wizji Tolkiena. Jaka szkoda, że twórcy komiksu dziś mało pamiętanego lepiej się postarali w tworzeniu wizji postaci i oddaniu ducha Tolkiena niż Peter Jackson, genialny reżyser. A wszystko przez komercję. Jaka szkoda, że nikt nie stworzył animacji nakręconej w stylu komiksu, o którym mowa. Bo bajka "HOBBIT" powstała, w roku 1977 roku, ale wybitną produkcją bym tego nie nazwał. Fabuła nawet nieźle ukazana, ale animacja ostro kuleje. Więc "HOBBIT" jest niestety mocno pokrzywdzony przez twórców filmów. Chyba jeszcze Ruscy jakąś animację o przygodach Bilba stworzyli, ale jest ona tak beznadziejna, że szkoda nawet o niej mówić, więc pomińmy ją milczeniem.

    OdpowiedzUsuń
  2. C.D.
    Także więc, przykro mi bardzo, że trylogia filmowa "HOBBIT", choć jest nawet dobra i miło do niej czasem powrócić, jednak nie tylko nie powtórzyła sukcesu "WŁADCY PIERŚCIENI", ale jeszcze mocno zepsuła ducha książki. Najbardziej razi Legolas, który w poprzedniej trylogii filmowej już był czymś na kształt jednoosobowej armii, ale tutaj to już przeszedł samego siebie. I jeszcze wsadzenie postaci Azoga Wielkiego, który dąży do zniszczenia całego rodu Durina, czyli Thorina i jego bliskich i dopiero na końcu ginie z ręki Thorina, któremu wcześniej zadał śmiertelną ranę było beznadziejne. I również ten wątek Kilego i Tauriel, w której dodatkowo jeszcze był zakochany Legolas. No i zrobienie nadętego dupka z Thranduila też był nie najlepszym pomysłem. Także podsumowując, filmy są dobre, ale wolałbym wierniejszą adaptację.
    Niestety, powiedzmy sobie szczerze: "HOBBIT" to dzisiaj chyba bardzo niedoceniana przez twórców filmowych książka Tolkiena, mocno chyba straciła z powodu "WŁADCY PIERŚCIENI". I dlatego właśnie dzisiaj mało kto ją pamięta, a jeśli już, to głównie z powodu filmów i jest nieźle zdziwiony, gdy najpierw obejrzy filmy, a potem przeczyta książki - tak jak zrobił to mój dobry kumpel Artur, choć przyznał, że powieść jest zdecydowanie lepsza i bardziej mu do gustu przypadła. Widzę, że z Tobą było podobnie. A przy okazji, czy bałaś się pająków z Mrocznej Puszczy? Bo we "WŁADCA PIERŚCIENI" była tylko jedna pajęczyca, a tu jest całe stado. Nie bałaś się czytając jej? Bo oglądając filmy ze mną była powtórka z rozrywki, czyli znowu trzeba było lekko przewinąć te sceny z pająkami. Chyba, że były niezbędne do zrozumienia całej fabuły.
    A przy okazji, mała ciekawostka. Nie wiem, czy zauważyłaś. W książce jest Azog Plugawy, ale nie występuje osobiście, tylko jest wspominany jako zabójca dziadka Thorina, króla Throra, który potem kilka lat później został zabity przez Daina Żelazną Stopę, kuzyna Thorina, który na końcu książki zostaje królem w królestwie pod Samotną Górą, czyli Ereborze. Także więc, w trakcie trwania akcji "HOBBITA" Azog już dawno nie żyje. Ale rzeczywiście miał syna Bolga, jak w filmach i Bolg dowodził armią goblinów i wargów w czasie Bitwy Pięciu Armii. Tylko, że jego akcja nie miała nic wspólnego z Sauronem, raczej to była prywatna imprezka wielkiego goblińskiego magnata, że tak powiem. I nie zabił go Legolas, tylko Beorn, co przyczyniło się do zwycięstwa. No i jeszcze dodajmy, że Thorin zginął w książce przeszyty kilkoma włóczniami wrogów, a Beorn wydobył jego ciało z pola bitwy i ten zdążył pożegnać się z Bilbem. Więc o wiele lepiej to wypadło niż w filmie. No i jeszcze coś: Fili i Kili giną w obronie wuja, a nie tak głupio jak w filmie, że się rozdzielili i dali pozabijać. W sumie, co to jest, że w tych filmach jest drużyna i jak jest w całości, to sobie zawsze daje radę, potem nagle się rozdzielają i część z nich ginie? Stary motyw i to nieco wyświechtany. W książce wypadło to lepiej. No i czytając książkę jest nam smutno, że zginęli. W filmie zaś zrobili wszystko, abyśmy ich właśnie najmocniej polubili. I po co? Po to, abyśmy wyli z rozpaczy, gdy jeden po drugim ginie. Także panie Jackson... Za to i za te wszystkie zmiany i zepsucie dobrej książki: C...j ci w d...ę, stary, bo ja tu na deszczu, wilki jakieś! xD I żart wcale nie pozbawiony sensu, wszak tutaj też było sporo wilków xD

    OdpowiedzUsuń
  3. C.D.
    A co do książki, po prostu ją kocham. Jest super, ma ciekawą i wartką akcję, klimat powieści fantasy, to lekka i przyjemna powieść z typowym schematem motywu podróży, o czym była wzmianka na wykładzie na ostatnim Pyrkonie. Wszystkie zasady tego typu podróży po skarb z grupą przyjaciół się spełnia. Wszystkie zasady powieści fantasy też są zachowane. No i oczywiście nie zabrakło typowego tolkienowskiego poczucia humoru np. jak Bilbo mówi, że jest włamy... hobbitem, a trolle: "Włamyhobbit? A dużo takich się tu kręci?" xD To mnie zawsze bawi. No i uwielbiam zebranie krasnoludów u Bilba i to, jak śpiewają, że mu wszystko potłuką, ale tego na szczęście nie robią. No i jak zawsze genialny Gandalf, moja ulubiona postać. Przyznam się, że z nim bym poszedł nawet na koniec świata, na jakąkolwiek wyprawę, byleby jeszcze zebrać naprawdę fajną ekipę i z Gandalfem jako mózgiem. I na pewno wszystkie przeciwności pokonamy i znajdziemy każdy skarb. Jaka szkoda, że takich mentorów jak Gandalf nie ma, bo by się tacy przydali.
    A na koniec, powiedzieć muszę, że cudownie się czuję, czytając "HOBBITA". Zapominam podczas lektury czasami o tym, że istnieje potem mroczna nieco kontynuacja "WŁADCA PIERŚCIENI". Czytając ją po prostu czytam to, co chciał stworzyć Tolkien: lekką i przyjemną powieść dla młodzieży. I przypomina mi się gimnazjum, jak miałem "HOBBITA" za lekturę, a nawet raz poprosiła mnie znajoma nauczycielka o pomoc przy zebraniu wiadomości o Tolkienie do swojej klasy. I zebrałem i wygłosiłem na lekcji, a nawet odpowiadałem na pytania względem fabuły, na temat tego, czego uczniowie nie wiedzieli, bo nie czytali pozostałych dzieł. Miło to wspominam i dlatego bardzo chętnie powracam do tej książki, ma w sobie niezapomniany klimat. A panie Jackson, za zniszczenie go, ponownie: c...j ci w d...ę, stary xD Bo stworzyłeś niezłe komercyjne dzieło, ale nie ekranizację dzieła Tolkiena. Także do filmów na pewno nieraz wrócę, ale z większą miłością wrócę do książki.
    A przy okazji ta książka fantasy jest nietypowa, bo bohaterem nie jest nastolatek lub młody człowiek, lecz hobbit w średnim wieku i to dosłownie. To daje nadzieję, że najlepsza przygoda nie przychodzi do nas tylko w młodym wieku, jest więc nadzieja dla mnie, że jakąś niezwykłą i fantastyczną przygodę przeżyję. Nie należy tracić nadziei, o czym mówi ten oto mem:

    https://zakazany-humor.pl/wp-content/uploads/2018/04/30697936_1951361834938601_8216227206947405824_n.jpg

    OdpowiedzUsuń

"Dochowanie wierności swoim marzeniom wymaga ogromnej siły" - "Pamiętnik" N. Sparks

  O Nicholasie Sparksie słyszał już chyba każdy, jeżeli nie to jestem w szoku. Otóż jest to amerykański pisarz światowych bestsellerów z któ...