niedziela, 25 lipca 2021

"My decydujemy tylko o tym jak wykorzystać czas, który nam dano" - "Władca Pierścieni: Bractwo Pierścienia" J.R.R. Tolkien

 


J.R.R Tolkien był wielkim wizjonerem, któremu udało się stworzyć epicką opowieść, złożoną z tysiąca elementów układankę, w której ciężko dopatrzyć się jakiekolwiek błędu w sztuce. To misternie skonstruowane dzieło, tworzone od podstaw w jednej głowie, w wyobraźni człowieka, którego wizje i pomysły okazały się czymś nieporównywalnie lepszym od samej rzeczywistości. "Władca pierścieni" emanuje szeroką symboliką i subtelnymi, nienachalnymi nawiązaniami. Wkraczamy w zupełnie nowy, przedstawiony niezwykle drobiazgowo świat. Oglądamy go i mamy wrażenie, że ten świat musi istnieć naprawdę. Podążamy konkretnymi ścieżkami, odwiedzamy najróżniejsze krainy, z których każda ma swój własny, niepowtarzalny klimat. W każdej z tych krain spotykamy wciąż nowych interesujących bohaterów, których rysy osobowościowe momentalnie zapisują się w naszej głowie i już tam pozostają do końca lektury. Choć to opowieść z kategorii fantasy, daje niezwykłe wrażenie autentyczności i to jest coś, co myślę wyróżnia ją spośród wielu innych lektur mieszczących się w tej kategorii.
Historia rozgrywa się w Śródziemiu, starożytnej krainie, w której zbiega się kilka gatunków podobnych do ludzi - w tym krasnoludy, elfy i hobbity. Frodo Baggins, otrzymuje potężny pierścień wykuty przez Saurona. Wkrótce dowiaduje się, że pierścień umożliwia Sauronowi zniewolenie i zdominowanie całej ludzkości. Jest to coś, czego siły dobra do niedawna nie brały pod uwagę. Zdeterminowany wyrusza na wyprawę, aby zniszczyć pierścień. Podróż nabiera rozmachu wraz z upływem czasu, a gdy Frodo eksploruje rozległe krainy Śródziemia, spotyka wielu nowych towarzyszy podróży. Razem podejmują nowe wyzwania. Śródziemie zależy od nich.
Podchodząc do tej lektury, trzeba mieć na względzie, że jest to opowieść drogi, która snuje się w niezwykle wolnym tempie. Momenty przyspieszenia są, ale nie budzą one większych emocji. Dla niektórych ta opowieść może być zdecydowanie za wolna, nawet zbyt monotonna. Jednakże dla tych, którzy lubią kwieciste i długie opisy oraz dla tych, którzy dużą wagę przykładają do kreacji samych postaci - ta lektura będzie strzałem w dziesiątkę. Tych mniej cierpliwych pocieszę, że w tę historię naprawdę można się wciągnąć, trzeba tylko przebrnąć przez te najbardziej przydługie fragmenty. Gdy dochodzimy do momentu, w którym zaczyna formować się tytułowa Drużyna Pierścienia, według mnie tekst rusza bardziej z kopyta; pojawia się więcej postaci, tym samym więcej historii i wątków z nimi związanych. Według mnie, to właśnie wkroczenie na scenę zupełnie nowych postaci tj. Legolas, Aragorn czy Gimli, jest tym momentem, od którego wszystko zmienia się na lepsze. Moje zainteresowanie wówczas znacznie podskoczyło w górę i nareszcie poczułam, że w lekturze są jacyś bohaterowie, których losy będą dla mnie ważne i warte śledzenia. Umówmy się, grupka Hobbitów, choć uroczych w swej ekscentryczności, nie są tak interesujący jak reszta członków Drużyny Pierścienia.
Pierwszą część "Władcy Pierścieni" można traktować jako wstęp, tom pozwalający rozeznać się w tej całej złożoności. Nie jest on może jakoś emocjonujący, ale myślę ze inne jest jego zadanie. Stąd uważam, że traktowanie go jako tom wprowadzający, tym samym dość opisowy, bo mający na celu przedstawienie całego świata i zamieszkujących go postaci - będzie najlepszym rozwiązaniem pozwalającym obiektywnie spojrzeć na tę opowieść, a co za tym idzie, sprawiedliwie ją ocenić. Przygotujcie się więc, że "Drużyna Pierścienia" to część objaśniająca, wyposażająca czytelnika w solidne podstawy, w informacje potrzebne do tego by dobrze się w tę opowieść wdrożyć. Bez tej części, ciężko byłoby zrozumieć całą tę złożoność i wielkość konceptu, który narodził się w głowie autora i został przez niego tak dokładnie rozwinięty.
Ta książka to klasyka. "Władca Pierścieni" jest ponadczasowy, ponieważ jest produktem umysłu z naprawdę najwyższej półki. Pomimo faktu, że książka może być czasami trudna do przeczytania, Tolkien oświetla swoje historie bogatym językiem i kreatywnymi obrazami natury. Opisowa narracja Tolkiena pięknie przedstawia Śródziemie. W "Drużynie Pierścienia" czuję, że bardzo łatwo było od razu poznać wszystkie postacie. Zrozumienie osobowości każdej postaci nie zajęło wcale wiele czasu. Ta książka to świetna lektura, jest epicką opowieścią o przyjaźni, miłości i bohaterstwie.

2 komentarze:

  1. Trafiłaś tą książką w mój gust, bo jak wiesz, jestem wielkim miłośnikiem słynnych książek Tolkiena, choć w swoich zbiorach posiadam nie tylko "HOBBITA" i "WŁADCĘ PIERŚCIENI", ale też jeszcze kilka innych, mniej znanych jego dzieł, które może i nie są tak epickie, ale warto je poznać np. "SILMARILION" oraz "NIEDOKOŃCZONE OPOWIEŚCI", które uzupełniają świat Śródziemia i są dowodem na to, jak tytaniczną pracę wykonał Tolkien. W sumie możemy już to zauważyć w dopiskach do "WŁADCY PIERŚCIENI", gdzie widać, że Tolkien zdobył się na wielki wysiłek. Ale dopiero stworzony przez syna J.R.R. Tolkien ze zbiorów jego ojca "SILMARILION" pokazuje, jak tytaniczną pracę wykonał Tolkien, tworząc ten świat: stworzył w nim praktycznie wszystko, łącznie z językami wymyślonych ras, mapami ich krain, dokładną biografią ich wszystkich. Że się w tym sam nie pogubił, to chyba cud jakiś xD Bo ja do dzisiaj się gubię w "SILMARILIONIE" i zapominam większość imion postaci, choć same historie jeszcze kojarzę, ale z imionami różnie bywa. Nikt inny nie dokonał takiego dzieła jak właśnie Tolkien i za to należy mu się cześć i chwała. Ale też należy poznać jego inne dzieła, nie tylko te epickie, lecz również inne, mniej proste w swoim istnieniu np. "ŁAZIKANTY", "RUDY DŻIL I JEGO PIES", "KOWAL Z POLESIA WIĘKSZEGO" oraz "PRZYGODY TOMA BOMBADILA". Nawiasem mówiąc, to pierwsze i to ostatnie wymienione dzieło powstało inspirowane przez zabawki synów Tolkiena. Poważnie. Pisarz brał swoją inspirację nawet z zabaw swoich dzieci i ich zabawek. Geniusz przez duże G, to trzeba przyznać. Choć oczywiście "ŁAZIKANTY" i reszta nie są już wybitnymi dziełami, a raczej uroczymi angielskimi bajeczkami, przypominającymi w swej formule książki Edith Nesbit, to jednak warto je poznać. Zwłaszcza, jeśli ktoś lubi takie książki. Ja je lubię i dlatego zachęcam do przeczytania.
    A pamiętasz może, jak wspólnie obejrzeliśmy razem całą trylogię filmową "WŁADCA PIERŚCIENI", a potem całą trylogię filmową "HOBBIT", przy czym, przy tej drugiej mieliśmy niezłą bekę z tego, że jedną niezbyt grubą książkę rozwlekli na trzy filmy i dodali masę wątków nie występujących w powieści? Najwięcej beki mieliśmy z Legolasa, który już we "WŁADCY PIERŚCIENI" zaczął się stopniowo zmieniać w jednoosobową armię i maszynkę do zabijania orków, ale to, co wyprawiał w "HOBBICIE", to już przechodziło wszelkie wyobrażenie xD Pamiętasz nasz wspólny seans obu tych trylogii? Dodatkowym smaczkiem było to, że widzieliśmy je obie w wersji reżyserskiej, z dodatkiem wyciętych scen. I jeszcze razem obejrzeliśmy film animowany "WŁADCA PIERŚCIENI" z 1978 roku, który obejmuje tylko połowę książki i miał mieć sequel, ale zabrakło kasy... Takie czasy xD
    Wybacz, rozwlekłem się nad tym, ale muszę Ci powiedzieć, że po prostu kocham tę sagę i dlatego ucieszyła mnie Twoja recenzja. Choć czytając książkę, na pewno zauważyłaś pewne zmiany w filmie, jakie wprowadzili np. Frodo w książce ma 50 lat, jak Bilbo, gdy wyrusza na wyprawę, w filmie jest zaś młodym chłopaczkiem. Pewnie miało to przyciągnąć młodych widzów przed ekran, aby mieli się z kim utożsamiać. Pominięto w filmie postać Radagasta Burego, który za to zjawił się w filmowym "HOBBICIE". Nie pokazali Toma Bombadila, rozszerzyli mocno postać Arweny, która w filmie ratuje Froda podczas przeprawy do krainy Rivendell, podczas gdy w książce robił to Glorfindel. Nie pokazali też zachłannej rodzinki Froda, czyli Bagginsów z Sackville, którzy dybali na ich majątek. Pewnie dlatego, że... na to wszystko zabrakło miejsca i czasu ekranowego. Choć uważam, że powinien powstać serial "WŁADCA PIERŚCIENI", a dopiero potem montować z niego trzy kinowe filmy z fragmentów serialu. Ale to tylko moja opinia.

    OdpowiedzUsuń
  2. C.D.
    Mała ciekawostka na zakończenie. Christopher Lee, filmowy Saruman Biały, był jedynym aktorem z ekipy filmowej, który miał przyjemność osobiście poznać Tolkiena. Był wtedy dzieckiem i widział go w jakieś gospodzie i chyba dostał od niego autograf. Potem, gdy zbierano ekipę, startował do roli Gandalfa i nawet zagrał w tym celu w dość kiepskim serialu o Robin Hoodzie jakiegoś maga, aby pokazać, że dobrze gra czarodziejów. Cel osiągnął, ale nie do końca, bo powierzyli mu rolę Sarumana. Może to i lepiej, bo przecież Lee zagrał takie filmowe gnidy jak Dracula, Rochefort, hrabia Dooku, zła wersja Rasputina, król Haggard... Że chyba nie pasowałby do roli dobrego czarodzieja, a mrocznego zagrał tak dobrze, że wielu ma do dziś ciarki, gdy słyszy jego głos w tym filmie.
    Wybacz, rozpisałem się. Podsumowując więc, uwielbiam "WŁADCĘ PIERŚCIENI" i liczę na to, że niedługo pojawią się kolejne recenzje kolejnych dwóch części tego cyklu, a po nich przyjdzie czas na recenzję "HOBBITA", bo jego też chętnie skomentuję. A przy okazji... Też uwielbiam najbardziej naszych trzech muszkieterów Śródziemia, czyli Aragorna, Legolasa i Gimlego. No i jeszcze Gandalfa, ale jego to chyba wszyscy uwielbiają, więc to żadna nowina xD

    PS. A pamiętasz "MY LITTLE PONY", jak Spike, Discord i Big Mac grali w grę "OGRY I CIEMNICE" i przebierali się w stroje, w których wyglądali jak Gandalf, Legolas i Aragorn? Ponieważ serial ten w zabawny sposób parodiuje znane dzieła popkultury, nie był to przypadek, że bohaterowie tak wyglądali xD

    OdpowiedzUsuń

"Dochowanie wierności swoim marzeniom wymaga ogromnej siły" - "Pamiętnik" N. Sparks

  O Nicholasie Sparksie słyszał już chyba każdy, jeżeli nie to jestem w szoku. Otóż jest to amerykański pisarz światowych bestsellerów z któ...