piątek, 9 lipca 2021

"Żeby rozwiązać jakiś problem, trzeba znać fakty" - "Przyjdź i zgiń" A. Christie

 


„Przyjdź i zgiń” to powieść napisana przez Agathę Christie w 1963 roku. Łączy w sobie zarówno wątki typowe dla klasycznego kryminału, jak również elementy powieści szpiegowskiej.
Główną osią fabuły jest śledztwo w sprawie tajemniczej zbrodni, jednak pomagający inspektorowi prowadzącemu dochodzenie młody człowiek - Colin Lamb - równolegle zajmuje się nieco inną sprawą. Colin okazuje się także być dobrym znajomym Herculesa Poirota, którego ostatecznie angażuje w śledztwo na zasadzie wyzwania: genialny detektyw ma okazję udowodnić swoją tezę, że do rozwiązania zagadki wystarczą szare komórki i można to zrobić siedząc w fotelu. Mały Belg z nieukrywaną radością włącza się w sprawę trudnego do rozwikłania morderstwa, w swoim londyńskim mieszkaniu słucha relacji Lamba, czyta wykonane przez niego notatki i dedukuje. W międzyczasie dowodzący śledztwem inspektor Hardcastle odkrywa zaskakujące fakty z życia kilku osób uznanych za takie, którym warto się przyjrzeć, a Colin jest coraz bardziej rozdarty pomiędzy nasuwającymi się wnioskami, narastającymi trudnościami z wykonaniem własnego zadania, a budzącym się uczuciem do pewnej stenotypistki.
Hercules Poirot nie jest tym razem głównym bohaterem książki, przez dużą część powieści w ogóle w niej nie występuje, gdy w końcu się pojawia, też nie staje się automatycznie nadrzędnym detektywem, jak to już w innych powieściach bywało. Wielbiciele skromnego geniusza mogą więc być nieco rozczarowani zdecydowanie zbyt małą obecnością słynnego detektywa na kartach książki. Na szczęście czeka ich mała rekompensata w postaci tego, że to właśnie Hercules Poirot we własnej osobie wskaże mordercę i wyjawi tożsamość ofiary, a w dodatku dokona tego w charakterystyczny dla siebie sposób - w związku z nieznośnym remontem jego mieszkania postanowi on ostatecznie przyjechać na kilka dni na miejsce tajemniczej zbrodni i szczegółowo opowie, do jakich wniosków doszedł oraz przedstawi metodę swojej dedukcji.
Książka jest zbudowana w nieco nietypowy sposób, gdyż rozdziały prezentowane przez narratora trzecioosobowego, obiektywnego i wszechwiedzącego, przeplatane są rozdziałami, w których rolę narratora pełni Colin Lamb. Zmiany narratorów nie są regularne, czasem nie od razu oczywiste jest, z którym z nich mamy do czynienia, w dodatku nie zawsze ma to swoje uzasadnienie w fabule, więc jeśli czytelnik w porę nie zerknie na słowa „Relacja Colina Lamba” w tytule rozdziału, to może się od czasu do czasu pomylić co do tego, z jakiej perspektywy prezentowane są wydarzenia. Przedstawiona historia zaczyna się niczym u Hitchcocka, czyli od mocnego uderzenia: zwłoki w domu niewidomej kobiety, tajemnicze wezwanie stenotypistki, jakieś zegary, z których jeden znika, wizytówka z fałszywymi danymi znaleziona przy zamordowanym, i tak dalej. Jednak później cała widowiskowa i tajemnicza sprawa jakby nieco powszednieje. Inspektor Hardcastle z Colinem Lambem prowadzą przesłuchania, z których niewiele wynika - nikt niczego nie widział, nikt niczego nie wie, nikt nie może powiedzieć niczego konkretnego. Nie wiadomo, kim jest zamordowany, skąd się tu wziął i u kogo szukać punktu zaczepienia. Sąsiedzi niewidomej właścicielki domu to mieszanina specyficznych osobowości i charakterów, mających ze sobą niewiele wspólnego. Ciężko doszukać się u nich jakichkolwiek powiązań ze zbrodnią, nie mówiąc już o wskazywaniu konkretnego motywu. Na szczęście to tylko chwilowe spowolnienie tempa historii, wkrótce nie tylko wydarzenia fabularne rozkręcą się na nowo, lecz także te niepozorne, prowadzone nieco bez porządku i metody (wiadomo, kogo brakuje przy przesłuchaniach) rozmowy z potencjalnymi świadkami pozwolą na wyłapanie pewnych kluczowych wskazówek, o czym przekona nas Hercules Poirot. 
Jeśli chodzi o kwestię samodzielnego rozwiązywania zagadki zbrodni, to czytelnik może dosyć szybko wpaść na pewne tropy z nią związane, może stosunkowo bez większego wysiłku odgadnąć, kto z zewnątrz mógłby mieć coś z nią wspólnego, jednak w przypadku samego sedna problemu już tak łatwo nie będzie. Wprawdzie Poirot analizując fakty z perspektywy swojego fotela poszedł w dobrą stronę na podstawie tych samych zeznań, które czytelnik ma także okazję poznać, jednak punkt wyjścia opiera się w sumie na jednej, mało zauważalnej uwadze, którą łatwo przeoczyć i nie poświęcić jej większego zainteresowania. 
Jednak generalnie, książkę czyta się bardzo dobrze. Jeśli ktoś lubi dać się porwać kryminałowi i nie musi za wszelką cenę zgadywać „kto zabił?”, to w tym przypadku może się spokojnie oddać w ręce autorki i nie kombinować na siłę. Jeśli ktoś mimo wszystko wolałby co nieco odgadnąć na własną rękę, to także będzie miał ku temu okazję. Ponadto, do interesujących zagadnień należy sprawa prowadzona przez Colina Lamba czy też podjęcie pewnych starań związanych z zacieraniem możliwych tropów, więc po nieco niemrawym początku dochodzenia, akcja powieści się zdecydowanie rozkręci i jeszcze kilka wątków może nas zaskoczyć.
Gdybym miała podać jeden, konkretny powód, dla którego warto sięgnąć po tę akurat książkę spośród imponującego zbioru twórczości Agathy Christie, tym powodem będzie coś zupełnie niezwiązanego ze zbrodnią. Tym powodem będzie Hercules Poirot, ale nie mały Belg sam w sobie, jako on sam, gdyż niestety mamy go w tej powieści zdecydowanie zbyt mało, by czytać ją tylko i wyłącznie z uwielbienia dla tej postaci. Jednak wszystkim jego fanom niedostateczną obecność detektywa wynagrodzi genialny pomysł autorki co do jego osoby. Otóż, w powieści „Przyjdź i zgiń” Hercules Poirot stał się… niezwykle zaangażowanym czytelnikiem kryminałów! Polecam przeczytanie jego rewelacyjnych opinii na temat prawdziwych i fikcyjnych autorów powieści kryminalnych, jakie w jego usta włożyła Agatha Christie. Dzięki temu zabiegowi autorka nie tylko dokonała niezwykle trafnej i dowcipnej klasyfikacji powieści kryminalnych oraz charakterystyki ich twórców, ale nawet pożartowała sobie zarówno z własnych dzieł, jak i z siebie samej za pomocą własnego, sympatycznego, karykaturalnego alter ego, czyli pani Ariadny Oliver. Dodatkowo, wiele spostrzeżeń Poirota to całkiem słuszne i uzasadnione uwagi dotyczące gatunku powieści kryminalnej. Szkoda, że książka nie powstała w czasach bardziej nam współczesnych, gdyż chętnie poczytałabym, jak Hercules Poirot z właściwym sobie wdziękiem i skromnością podsumowuje twórczość niektórych czasowo bliższych nam autorów, ale i tak zapewniam, że warto osobiście przekonać się o tym, że słynny detektyw stał się jednym z nas, czyli czytelnikiem kryminałów i że nawet temu zajęciu oddaje się w charakterystyczny dla siebie sposób, z pełną gracją, niezwykłą inteligencją i poczuciem ujmującej wyższości. 
Tym niezwykle pomysłowym zabiegiem Agatha Christie po raz kolejny udowodniła, jak wielką dozę zdrowego dystansu posiadała do siebie i własnej twórczości, czego zapewne i nam życzyła: „[Ariadna Oliver] będąc młodą autorką dosyć niemądrze uczyniła robiąc swego detektywa Finem, a widać jasno, że nie ma pojęcia o Finach i Finlandii, poza, być może, dziełami Sibeliusa”.

1 komentarz:

  1. Sprawiłaś mi tą recenzją wielką przyjemność, bo jak dobrze wiesz, uwielbiam po prostu stare i dobre kryminały, a zwłaszcza te sir. Arthura Conan Doyle'a oraz Agathy Christie. A przygody Poirota to jedne z moich ulubionych serii kryminałów. Uwielbiam je po prostu i jak wiesz, mam w swojej bibliotece wszystkie kryminały z tej serii. Ten też jest mi dobrze znany, chociaż muszę powiedzieć, że trochę bardziej mi się podobała filmowa wersja, która jest jednym z odcinków serialu "POIROT" z Davidem Suchetem w roli głównej. W niej bowiem Poirot pojawia się praktycznie cały czas i odgrywa główną rolę. Z kolei w książce widać wyraźnie coś, co niekiedy mocno razi. To, że Agatha Christie po prostu nie lubiła Herkulesa Poirota i pisała po prostu z przymusu kolejne powieści o nim. I w tych późniejszych coraz częściej pojawiają się takie sytuacje, kiedy główną rolę odgrywają inne postacie, a Poirot pojawia się jako coś w rodzaju deus ex-machina, aby rozwiązać zagadkę i znowu wymierzyć sprawiedliwość, zabłyszczeć swoim geniuszem, a potem po prostu sobie odejść i zniknąć w cieniu na scenie. Takie coś widzimy również w powieściach "KOT WŚRÓD GOŁĘBI" oraz "TRAGEDIA W TRZECH AKTACH" i jeszcze kilku innych. Zwłaszcza w tych późniejszych to widać. Powodem tego było to, że autorkę męczył już jej bohater i jeśli musiała o nim pisać, to po prostu ograniczała go do minimum w niektórych powieściach. Na szczęście nie było to czynione nagminnie w jej późniejszych książkach, ale w kilku z nich tak właśnie było. Jakby Christie chciała zniechęcić czytelników do przygód Poirota, aby mogła je swobodnie zakończyć. Przeliczyła się jednak, ponieważ jej książki wciąż były uwielbiane przez czytelników. Tak czy siak, powieść jest świetna i ciekawa, choć wolałem wersję filmową, w której Poirot odgrywa większą rolę. I pomaga chłopakowi w prowadzeniu śledztwa i też częściowo jest swatem, łącząc go z ukochaną, podejrzaną o dokonane zabójstwa. Ale cóż... Kryminał mimo wszystko jest naprawdę dobry. A przy okazji wiesz, że pani Ariadna Oliver to jest karykaturą samej Agathy Christie? Ta wiedza może wytłumaczyć nieco jej zachowanie, zwłaszcza postać Swen Hiersona xD

    OdpowiedzUsuń

"Dochowanie wierności swoim marzeniom wymaga ogromnej siły" - "Pamiętnik" N. Sparks

  O Nicholasie Sparksie słyszał już chyba każdy, jeżeli nie to jestem w szoku. Otóż jest to amerykański pisarz światowych bestsellerów z któ...