czwartek, 27 stycznia 2022

"Przeznaczenie przyniesie jej koronę" - "Królestwo popiołów cz. 1" S. J. Maas

 

W pierwszej części „Królestwa popiołów” autorka podzieliła bohaterów na niewielkie grupy, z których każda ma inną misję do wypełnienia i toczy przy tym swoje własne, małe wojny. Z kolei druga część dotyczy wszystkich. Bohaterowie, którzy dotrzymali danego Aelin słowa, przybywają do Terrasenu na wielką i ostateczną bitwę, która rozstrzygnie losy całej Erilei. Tak więc w tej recenzji skupię się na przybliżeniu wam wątków fabularnych, na które autorka podzieliła pierwszą część „Królestwa popiołów”, i losów przyporządkowanych im postaci. 

Zasadniczo wszyscy główni bohaterowie, których zdążyliśmy już poznać we wcześniejszych częściach, są podzieleni na pięć różnych grup, z których każda ma inne zadanie do wykonania. Perspektywa, z której dowiadujemy się o tym, co dzieje się w innych częściach Erilei, zmienia się wraz z rozpoczęciem nowego rozdziału, co zdecydowanie ułatwia rozeznanie się w prowadzonych narracjach.

Mamy więc możliwość towarzyszenia Manon i Trzynastce, które próbują odnaleźć i zwerbować porozrzucane po całym świecie wiedźmy Crochan oraz zjednoczyć je w słusznej sprawie z Czarnodziobymi, bądź poznać myśli młodego króla Adarlanu, który podróżując wraz z nimi, stara się poznać lokalizację trzeciego klucza Wyrda. Będziemy również maszerować w szeregu z Aedionem i ukrytą pod maską sławnej zabójczyni Lysandrą, którzy przygotowują armie na wielką bitwę o Terrasen. Prześledzimy losy Rowana, Elide, Lorcana i Gavriela, którzy wyruszyli, by odnaleźć przetrzymywaną przez Maeve młodą królową. Tak jak Fenrys będziemy naocznymi świadkami cierpień uwięzionej i zamkniętej w żelaznej trumnie Aelin.

Sarah J. Maas w zakończeniu swojej fenomenalnej serii postanowiła każdemu ze swoich książkowych dzieci dać możliwość zaistnienia i wykazania się w obliczu zbliżającej się wojny, fundując czytelnikom istny rollercoaster uniesień i wzruszeń, który towarzyszy nam od pierwszej strony powieści. Każdy wątek to mała cegiełka, która jest częścią spójnej i trwałej fabularnej konstrukcji, tworzącej logiczną całość. A wszystko za sprawą sytuacyjnych mostów łączących jeden wątek z innym. Czytając rozdział opowiadający o problemach, którym muszą podołać Chaol i jego towarzysze, jesteśmy świadkami efektów działań Doriana, o których czytaliśmy parę stron wcześniej. Wszystko to sprawia, że czujemy się jak bogowie z daleka obserwujący świat śmiertelników. Mamy wiedzę o wszystkim, co się dzieje, ale nie możemy ingerować w podejmowane przez nich decyzje.

Wiele postaci uległo przeobrażeniom – jednym wyszło to na dobre, innym niekoniecznie. Myślę, że największe zmiany zaszły w głównej bohaterce tej serii, jaką jest Aelin. Z pewnej siebie postaci, która niczego się nie boi i do wszystkiego podchodzi z drwiącym uśmiechem na ustach, stała się cieniem samej siebie. Zmiana, jaka w niej zaszła, była nieunikniona, zważywszy na wiele miesięcy tortur, którym była poddawana w niewoli u Maeve. Zapoznając się z opiniami innych czytelników, dostrzegłam pewną zależność, która miała miejsce w fanowskim środowisku. Otóż dla moli książkowych, którzy do tej pory nie przepadali za tą postacią i uważali ją za najsłabsze ogniwo tej serii, zachodząca w Aelin zmiana sprawiła, że zaczęli ją darzyć iskierką sympatii. Natomiast czytelnicy, którzy kochali i akceptowali tę bohaterkę w pełnej okazałości, wspólnie twierdzą, że z przykrością patrzyli na jej mentalny upadek. Ja niestety należę do tej drugiej grupy. Czytając rozdziały z perspektywy młodej królowej Terrasenu, odczuwałam ogromną stratę kogoś bardzo mi bliskiego. To nie jest Aelin, to nawet nie jest Celaena ze swoim złowieszczym uśmiechem na ustach, to jest ktoś całkowicie inny… Ktoś złamany, pokonany, zniszczony przez ból i stratę.

Trochę rozpisałam się na temat Aelin i może to kogoś mierzić, gdyż jest wiele postaci, które zasługują na swoje 5 minut w tej recenzji. Mogłabym pisać o Chaolu, który z gburowatego kapitana gwardii królewskiej przeobraził się w pełnego życia i kochającego męża, a wkrótce ojca. Mogłabym pisać o zranionym i osamotnionym Aedionie, który ze wszystkich sił stara się walczyć o Terrasen i ze swoimi uczuciami do Lysandry. O Lorcanie, który jest drugą postacią po Aelin, w której zaszły ogromne zmiany, tyle że w tym przypadku na plus. O Elide, która w końcu zaakceptowała miłość łączącą ją i Lorcana. O Dorianie, który z pyszałkowatego królewicza w końcu stał się królem na miarę całego Adarlanu. O Fenrysie i Gavrielu, o Trzynastce i Crochan, o wiernym i kochającym swoją królową Rowanie. Jednak w tej recenzji znalazłam miejsce jeszcze tylko dla jednej postaci, której losy sprawiły, że przy czytaniu miałam ciarki na całym ciele. Dla Manon.

Rozwój tej postaci całkowicie mnie zaskoczył. Bohaterka, którą brałam za marny substytut Celaeny, stała się kimś, kogo darzę ogromną sympatią i szacunkiem. Relacje Manon z Trzynastką czy z Abraxosem są wspaniałym obrazem przyjaźni i miłości, której Czarnodziobe ponoć nie odczuwają. Liderka skrzydlatych przeszła długą drogę, podczas której odnalazła nie tylko swoje przeznaczenie, ale również człowieczeństwo. Z prawej ręki matrony polującej na swoje rodaczki stała się godną królową Crochan, Królową Wiedźm, która dotrzymując innej królowej danego na plaży słowa, zebrała armię, która może odmienić losy tej wojny.

Zastanawiam się, co mogę wam jeszcze napisać, jak ubrać w słowa to, co działo się na stronach tej powieści. Daruję sobie namawianie was do czytania, bo wydaje mi się, że na tym etapie jest to daremne. Każdy, kto przeczytał poprzednie części, nie uśnie spokojnie, nie poznawszy zakończenia tej historii. Pamiętam, że po przeczytaniu pierwszej części „Królestwa popiołów” pocieszałam się, że to jeszcze nie koniec, że przede mną jeszcze jedna część. Tak więc pozostawiam was z tą nadzieją. Jeszcze nie czas na przybranie żałoby. Przed nami wielka bitwa. 

1 komentarz:

  1. Cała seria nie brzmi dla mnie na tyle ciekawie, abym ją przeczytał. Wnoszę po opisie, że jest w niej za dużo wojen, za mało miłości i ciekawej akcji. Chociaż oczywiście mogę się mylić. Ale nowoczesna fantastyka jest dla mnie zbyt wulgarna i zbyt brutalna, a do tego promuje kobiety ociekające testosteronem i chodzące w spodniach, na co wskazuje okładka. Dlatego jakoś ta seria mnie nie przekonuje i na pewno jej nie przeczytam. Ale gdybyś chciała mi o niej opowiedzieć, to ja bardzo chętnie zapoznam się z treścią fabuły w Twoim wykonaniu, bo zawsze bardzo ciekawie opowiadasz, dowcipnie i wtrącając ciekawe uwagi. Widać tutaj rękę uwielbianego przez nas oboje Wojtka Drewniaka. Dlatego chętnie posłucham tej opowieści w Twoim wykonaniu, gdybyś kiedyś znalazła czas, aby mi o niej opowiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń

"Dochowanie wierności swoim marzeniom wymaga ogromnej siły" - "Pamiętnik" N. Sparks

  O Nicholasie Sparksie słyszał już chyba każdy, jeżeli nie to jestem w szoku. Otóż jest to amerykański pisarz światowych bestsellerów z któ...