wtorek, 25 stycznia 2022

"Nie marnuj czasu i energii na rozmyślania o tym, co mogło wydarzyć się w przeszłości" - "Imperium burz" S.J. Maas

 

To, że Sarah J. Maas to mistrzyni świata fantasy, chyba już każdy wie. Cała seria "Szklany tron" to tak cudowne książki, że o matko. Jakiś czas temu skończyłam „Królową cieni” i od tamtej pory nie miałam okazji sięgnąć po kolejny tom. Jednak gdy tylko nadarzył się odpowiedni moment ku temu, od razu zaczęłam czytać. Pochłonęłam książkę w dwa dni i dopiero dziś ją skończyłam. Jeśli ktoś nie czytał poprzednich tomów, to polecam zejść na dół, do podsumowania, ponieważ spoilery z wcześniejszych części są raczej nieuniknione.

Król Adarlanu nie żyje, magia po dziesięciu latach – została wyzwolona, a Aelin i Aedion dotarli w końcu do swojej ojczyzny, do Terrasenu, razem ze swoimi przyjaciółmi. Jednak droga do tronu Aelin wcale nie jest tak łatwa, jakby się to wydawało. Przed dziewczyną stają nieoczekiwane trudności. Naiwnie myślałam, że królowa po prostu wjedzie do Orynthu i z miejsca wstąpi na tron... no cóż, to nie takie proste. Przede wszystkim, najpierw musi znaleźć sojuszników, uformować armię. Do tego jeszcze okazuje się, ze Dorian Havilliard jest w niebezpieczeństwie.

Nie zdradzam więcej z fabuły, ponieważ nie chcę Wam spoilerować. Musicie sami odkryć to, co tutaj się dzieje. Jeśli znacie Sarę, to pewnie się domyślacie, że dzieje się tu bardzo, ale to bardzo dużo. Dobra, wszystko pięknie, ale czy ktoś mi wyjaśni, jak ona to robi, że akcja pędzi już od pierwszych stron?! Jeśli myślicie, że będziecie mieli na początku czas, żeby się wgryźć w wydarzenia, to się mylicie. Od pierwszych stron zostajemy wrzuceni w sam środek wiru pełnego intryg, przygód, niebezpieczeństw, czy groźnych stworów. Nie ma czasu na nudę. Zero. Null. Ni ma.

Na początku mamy wątki z perspektyw kilku osób, jednak ich losy z biegiem czasu, coraz bardziej się splatają i coraz mniej tych pomniejszych narratorów jest. Każdy bohater ma istotne znaczenie w fabule. Poznajemy bliżej postacie Gavriela, Fenrysa, Lorcana, Elide, ale też pojawiają się nowe postacie, dobre czy też mniej. Fenrysa, mimo swojej arogancji, bardzo polubiłam, Gavriela również, natomiast Lorcana nie lubię. Nie po tym co zrobił. Autorka sięga do poprzednich tomów, a nawet (tak podejrzewam, bo ich nie czytałam jeszcze) do nowelek. Celaena Sardothien zwiedziła kawał świata i nawet jej przyjaciele, nie wiedzą, kto jeszcze za sprawą długu u niej, stanie się sprzymierzeńcem Terrasenu.

Sarah świetnie rozegrała wątek miłości Aelin i Rowana. Jest on taki subtelny, delikatny i nie odgrywa głównej roli w fabule. Co prawda, nie przepadłam w Rowanie zbyt mocno, ale i tak go bardzo polubiłam.

A Aelin, nasza cudowna Aelin. Pyskuje, knuje intrygi, niejeden raz szokuje swoich towarzyszy – no jak nie kochać jej i jej niewyparzonej gęby? Szacun dla autorki, za tak świetną postać żeńską. Czasami potrafi lekko zirytować, ale jej można to wybaczyć.

Z każdą kolejną książką, Sarah coraz wyżej podnosi sobie poprzeczkę. Każda jej książka jest coraz lepsza. To co się dzieje w piątym tomie, jest nie do ogarnięcia. Zakończenie... Ach to zakończenie. Kocham Maas i nienawidzę jej jednocześnie. Jak to u Maas bywa, znajdziecie tu mieszankę WSZYTKICH emocji. No ludzie, nawet łzy mi poleciały. Po skończeniu miałam ochotę wziąć i rzucić tą książką o ścianę. 

Cała książka trzyma w napięciu i jak się pewnie domyślamy – występują niespodziewane zwroty akcji. Wychodzą na jaw niektóre rzeczy z przeszłości, zazwyczaj szokujące. Niejeden raz drżenie o życie któregoś z bohaterów, miłość, która rodzi się wśród niebezpieczeństw.

Cóż ja mogę jeszcze powiedzieć? Myślałam, że emocje już opadły, ale nie. Nadal je odczuwam, nadal są. Nie mogę przestać myśleć o tej książce. Nie wiem, czy przekazałam wszystko to co chciałem, ale wiedzcie jedno – musicie to przeczytać. To było tak genialne, że brak słów. Polecam serdecznie!

1 komentarz:

  1. Dobra fantastyka jak widać, to nie tylko uwielbiani przeze mnie J.R.R. Tolkien, C.S. Lewis, J.K. Rowling czy Lloyd Alexander. Jak widać, współcześni autorzy także potrafią tworzyć doskonałe powieści z gatunku fantasy. Na tyle porywające i chwytające ze serce, że nawiedzony Kościół katolicki uważa je za bezbożne i robi wszystko, aby tego dowieść, tocząc niemalże wojnę o dusze młodych ludzi. Moim zdaniem bezsensowne podejście, a im więcej będą hejtować takie powieści, tym więcej młodych ludzi od nich ucieknie i tym więcej będzie chciało czytać takie powieści, choćby z samej ciekawości, co jest takiego w tych książkach, że ta nawiedzona organizacja tak je hejtuje. Ale to taka moja mała dygresja. Co do samej serii... Nie będę jej czytać, bo nie chcę się wciągać w kolejne serie, a poza tym mam już sporo książek w swojej bibliotece i kto jak kto, ale Ty doskonale o tym wiesz :) Ale jeżeli zechcesz przybliżyć mi nieco tę serię w rozmowach lub mailach, z największą przyjemnością o niej posłucham, bo bardzo ciekawie opowiadasz :)

    OdpowiedzUsuń

"Dochowanie wierności swoim marzeniom wymaga ogromnej siły" - "Pamiętnik" N. Sparks

  O Nicholasie Sparksie słyszał już chyba każdy, jeżeli nie to jestem w szoku. Otóż jest to amerykański pisarz światowych bestsellerów z któ...