Pierwsza fantastyczna powieść Stephena Kinga od czasów „Mrocznej wieży”. Tajemniczy świat skrywany przed naszymi oczami. I młody bohater, który ma ich wszystkich uratować. No i piesek, nie możemy zapominać o piesku! No dobrze, balonik nadmuchany? Owszem, w takim razie możemy ruszać z kolejną powieścią Króla Grozy.
Charlie Read jest zwyczajnym nastolatkiem po przejściach. Stracił matkę w młodym wieku, a jego ojciec przez dłuższy czas wolał zaglądać do kieliszka i butelki zamiast do pokoju syna. Jedna prośba małego chłopca będzie kształtować jego życie i decyzje, które będzie podejmować później. I ta jedna prośba i działanie, które podejmie, będzie później jego błogosławieństwem i przekleństwem. Charlie, słysząc głodne ujadanie psa i prośbę o pomoc, wzywa karetkę do staruszka, który mieszka w jego okolicy. Howard Bowditch jest tajemniczym mieszkańcem „domu z Psychozy”, jak mawiają dzieciaki z okolicy. Między tą dwójką (a właściwie trójką, jeśli policzymy psa) nawiąże się prawdziwa przyjaźń.
„Baśniowa opowieść” zaczyna się jak większość powieści Kinga. Mistrz przeprowadza nas przez większą część dojrzewania Charliego i długo, można wręcz rzec z uwielbieniem, buduje relację między Howardem i jego młodym towarzyszem. Do tego stopnia, że chociaż czytelnik wie, że ta rajska wizja za chwilę się skończy, chciałby pozostać w tym obrazie już na zawsze. Jednak tak jak Charlie, w końcu musi się wybrać w długą podróż 185 stopni w dół, nie tylko dla suczki Radar, ale również dla mieszkańców tajemniczej krainy, do której kiedyś trafił jego stary przyjaciel. A tam czeka na niego cała seria przygód i problemów.
Nie mogę powiedzieć, że jest to najlepsza książka z całego dorobku Kinga, bo liczba pozycji w katalogu Mistrza jest na tyle duża, że każdy może sam ułożyć własną topkę. Jest to zdecydowanie pozycja dla tych, którzy nie lubią tych najbardziej krwawych powieści i zdecydowanie nie lubią się bać. Przy „Baśniowej opowieści” raczej będziecie uśmiechać się pod nosem i przeżyjecie kupę niesamowitych przygód. Jeśli już zejdziecie te 185 stopni w dół po nierównych schodach, to nie każdy z Was będzie chciał wrócić na powierzchnię.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz