czwartek, 13 października 2022

"Prowokować można tylko do pewnego momentu, później ten ktoś pęka" - "Carrie" S. King

 

Wyobraźcie sobie przez chwilę: jesteście nastolatką, która chce być taka jak wszyscy, ale przez swoje wychowanie nie możecie, bo bliscy ciągle Was ograniczają, przez co jesteście w szkole obiektem drwin i żartów. Rówieśnicy nieustannie Was prowokują, wystawiając Waszą cierpliwość na próbę, jakby czekając, kiedy pękniecie. Tak właśnie jest w tej książce. Skutki tego są tragiczne, jak to u Kinga. Poznajcie "Carrie".

Carrie White jest inna niż wszyscy. Nie chodzi na prywatki, nie interesują się nią chłopcy, stanowi obiekt kpin i docinków. Matka - religijna fanatyczka - za wszelką cenę usiłuje chronić ją przed grzechem. Pewnego razu Carrie się jednak buntuje i idzie na szkolny bal. Gdy tam pada ofiarą okrutnego żartu, rozpętuje się piekło... dziewczyna jest bowiem telekinetką o olbrzymiej mocy, której postanawia użyć, by zemścić się na swoich prześladowcach. Ci, którzy ją dręczyli, gorzko tego pożałują.

Ta książka to debiut pisarski Stephena Kinga i nie można jej nic specjalnie zarzucić. Pomysł i forma są naprawdę ciekawe. Autor podchodzi do tematu telekinezy niemal naukowo, przeplata akcję z wycinkami z prasy, artykułami, fragmentami z książek i pamiętników czy zeznań świadków. Pomimo iż według głównego nurtu nauka nie uznaje zjawiska telekinezy (nie ma na nią dowodów), to autor prowadzi historię tak jakby to było jak najbardziej powszechne zjawisko.

Pora powiedzieć co nieco o bohaterce. Czujemy do niej bardziej żal, niż strach. Masakra, której dokonuje, jest okrutna i szokująca, ale jednak nie aż tak straszna. Mniej więcej wiemy przecież, zanim dojdziemy do momentu zemsty, jak zakończy się historia. King jest mistrzem wzbudzania napięcia i dlatego konstrukcja książki pod względem ujawnienia wydarzeń wcale nie jest chybiona, a jednak Carrie przytrzymująca i przenosząca siłą umysłu ludzi, zamykająca wzrokiem drzwi, odkręcająca zraszacze i dokonująca na odległość kolejnych wybuchów nie staje się dla czytelnika potworem. Jest po prostu zagubioną nastolatką, jak zresztą tłumaczy jej koleżanka, Sue Snell.

Na największą uwagę jeszcze zasługuje aspekt zderzenia mocy telekinezy z religią, co King wprowadza dzięki postaci fanatycznej matki. Dar uaktywnia się szczególnie po pierwszej menstruacji Carrie, poprzez krew, co Margaret White interpretuje jako dar od diabła, zrodzony wraz z grzechem kobiecości. Dla Margaret córka jest czarownicą, z którą powinna walczyć. Pamiętam, że podczas lektury trochę mnie ten fanatyzm i ciemnota denerwowały. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła wychowywać swoje dziecko w takiej ciemnocie.

Podsumowując, książka powala na kolana. Przynajmniej powaliła mnie. Dwie jej ekranizacje - oryginalna Briana de Palmy z 1976 roku oraz ta "najświeższa" z 2013 roku - czekają w mojej prywatnej kolejce "do obejrzenia". Samą książkę naprawdę serdecznie polecam!

1 komentarz:

  1. Pamiętam, że swego czasu czytałem tę książkę. Bardzo mnie ona zmroziła i jak widzę, Ciebie również. Ale chyba o wiele bardziej jednak wobec Carrie zamiast złości czy niechęci lub nawet strachu, co raczej współczucie. Nie pochwalam jej zachowania, ale jakoś nie było mi żal jej prześladowców, kiedy wreszcie dostali to, na co zasłużyli. Bo przecież to było aż nadto jasne, że kiedy tylko przekroczą wszelkie granice, ta dziewczyna w końcu pęknie, jej moce się aktywują, a oni wszyscy tego pożałują, bo kiedy biedna ofiara zobaczy, że to ona jest górą, zemsta jej będzie straszna. Trochę jak z tym odcinkiem "PINGWINÓW Z MADAGASKARU", kiedy Mort stał się wielki. Pamiętasz? Ten odcinek po prostu rozwala system, jak Mort jako siłacz najpierw wiernie służy Julianowi, który jest nim zachwycony, ale gdy zdobywa dla niego łup, Julian nawet bananka nie chce mu z niego dać i jeszcze raz wali Morta, ale to było o jedno walnięcie za dużo. Mort bowiem przypomina sobie, że teraz to on jest silny i zabiera łup dla siebie i zaczyna pomiatać Julianem do czasu, aż sytuację ratują Pingwiny i znowu zmniejszają Morta. Odcinek rozwala system i jak niektórzy mówią, ryje banię xD Ale czy nie ma aby pewnego przekazu? Podobnego jaki mamy w "CARRIE"? Bo moim zdaniem jest sporo podobieństw. A wracając do samej bohaterki, było mi jej niesamowicie żal. To, co ją spotkało nie było w porządku wobec niej i dlatego, kiedy jej oprawcy dostają za swoje, to jest bardzo dobre. Ale smutne jest, że upajając się swoją władzą i mocą, Carrie traci nad sobą kontrolę i łatwo się domyślić, że jej kolejnymi ofiarami staną się niewinni ludzie. Dlatego musi zostać pokonana. Żal nam dziewczyny, ale czy nie taki musiał być koniec w takiej sytuacji? Pomyślmy, co by było, gdyby Carrie zostawić w spokoju wtedy, gdy sobie uświadomiła, czego ona teraz potrafi dokonać i jak zechce sobie odbić na CAŁYM ŚWIECIE za swoje nieszczęścia. To by dopiero była rzeź. Psychologicznie wszystko się zgadza. Ale i smutne.

    OdpowiedzUsuń

"Dochowanie wierności swoim marzeniom wymaga ogromnej siły" - "Pamiętnik" N. Sparks

  O Nicholasie Sparksie słyszał już chyba każdy, jeżeli nie to jestem w szoku. Otóż jest to amerykański pisarz światowych bestsellerów z któ...