Wpadłam w pułapkę, w "Pułapkę uczuć", bo pokochałam i pochłonęłam tę książkę w oka mgnieniu. Wspaniała historia o miłości partnerskiej, rodzicielskiej, braterskiej i przyjacielskiej. Miłość jest kluczem tej powieści i właśnie ona emanuje z jej kart. Po przeczytaniu i ja przepełniona byłam tym niesamowitym uczuciem. Jednak czy tylko ona jest głównym składnikiem tej książki?
Osiemnastoletnia Layken straciła ojca, którego kochała ponad życie. Sytuacja materialna zmusza rodzinę do opuszczenia rodzinnego Teksasu i bohaterka wraz z matką i bratem zaczynają nowy etap w Michigan. Już w pierwszych chwilach pobytu w nowym miejscu, Layken spotyka sąsiadów - Willa i Cauldera Cooperów. Ten pierwszy od razu wpada w oko dziewczynie, jednak to, co okazuje się kilka dni później, zupełnie zmienia ich relacje.
Przede wszystkim, co dla mnie jest najważniejszym aspektem w tej powieści, relacje jakie łączą bohaterkę z matką i bratem są naprawdę wzruszające. Chociaż Layken straciła jednego z rodziców, ma przy sobie matkę, która dba o dziewczynę, troszczy się o nią i przeżywa z nią jej zauroczenia. Ciężko jest sobie wyobrazić, co czuje bohaterka, kiedy dowiaduje się, że jej mama skrywa sekret, a przyjazd do Michigan był planowany już od dawna. W szczególności wzruszające są momenty, w których Lake przebywa z bratem. To, jakie relacje ich łączą są niesamowite. Bohaterka postanowiła zastąpić Kelowi ojca, jest jego trenerem i oparciem. Uśmiałam się wiele razy, ponieważ Kel jest dzieciakiem, który skradnie serce niejednej osobie!
Mimo tej rodzicielskiej miłości, głównym elementem jest uczucie, jakie powstaje między Lake a Willem. Cóż można rzec? Miłość od pierwszego wejrzenia, motyle w brzuchu przy każdym spotkaniu i chęć chwycenia Willa za rękę, to wszystko kryje się we wnętrzu dziewczyny. Tego nie da się opisać, to trzeba przeżyć.
Jest to moja trzecia powieść Colleen Hoover, a emocje non stop rosną! Autorka niesamowicie kreuje bohaterów. Czytając miałam ochotę osobiście poznać Lake, przybić piątkę z Kelem, spojrzeć w oczy Willowi i przytulić Julię. Hoover w prosty sposób przedstawiła całą historię, dlatego nie mogłam oderwać się od tej pozycji. Nie mogę się doczekać kolejnych książek autorki, którą od pewnego momenty kocham.
Czytając, przebiegło przeze mnie milion uczuć! Bo powieść ta jest nie tylko o miłości. Jest też o życiu i śmierci. Może powinnam o tym wspomnieć od razu. Bohaterowie uświadomili mi, że śmierć spotka nas wszystkich, jednak przed tym wydarzeniem mamy przed sobą całe życie i nie można go zmarnować, ponieważ nigdy nie wiadomo, kiedy to życie może się skończyć. Chociaż rzadko mi się to zdarza podczas czytania, nie obyło się bez chusteczek...
Mimo tak refleksyjnego zakończenia, serdecznie polecam Wam wszystkim tę powieść! Obiecuję, że będziecie się dobrze bawić, miło spędzicie czas, a przy tym wyniesiecie z tego coś więcej. Bo to nie jest książka do śmiechu, niesie ona ze sobą większe przesłanie, które chwyta za serce.

Opowieść brzmi wzruszająco i bardzo sympatycznie, choć przy okazji nie zabrakło w niej, jak widzę, sporego poczucia humoru. Uważam, że takich opowieści ostatnio nam brakuje. Coś mi mówi, że nasz kochany świat zdecydowanie ostatnio za bardzo lubi mroczne i straszne opowieści z dreszczykiem. Nie mówię, że to coś złego, ale... jak dla mnie na tym świecie mamy za dużo horrorów i przyjemnie jest się od nich oderwać podczas ciekawej i przyjemnej lektury. A z tego, co zrozumiałem, ta powieść właśnie nią jest.
OdpowiedzUsuń