Sophie Hannah po raz trzeci powróciła do przygód Herkulesa Poirota i znowu mnie nie zawiodła. Świetny kryminał, który nie tylko dostarcza inteligentnej zagadki, ale także porusza ważne sprawy natury moralnej oraz skłania czytelnika do zastanowienia.
Wyobraź sobie, że poszłaś/poszedłeś do restauracji. Masz za sobą znakomity obiad, który poprawił ci humor o 110%. Wracasz do domu w niezwykle dobrym nastroju i... wszystko pryska jak bańka mydlana. Przed domem spotykasz bowiem wściekłą kobietę, która bez zbędnych ceregieli obwinia cię o wysłanie do niej listu podpisanego twoim nazwiskiem, w którym to liście oskarżasz ją o morderstwo. Próbujesz się tłumaczyć, bo nie wiesz o co chodzi, ale nic to nie daje - spotkanie kończy się w nieprzyjemnej atmosferze. To właśnie spotkało Poirota. Ktoś wysyła listy podpisane jego nazwiskiem, w których pada oskarżenie o morderstwo pewnego starszego człowieka. Dwoje z czwórki oskarżonych utrzymuje, że są niewinni i nie znali denata. Poirot też go nie zna. Ale jest zafascynowany sprawą więc postanawia wraz z inspektorem Edwarda Catchpoolem przeprowadzić śledztwo i zaprzęga jeszcze swoje szare komórki do działania w sprawie wyjaśnienia zagadki.
Sophie Hannah bardzo często podkreśla, że jest fanką Agathy Christie. To widać, bowiem potrafi ona bardzo dobrze oddać to, za co tak bardzo lubię kryminały Agathy: klimat, język, którym posługuje się Poirot, maniery ówczesnych bogaczy itd. U Królowej Kryminału istotny bywał często jakiś niepozorny szczegół; u Sophie Hannah jest tak samo. Nawet mały drobiazg może w tej intrydze mieć olbrzymie znaczenie. W tej historii jest wszystko: skandale, kłamstwa, dramaty z przeszłości i trudne relacje rodzinne.
Intryga jest wielopoziomowa i zawiła, ale przecież nie z takimi zagadkami radził sobie Poirot, który niezmiennie jest dla mnie uroczy. Niesamowity megaloman, ale w tej jego megalomanii jest coś uroczego i komicznego zarazem.
Bohaterowie to raczej ludzie z wyższego klasy społecznej, którzy mają poukładane i spokojne życie materialne, ale kiedy nikt nie widzi, często skrywają w sobie rany z przeszłości. Nie u wszystkich też te rany się zabliźniły - wspomnienia i związane z nimi uczucia wciąż są żywe. Na kartach powieści spotykamy np. zbuntowanego syna, który ma ciężki żal do ojca; nieustannie smutną kobietę, do szaleństwa zakochaną we własnym psie, a przy tym bardzo dziwnie się zachowującą, a także mężczyznę, który jest życiową ofermą i który bez pomocy żony niewykluczone, że zapomniałby nawet swojego imienia.
Zagadka jest bardzo ciekawa i stanowi wyzwanie nawet dla Poirota. Uwielbiam takie kryminały, takie intrygi i kłamstwa bogatych ludzi, które tak barwnie są odmalowane, że człowiek po prostu przenosi się tam i nie wiedzieć kiedy, zaczyna żyć tamtymi wydarzeniami.
Końcówka książki zaskakuje i to bardzo. Miałam zdecydowaną przyjemność ze spotkania z moim ulubionym detektywem. Serdecznie polecam!
Ten kryminał jest moim zdaniem już dużo lepszy od poprzedniego i zdecydowanie bardziej ciekawy i mniej skomplikowany, to znaczy jest trudny, bez Poirota i jego szarych komórek sami byśmy zagadki nie rozwiązali, jednak zdecydowanie mniej zagmatwana niż w poprzedniej powieści. I zdecydowanie bardziej tutaj czuć klimat dzieł Agathy Christie, o wiele lepiej tutaj zdołała autorka to oddać. Widać umie się ona uczyć na błędach i poprawiać je, ponieważ to, co można było zarzucić poprzedniej powieści, tutaj w zasadzie nie istnieje. I to jest wielki plus tego dzieła. Podobnie jak cała fabuła ukazana w formie niesamowicie ciekawej i pociągającej, a już zwłaszcza dla miłośników starych i dobrych kryminałów. Jest tu wszystko, czego miłośnik tego typu dzieł może chcieć i to wielki plus. Autorka wczuła się w klimat czasów, które ukazuje, a Poirot jest po prostu super. Tylko nieco brak mi w tych kryminałach Hastingsa i Jappa, bo ten policjant pomagający Poirotowi nie do końca do mnie przemawia. Chociaż nie jest zły i nieźle współpracuje z naszym małym Belgiem. Dlatego mimo wszystko polubiłem go, chociaż nie aż tak, jak naszych wyżej wzmiankowanych ulubieńców. Tę powieść jeszcze chętniej bym zobaczył w formie filmu oraz w posłuchał w formie słuchowiska. Kto wie? Może kiedyś się tego doczekam? Fajnie by było. A póki co, zostaje nam obojgu jedynie rozkoszowanie się lekturą tego naprawdę dobrego dzieła, a to przecież nie mało :)
OdpowiedzUsuń