"Poirot prowadzi śledztwo" to zbiór jedenastu opowiadań angielskiej pisarki Agaty Christie wydany w 1924 roku. Występują w nim Herkules Poirot, kapitan Arthur Hastings oraz inspektor Japp.
Herkules Poirot łapie przestępców, choć jego samego złapała grypa. Nieznośnie próżny detektyw większość zagadek rozwiązuje, nie wstając z fotela. Odnajduje bankowe obligacje, wyjaśnia tajemnicę skradzionego brylantu, zapobiega porwaniu premiera, stawia czoło mafii, spotyka się z agentem wywiadu amerykańskiego i... czarnym kotem.
Wszystkie historie opisane w tym tomie opowiada kapitan Hastings. To tłumaczy pewne niejasności przekazu - narrator nie do końca wie, co naprawdę dzieje się w prowadzonej sprawie. Jego zagubienie połączone z przekonaniem o własnych zdolnościach, połączone w trosce o ego jego przyjaciela, zostało oddane przez Christie po prostu po mistrzowsku. Ciekawe są także sprzeczki między Hastingsem a Poirotem, fabuła pełna dla tego gatunku typowych sytuacji, takich jak przebieranki, inscenizacje, nawet sięganie do okultyzmu. Sprawdziłoby się to, gdyby opowiadania odegrano na deskach teatru.
Plusem jest to, że widzimy jak Poirot prowadzi sprawy inne niż zabójstwo. W jednym z lepszych opowiadań - "Gwiazda Zachodu", musi rozwikłać zagadkę zaginięcia klejnotów sławnej aktorki. W innych tekstach poszukuje ukrytego dokumentu, zaginionego biznesmena. Najbardziej zaskakujące są jednak te teksty, które można określić jako szpiegowskie - tego typu zadania Christie powierzała innym bohaterom.
Co w takim razie z morderstwami? I takie historie możemy tutaj odnaleźć. Jednak zdecydowanie sprawy zabójstw wolę w dłuższych formach - lepiej to autorce wychodzi. Sprawiają one wrażenie rozwiązanych zbyt prędko. Brakuje w nich budowania napięcia i skomplikowanych relacji międzyludzkich.
To nie znaczy jednak, że nie warto się zapoznawać z tym zbiorem. Dla fanów małego Belga jest to obowiązkowa lektura. Mimo, że sprawy morderstw blado się tu prezentują, to w pewnym stopniu rekompensują to inne teksty takie jak "Kradzież w hotelu Grand Metropolitan", czy "Zniknięcie Pana Davenheima". Polecam serdecznie!
Ten zbiór opowiadań jest kolejnym moim ulubionym dziełem o przygodach Poirota. Nasz uroczy mały Belg jest przecież wciąż młody, silny i nie tylko umysłowo, ale też i fizycznie, jak również mamy urocze czasy dwudziestolecia międzywojennego, które chyba zostały stworzone po to, aby tworzyć w nich piękne klasyczne kryminały. Dodatkowo, podobnie jak z poprzednio opisywanym przez Ciebie w recenzji dziełem, te opowiadania były również pierwowzorem pierwszych, tych krótszych opowiadań serialu "POIROT" z Davidem Suchetem. Te krótsze odcinki, na podstawie opowiadań są najlepsze i podobnie jak z wcześniej omawianą książką, odcinki ulepszyły nieco opowiadania, zwłaszcza mocno rozwijając postacie Hastingsa, Jappa i panny Lemon, a zwłaszcza tej ostatniej. Oczywiście nie oznacza to, że same opowiadania są złe. Po prostu serial świetnie je rozwinął. Ale oczywiście oryginały też są super. Szczególnie bawi mnie to, jak Japp założył się o pięć funtów, że Poirot nie rozwiąże zagadki bez wychodzenia z domu. Rzecz jasna, nasz uroczy i nieco zarozumiały mały Belg poradził sobie z tym zadaniem z pomocą Hastingsa, jak zawsze niezawodnego i uroczo naiwnego, nie nadarzającego za tokiem myślenia Poirota, choć tak na dobrą sprawę my, jako czytelnicy też zwykle za nim nie nadążamy xD Przy okazji narracja pierwszoosobowa jest wyraźnym hołdem w stronę opowiadań o Sherlocku Holmesie, czyli dzieł sir. Arthura Conan Doyle'a, który był dla Christie kimś w rodzaju mentora oraz prawdziwej inspiracji. To widać,to się czuje i dlatego tak się cudownie czyta te dzieła, a już zwłaszcza tym, którzy uwielbiają przygody Holmesa i zauważą tutaj wiele nawiązań do przygód wielkiego poprzednika Herkulesa Poirota :)
OdpowiedzUsuń