niedziela, 16 października 2022

"Jednak prawdą jest, że każdy ma swoją cenę" - "Wielka czwórka" A. Christie


Po raz kolejny miałam przyjemność powrócić do twórczości jednej z moich ulubionych pisarek kryminalnych oraz mojego drugiego ulubionego (zaraz po Sherlocku Holmesie) detektywa w literaturze, czyli Herculesa Poirot. Pomysł na wątek książki był bardzo dobry. Wielka Czwórka. Czterech najsilniejszych przestępców kontra Wielki i Wspaniały Hercules Poirot wraz ze swoim wiernym przyjacielem Hastingsem. 

Na Herkulesa Poirota tym razem czeka nie lada wyzwanie. Belgijski detektyw musi zmierzyć się z wieloma zagmatwanymi sprawami. Wszystkie ślady prowadzą do Wielkiej Czwórki – tajnej organizacji, której celem jest objęcie władzy nad światem. Szybko okazuje się, że nad Poirotem i kapitanem Hastingsem gromadzą się ciemne chmury. Przywódcy Wielkiej Czwórki są zdecydowani pozbyć się nieproszonych gości. I zdecydowanie nie przebierają w środkach…

Z początku dość sceptycznie podchodziłam do „Wielkiej Czwórki”. Osobiście wolę skupiać się na jednej zawiłej sprawie, niż skakać po różnych śledztwach. Jednak tym razem taka była koncepcja całej fabuły – skupiamy się na wielu pozornie niezwiązanych ze sobą wydarzeniach i powoli odsłaniamy wszystkie karty. A jednocześnie wcale nie odchodzimy od głównego tematu. Cieszę się, że autorka w tak prosty i przyjemny sposób połączyła ze sobą wszystkie wątki. Stworzyła świetną historię z solidnym zakończeniem, którego się nie spodziewałam. Jak zawsze jestem pod dużym wrażeniem!

Herkules Poirot robi co może, aby znaleźć powiązanie między różnorodnymi sprawami kryminalnymi a tajną, przestępczą organizacją. I, chyba to nikogo nie dziwi, idzie mu zaskakująco dobrze. Jak zwykle jestem pełna podziwu, dla małych szarych komórek Poirota.

Również postać kapitana Hastingsa zasługuje na pochwałę. Jest to bohater, z którym łatwiej jest mi się utożsamić. To mężczyzna, który robi co może, aby dorównać genialnemu przyjacielowi. Naprawdę świetna postać, którą szczerze polubiłam.  

Podsumowując, książka jest naprawdę dobra. Cała historia jest bardzo wciągająca (pochłonęłam ją w jeden dzień) i ciężko jest się od niej oderwać choćby na minutę. Agata Christie w najczystszej postaci, chociaż sceptycy i miłośnicy jej klasycznych powieści mieliby się pewnie do czego przyczepić, jednak ja tu wad nie znajduję i polecam tą książkę z czystym sercem!


1 komentarz:

  1. Osobiście uwielbiam Herkulesa Poirota, jak zapewne dobrze o tym wiesz. Zresztą wydaje mi się, że częściowo ja Cię zaraziłem pasją i słabością do tego detektywa :) Zgadzam się, że jest to moim skromnym zdaniem nietypowa powieść Christie. Nie ma tu typowej zagadki kryminalnej, na której rozwiązaniu skupia się cała fabuła. Wiemy bowiem w zasadzie od początku, z kim będzie walczył Poirot. Chyba to miało być nawiązanie do profesora Moriarty'ego z przygód Sherlocka Holmesa, ale chyba nie do końca się udało. Chociaż nie powiem, czterech potężnych drani to nie byle co i w zasadzie nieźle to wyszło, chociaż do charyzmy Moriarty'ego jednak daleko tutaj. Ale mimo to Wielka Czwórka nawet nieźle sobie radzi. I jest groźnie, atmosfera po prostu trzyma w napięciu od początku do końca. Poirot i Hastings oraz chyba Japp dwoją się i troją, ale wydaje się, że przez większość powieści to Wielka Czwórka jest górą. Ale pod koniec dzieją się takie rzeczy, że gdybym powiedział Ci, iż to opowieść o Poirocie, to byś mi nie uwierzyła, bo konwencja tej historii jest zupełnie inna niż we wszystkich innych powieściach o Poirocie. Przypomina raczej powieść sensacyjną w stylu Bonda, a nie przygody naszego ulubionego Belga. Choć nie powiem, było naprawdę super. Poirot goli wąsika i udaje swego brata Achillesa, który nie wiemy nawet, czy istnieje naprawdę, co zmyla mocno Wielką Czwórkę. I jeszcze uratowanie przez Poirota pani Viery Rossakow i wyciągnięcie spod władzy Czwórki jej syna. I jeszcze wielkie KABOOM na zakończenie, w którym giną trzej wrogowie, a czwarty bojący się aresztowania, popełnia samobójstwo. Mocne. Świetna powieść, ale zdecydowanie mocno odstaje inną konwencją i innym klimatem od pozostałych książek. A przy okazji, w serialu "POIROT" z Davidem Suchetem jeden z ostatnich odcinków to "WIELKA CZWÓRKA". Niestety, odcinek mocno odszedł od powieści, tam nie ma tak naprawdę Wielkiej Czwórki i jedynie pewien szaleniec tworzy rzekomy spisek czwórki ludzi, którzy tak naprawdę są szanowani i poważani, a on rzuca na nich oskarżenie i sugeruje, że są Wielką Czwórką, bo realizuje w ten sposób swoje chore plany, a Poirot prowadzi przeciwko niemu sprawę z pomocą Jappa, musi upozorować swoją śmierć jak Holmes, aby złapać drania, przybywają dopiero na końcu, na jego rzekomy pogrzeb Hastings i panna Lemon, dzięki czemu Poirot znowu ich spotyka. Nie powiem, film jest dobry, sama konwencja przypomina już bardziej klasyczny kryminał Agathy Christie niż sama powieść, ale mimo wszystko dziwią mnie te zmiany. Choć pomysł z upozorowaniem śmierci przez Poirota i ta radość, gdy się okazuje, że żyje, był świetny. Na ekranie wypadł dobrze. Ale nie rozumiem, dlaczego serial z Suchetem, w większości odcinków niesamowicie wierny książkom, w ostatnich odcinkach od książek mocno odchodzi. Nie rozumiem, dlaczego stopniowo twórcy serialu zaczęli odchodzić od powieści i realizować własne pomysły. Ale sama obejrzyj i oceń, czy w przypadku "WIELKIEJ CZWÓRKI" lepsza jest powieść czy odcinek serialu :)

    OdpowiedzUsuń

"Dochowanie wierności swoim marzeniom wymaga ogromnej siły" - "Pamiętnik" N. Sparks

  O Nicholasie Sparksie słyszał już chyba każdy, jeżeli nie to jestem w szoku. Otóż jest to amerykański pisarz światowych bestsellerów z któ...