poniedziałek, 31 października 2022

"Czasami dwie osoby muszą się rozstać, aby sobie uświadomić, jak bardzo siebie potrzebują" - "Point of retreat" C. Hoover

 


Wyobraź sobie, że powoli zasiadasz w fotelu, bierzesz głęboki oddech i drżącymi rękami otwierasz list. Nie spodziewałaś się, że jeszcze kiedykolwiek zobaczysz ten charakter pisma, a już na pewno nie tego, że będzie nim pisany tekst adresowany bezpośrednio do Ciebie. Przełykasz ślinę, chcąc pozbyć się ogromnej guli, która zdaje się rosnąć w Twym gardle, przez co masz problemy z oddychaniem. Zaczynasz czytać, a wraz z kolejnymi zdaniami Twoje oczy coraz bardziej zachodzą łzami. Tyle chciałabyś powiedzieć, ale to już jest niestety niemożliwe. Grzbietem dłoni ocierasz z oczu łzy i w milczeniu przekazujesz list młodzieńcowi siedzącemu obok Ciebie. Podczas gdy on czyta słowa, które Ty już zdążyłaś poznać, przysuwasz do siebie misę wypełnioną małymi gwiazdkami zrobionymi ze złożonych kawałków papieru. Czubkami palców delikatnie dotykasz gwiazdek znajdujących się na wierzchu. Bierzesz jedną gwiazdeczkę, otwierasz i czytasz krótki tekst znajdujący się wewnątrz niej. Na Twoich ustach pojawia się lekki uśmiech. Nigdy nie sądziłaś, że jedno zdanie może tyle znaczyć, że osoba, której nie ma obok Ciebie może Ci pomóc, mimo że nie zna dokładnej sytuacji, w której obecnie się znajdujesz.

Po smutnych wydarzeniach kończących tom pierwszy, „Point of retreat” ukazuje nam dalsze losy Lake i Willa. Mimo młodego wieku muszą samotnie wychowywać swoje młodsze rodzeństwo i prowadzić całkowicie dorosłe życie, przy jednoczesnych próbach kontynuowania własnej edukacji. I właśnie edukacja jest motorem – niekoniecznie pozytywnych - wydarzeń mających miejsce w tym tomie, bowiem o swoim istnieniu przypomina Vaughn, była dziewczyna Willa, czym wprowadza zamieszanie w już i tak skomplikowane życie bohaterów. Czy dawno pogrzebane, choć nie do końca rozwiązane sprawy z przeszłości zaszkodzą głównym bohaterom? Czy poradzą sobie w roli rodziców? Czy pozostaną ze sobą pomimo wszystko?

Po „Slammed” przyszedł czas na „Point of retreat”. O ile pierwszy tom skupiał się głównie na uczuciach bohaterów próbujących pogodzić się ze stratą bliskich im osób, o tyle ta część opowiada o destrukcyjnych skutkach wynikających z niezamknięcia spraw z przeszłości, jak i z zatajenia ich przed osobą, którą się kocha. Nigdy nie wiemy, kiedy przeszłość da o sobie znać, a w Willa uderza ona w najmniej oczekiwanym momencie, rozbijając na kawałki jego z trudem poukładany świat. To właśnie on jest w tym tomie narratorem, co jest idealnie wytłumaczalne w kontekście fabuły. „Slammed” była historią Lake, historią, w której tylko sygnalnie występowała przeszłość chłopaka. W „Point of retreat” losy Willa oraz jego wspólne życie z Lake grają pierwsze skrzypce. Czytelnik dowiaduje się więcej zarówno o trudnej historii chłopaka, jak i o powodach jego zachowań z poprzedniej części. Zachowań, które czasami mogły wydawać się nieracjonalne. Autorka po raz kolejny stworzyła kontynuację, która jest idealnym uzupełnieniem informacji, które dostajemy w tomie pierwszym, a oddanie narracji męskiemu bohaterowi sprawia, że wszystkie wydarzenia przeżywamy z podwójnym zainteresowaniem.

Podczas czytania początkowych rozdziałów miałam mieszane uczucia względem Lake. Irytowała mnie jej postawa, wybory oraz humorki, które były tak dziecinne, jak tylko mogły. Niejednokrotnie miałam ochotę nią potrząsnąć i skłonić do zastanowienia się nad tym, o co tak naprawdę się obraża i zrozumienia, że to nie jest konieczne. Z drugiej jednak strony – w dalszych rozdziałach – zdumiewała mnie jej siła walki, upór oraz umiejętność żartowania nawet w najtrudniejszych sytuacjach z jakimi przyszło jej się zmagać. Colleen Hoover zbudowała historię, w której z młodych ludzi w sposób nagły zrobiła dorosłych, dlatego też czytelnik podczas lektury wymaga od nich dojrzałych decyzji zapominając, że większość z nich ma jeszcze naście lat i prawo do mniej dojrzałych myśli oraz zachowań, niż osoby starsze i bogatsze w doświadczenie życiowe.

„Point of retreat” może nie jest historią tak dynamiczną, jak ta przedstawiona w „Slammed”, ale nie jest też zupełnie pozbawiona zwrotów akcji. Odnajdziemy w niej odpowiedzi na często stawiane sobie przez ludzkość pytania o sens życia, znaki typowe dla miłości oraz o to, co jest w stanie zrobić człowiek dla osoby, którą kocha. Tom drugi obraca się wokół spraw codziennych, trudności, z jakimi zmaga się każdy młody człowiek starający się założyć rodzinę oraz stworzyć bezpieczny dom dla siebie i swoich bliskich. Jednocześnie podkreśla, jak ważne jest zaufanie oraz umiejętność powierzenia siebie samego drugiemu człowiekowi, a co za tym idzie – podzielenia się nim swoją przeszłością, nieważne jak mętna by nie była.

W „Point of retreat” nie może również zabraknąć slamu. Nie jest on tak powszechnie wykorzystywanym motywem, jak wcześniej, ale nadal towarzyszy nam w najważniejszych częściach książki, a tym samym wzrusza mocniej niż kiedykolwiek. Nadal nie mogę przestać się dziwić, jak wielka jest siła poezji! Idealnym dopełnieniem wszystkiego jest pomysł rozpoczynania każdego rozdziału od jakiegoś fragmentu z pamiętnika Willa. Zabieg ten pozwala nam zagłębić się nie tylko w umysł, ale i w serce głównego bohatera, a tym samym mocniej się do niego zbliżyć.

Reasumując, „Point of retreat” jest naprawdę dobrą kontynuacją. Może nie trzyma tak bardzo w napięciu, jak wcześniejszy tom, jednak nadal skupia się na ogromnie ważnych tematach, eksponując wartość miłości, rodziny i przyjaciół. Jest to również pozycja zaskakująca, która w przynajmniej kilku momentach wymusiła na mnie niemalże reakcję obronną z „o nie!” wymalowanym na ustach. Jeśli jesteście już po lekturze „Slammed” i jesteście ciekawi kontynuacji lub po prostu intryguje Was, co Colleen Hoover chciała nam przekazać poprzez oddanie głosu Willowi, to z pewnością powinniście sięgnąć po tę książkę.

1 komentarz:

  1. Dalszy ciąg romansu, o którym pisałaś chyba w poprzedniej recenzji. Sama fabuła brzmi ciekawie, chociaż ja chyba bym jednak tej książki nie przeczytał. Jakoś nie lubię tego rodzaju dzieł. Poza tym, z tego, co tu piszesz wynika, że aby najlepiej zrozumieć tę powieść, trzeba przeczytać poprzednią. Ale rozbawiłaś mnie tym, że postać czasami tak Cię wkurzała, że miałaś ochotę ją potrząsnąć. Czasami sam tak mam, kiedy jakaś powieść jest dobra, ale postać chwilami zachowuje się w sposób naprawdę głupkowaty :) Ale szczególnie spodobał mi się tytuł Twojej recenzji. Umiesz zainteresować nim czytelnika do przeczytania całości. Ciekawe są słowa zawarte w tytule. Zmuszają do myślenia. Rzecz jasna, nie zawsze tak jest. Ale czasami tak bywa. A czasami, aby kogoś w pełni docenić, trzeba się za nim mocno stęsknić. Jak my za swoimi drugimi połówkami :)

    OdpowiedzUsuń

"Dochowanie wierności swoim marzeniom wymaga ogromnej siły" - "Pamiętnik" N. Sparks

  O Nicholasie Sparksie słyszał już chyba każdy, jeżeli nie to jestem w szoku. Otóż jest to amerykański pisarz światowych bestsellerów z któ...