Książki pana Koontza są dość specyficzne. W przeszłości zdołałam przeczytać zaledwie dwie z nich i praktycznie zawsze pod pewnymi względami były podobne i na swój sposób dziwne, co jednak nie umniejszało ich walorom czytelniczym, które były ogromne. Dlatego też wiele spodziewałam się po książce "Niewinność", otrzymanej od mojego przyjaciela w prezencie urodzinowym. Czy spełniła swoje zadanie i wciągnęła mnie bez reszty tak jak poprzednie dwie lektury tego samego autora? Zaraz się przekonacie.
Głównym bohaterem jest Addison Goodheart, który prowadzi życie odludka, ukrywającego się przed całym światem. Od samego początku jego życie wydawało się beznadziejne. Tuż po urodzeniu akuszerka, witająca go na świecie, w szale próbowała odebrać mu życie. Przez następne lata jego matka podejmowała tę samą próbę czterokrotnie. Nie potrafiła znieść widoku swojego syna. On jednak ani na chwilę nie przestawał jej kochać. W końcu, wypędzony z domu, trafił do miasta, gdzie żył przez następne lata. Jego życie codziennie stawało pod znakiem zapytania, aż pewnego dnia spotkał Gwyn, dziewczynę również mocno doświadczoną przez życie i wiodącą, podobnie jak on, życie samotniczki.
Powyższy opis mógłby być dobrym wstępem do jakiegoś taniego romansidła, ale zapewniam Was, książka Koontza absolutnie takowym nie jest. Wątek romantyczny jest tu zepchnięty mocno na margines. Opowieść to typowy thriller z elementami paranormalnymi, charakterystycznymi dla Koontza dziwnymi postaciami prześladującymi bohaterów oraz mocno denerwująca postać Ryana Telforda, która z uporem maniaka prześladuje Gwyn i za wszelką cenę chce ją dopaść.
I teraz właśnie o tej postaci powiem nieco więcej. Koontz zbudował postać głównego antagonisty wręcz po mistrzowsku - ten człowiek miał wkurzać, irytować i maksymalnie zniechęcić do siebie czytelnika. To się autorowi udało. Fakt, iż facet był wręcz maniakalnym pedofilem jeszcze bardziej spotęgował moją nienawiść do niego.
Na uwagę zasługuje również fakt, iż wydarzenia bieżącej fabuły poprzeplatane są retrospekcjami Addisona. Zazwyczaj w książkach motyw ten używany jest, by brutalnie przerwać czytelnikowi pełną napięcia scenę i zostawić ja niedopowiedzianą aż do kolejnego rozdziału. Klasycznie drażniące, jednak tutaj autor dość płynnie przechodzi od wydarzeń obecnych do przeszłych.
Kto czytał już książki Koontza, ten w „Niewinności” dopatrzy się klasycznego dla autora motywu. Tu również psy zostały wywyższone ponad ludzi i zestawione praktycznie na równi z aniołami. Myślę, że wielu mogłoby się od niego uczyć owego podejścia.
Teraz pora przejść do minusów książki, a tych jest na szczęście niewiele. Jedyną rzeczą do której mogłabym się przyczepić jest pojawianie się pewnych zdarzeń kompletnie znikąd i niemających żadnego pokrycia w przeszłych wydarzeniach. Przez chwilę bałam się, że coś pominęłam podczas czytania wcześniejszych stron, ale na szczęście (a może i nieszczęście) tak nie było, chociaż bardziej wrażliwego czytelnika mogłoby to mocno zirytować.
Mimo wszystko serdecznie polecam Wam tą książkę. Jeśli nie boicie się zdarzeń paranormalnych oraz dziwnych postaci, to ta książka zdecydowanie jest dla Was. Ale tylko dla czytelników o naprawdę mocnych nerwach.
Kolejna recenzja, która sprawiła mi wielką przyjemność. Bardzo mi miło, że ta książka na urodziny Ci się spodobała. Że trafiłem doskonale w Twój gust i dodatkowo jeszcze jest to autor, którego już swego czasu czytałaś i byłaś zachwycona jego twórczością. Naprawdę przyjemnie mi się zrobiło, gdy wspomniałaś tutaj o mnie. Jeśli chodzi zaś o fabułę, to uważam, że brzmi całkiem ciekawie. Gdyby nie to, że jest to thriller i dodatkowo jeszcze pełen przerażających wątków paranormalnych, to sam bym był tę powieścią zainteresowany. Ale nie bardzo do mnie takie książki trafiają. Cieszy mnie jednak, że do Ciebie trafiają i dzięki temu mogłem Ci sprawić przyjemność. I że ta książka była dla Ciebie przyjemną lekturą. Mam osobiście wielką nadzieję, że każda książka ode mnie taka dla Ciebie będzie :)
OdpowiedzUsuń